„Insekt”. Claire Castillon.

Insekt

 

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2009).

Przełożyła Hanna Igalson-Tygielska.
Tytuł oryginalny Insecte.
Książka wydana w „Serii z miotłą”. 

Decyzja o zakupie styczniowego Bluszczu z książką „Insekt”  Claire Castillon (która jest niemal moją rówieśniczką) okazała się bardzo dobrym pomysłem. Nie planowałam czytać jej od razu ale zajrzałam do pierwszego z dziewiętnastu opowiadań i…wsiąkłam. Tym bardziej, że bardzo chętnie zapoznaję się ze współczesną prozą francuską.

Od razu uprzedzam, opowiadania są przedziwne. Mogą szokować. Podejściem do tematyki relacji jednej z najbardziej mnie zawsze intrygujących i frapujących czyli matek i córek.
Sama zresztą od zawsze wiedziałam, że urodzę córkę co też się stało…dlatego być może aspekt tej relacji zawsze interesuje mnie w literaturze.

Bardzo trudno jest mi napisać coś sensownie o tych opowiadaniach, z których najdłuższe mają najwyżej cztery kartki treści. Ale za to jakiej. Skondensowanej, poprowadzonej z sensem, z pomysłem. Treściwej i dającej do myślenia. Do przemyślenia bardzo wielu spraw. Parę razy autorka mocno przejaskrawia sytuację, wydobywa na wierzch jedno wydarzenie, wokół którego buduje akcję opowiadania ale to właśnie jest plusem całej opowieści.

Na niektóre sprawy Castillon patrzy w pewien przewrotny sposób i dopiero na końcu opowiadania coś, co wydawało się nam takie a nie inne ukazuje swoje drugie dno.

Przedstawione w zbiorze opowiadań relacje matek i córek na ogół są dość trudne. Nie brak tu więc matek trudnych, chorych psychicznie, matek toksycznych, tych, którym przemieszało się kto tak naprawdę w relacji powinien być dorosłym a kto dzieckiem bądź w przypadku dzieci dorosłych matką i córką. Są jak wspomniałam, matki toksyczne, co przypomniało mi, że za czasów mojej wczesnej młodości wśród znajomych rekordy popularności była książka o toksycznych rodzicach co zawsze mnie zastanawiało bowiem nie do końca rozumiałam, po co moi znajomi musieli dopiero podczas lektury odkrywać tak zwane prawdy oczywiste, które i tak instynktownie czuli w swoich relacjach z rodzicami, ale to taka uwaga na marginesie.

Jak już wspomniałam, nie brak w tych opowiadaniach matek złych, które najprawdopodobniej matkami raczej być nie powinny. Nie brak też jednak i złych córek, tych, które matek nie lubią, nie kochają, które obwiniają matki o wszelkie niepowodzenia w swoim życiu. Są relacje chore. Tak naprawdę nie ma praktycznie żadnej, którą moglibyśmy nazwać zwykłą, poprawną, właściwą. Zainteresowało mnie to spojrzenie na matki i córki Castillon tym bardziej, że zadedykowała ona tę właśnie książkę swojej własnej matce. 

Podoba mi się jednak ujęcie tematu przez autorkę. Podoba mi się jej pewnego rodzaju przewrotność.

Zbiór nosi tytuł drugiego z opowiadań, aczkolwiek mój prywatny pomysł na tytuł tego niezwykłego zbioru to „Pasożyt”. 

Czytając te opowiadania odnosiłam wrażenie, jakby autorka przedstawiła w nich głównie sytuacje, w których w relacji matek i córek nastąpił jakiś wyłom. Tak, jakby pomiędzy narodzinami dzieci a osiągnięciem przez nie pewnego wieku nastąpiła jakaś czarna pustka, brak kontaktów tych kobiet , nie wiem, czasowa to czy bardziej mentalna pustka w czasie której nie zdarzyło się siłą rzeczy nic, co stworzyło by więź pomiędzy matkami a córkami. 

W tej książce niemal nie ma mężczyzn. Jeśli są zostali oni w najlepszym przypadku zmarginalizowani. Tak jakby powstali w opowiadaniu z ręki autorki jedynie w celu dania życia córkom, których relacjom z ich matkami bacznie się potem przyglądać będzie Castillon podczas swojej gorzkiej analizy i wędrówki przez rozmaite aspekty relacji matek i córek.

Bo jednak, trzeba to przyznać, ogólny obraz rysujący się w książce nie jest optymistyczny i raczej smutny. 

Pierwszy raz od dawna zdarzyło mi się czytać zbiór opowiadań z których to praktycznie każde zrobiło na mnie równe wrażenie, po lekturze którego nie mogę chyba wyszczególnić tego jednego jedynego, które zrobiło na mnie największe wrażenie. 

Gdybym jednak miała napisać, które opowiadania jednak zrobiły to większe od innych wrażenie były by to: „Powiedziałam: jedna”, „Insekt”, „Kurtka i futrzane botki”, „Pili szampana w restauracji”, „Różowe niemowlę”, „Guzik z pętelką”.

Moja ocena to 5.5 / 6.