„Storia, storia…”. Mayra Andrade.

Zdaje się, że Komuś z Was obiecałam, że dam znać, jak podoba mi się prezent -niespodzianka od Monoli, czyli płyta „Storia, storia…” Mayry Andrade. 

Otóż-podoba się i to bardzo! Dla osób, które mnie znają, wiadomo, klimaty muzyki ze słońcem (czyli kubańska, brazylijska itd) zawsze będą świetnym pomysłem na prezent dla mnie.

Tej pani nie znałam, najwyraźniej jakoś jej u nas nachalnie nie promują a szkoda. Nie podoba mi się, że jeśli już coś na jej temat znalazłam, to jedynie pod kątem jak to jest ona godną następczynią Cesarii Evory. Przy całym szacunku do obu pań, wydaje mi się, że na szczęście tak nie jest, każda z nich jednak ma swój odrębny indywidualny styl i…bardzo dobrze.

Znam jedynie tę płytę więc siłą rzeczy trudno mi powiedzieć, jak śpiewa na innych, ale ta cechuje się świeżością, przebija z niej siła młodości, słońce wręcz bucha, czuje się je gorące na skórze kiedy się słucha piosenek Mayry.

Ja miałam wrażenie, jakbym siedziała z nią w jakiejś nadmorskiej kafejce, sączyła jakiegoś drinka i słuchała jej opowieści. 

Mnie się bardzo podoba, moja ocena 5.5 / 6.

A moja ulubiona piosenka z tej płyty to Seu…