„Chorwacka przystań”. Anna Karpińska.

 Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2020).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Kiedy zaproponowano mi przeczytanie wznowienia „Chorwackiej przystani” jednej z moich ulubionych autorek, nie wahałam się ani chwili. Przyznam, że mam ją na czytniku ale obecna wersja została podobno wzbogacona. Trudno mi oceniać bo szczerze mówiąc, jakoś do tej pory po nią nie sięgnęłam ale teraz stwierdziłam, że już nadszedł czas tej książki.

Książka to dwugłos matki Anny i córki Weroniki. 
Annę poznajemy jako dziennikarkę gazety, tuż po trzydziestce, która we wrześniu 1991 roku ma zostaje wysłana przez swojego szefa do Chorwacji aby tam zdawać relację z tego, co dzieje się w kraju podczas działań wojennych. Na samym początku swojej drogi jako reporterki wojennej poznaje dziennikarza tamtejszej gazety, Blaża Batelica. Przystojny, zawadiacki, pewny siebie mężczyzna, kobieta, która już od dłuższego czasu jest mężatką i której nie wszystko układa się po jej myśli. Do tego wojenna zawierucha i oto gotowy przepis na romans. Który, nie inaczej, zdarza się i tutaj. 
Między Anną, zwaną przez Blaża , Aną a mężczyzną rodzi się jednak uczucie. 
I to ono nie pozwala na nazwanie tej relacji tylko i wyłącznie romansem. 
Jest między nimi uczucie właśnie, czułość, pragnienie bycia razem fizycznie ale i zrozumienia siebie nawzajem, potrzeba niekończących się rozmów. 

Niemniej jednak , chociaż początkowo Anna chce postawić wszystko na jedną kartę i porzucić męża , po powrocie do Polski nie potrafi tego zrobić. Najwyraźniej z jej strony zabrakło odwagi aby uciąć relację z mężem, trwającą od bardzo dawna. 

Anna zachodzi też w ciążę, co sporo zmienia w jej życiu rodzinnym i zawodowym. 
Kiedy zajmuje się wychowywaniem urodzonej w grudniu 92 roku córki Weroniki a następnie bliźniakami, synami urodzonymi w roku 95 , porzuca na ten czas pracę w gazecie i całkowicie oddaje się domowi. 
O dziwo, mimo odrzucenia go przez kobietę, Blaż nawiązuje z nią początkowo korespondencję, któa zostaje przerwana na parę lat a następnie wznowiona. Muszę przyznać, że prezentowana w książce korespondencja między dawnymi kochankami stanowi bardzo ciekawy dodatek do książki. Anna jak się domyślam, znajdowała w tych listach coś na kształt odskoczni od rutyny codziennego, nie zawsze łatwego, dnia. 

Jak to w życiu, czas biegnie szybciej niż często byśmy sobie tego życzyli i oto dzieci stają się duże. W pewnej chwili, nieco przypadkiem, rodzina trafia na wakacje do Chorwacji. Weronika, pierworodna córka zaczyna interesować się krajem, o którym wie jedynie tyle, że ongiś przebywała tam jej mama. Ale, zaczyna czegoś się domyślać, coś rozszyfrowywać, prowadzi jakieś prywatne dochodzenie , które to skutkuje tym, że całkiem serio zaczyna interesować się tym krajem. 
Nawet studia rozpoczyna na wydziale lingwistycznym związanym z Chorwacją i w pewnym momencie to ona trafia do Chorwacji i to na dłuższy czas. 

I, to ciekawe, mimo, że matka tak starała się chronić ją przed poznaniem kraju, w którym przeżyła miłość i romans, Weronika również ulega czarowi, zarówno pięknego miejsca jak i pewnego Chorwata.

Historia lubi się powtarzać i oto młodsza kobieta niemal w ten sam sposób co jej mama, zaczyna coraz bardziej angażować się w ten związek. Czy będzie on miał szansę na przetrwanie? Czy warto jest rzucić to, co się zna? Czy mamy gwarancję, że poryw namiętności da nam więcej niż znajoma stabilizacja? 
Na te wszystkie pytania  możemy spróbować sobie odpowiedzieć podczas lektury „Chorwackiej przystani”.

Do tego, nie ukrywam, przyjemnie było przenieść się za drugim, bezpieczniejszym już razem, wraz z Weroniką do tego ciekawego i pięknego kraju. Aż czuło się przyjemne ciepło na skórze, smak tamtejszych potraw, gwar zatłoczonych atrakcji miasta. 

Moja ocena to 5.5 / 6 a daję też znać, że zapowiadania jest w Nowym Roku druga część tej chorwackiej serii, na którą, nie ukrywam, czekam z wielką niecierpliwością. 

„Śmiech bogów”. Aleksandra Marinina.

 Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2020). Ebook. 

Przełożyła Aleksandra Stronka. 

„Śmiech bogów” zaskoczył mnie pozytywnie. Poprzednia część przygód Anastazji Kamieńskiej była interesująca ale według mnie zbytnio przekombinowana a tu było właśnie tyle, ile potrzeba aby kryminał Marininej okazał się interesujący.

Akcja książki rozpoczyna się w czasie, gdy zostaje zamordowanych dwóch młodych mężczyzn. Zbrodnię łączy fakt, że obu morderstw dokonano po koncercie popularnej grupy młodzieżowej , noszącej nazwę Bi-Bi-Es. 
Jej solistką jest młodziutka Swietłana Miedwiediewa, której niełatwe życie osobiste poznajemy w trakcie lektury książki. 
Szybko też okazuje się, że postać solistki łączy się z jeszcze jedną bohaterką książki, a mianowicie młodziutką Żenią , do której przychodzą dziwne listy. Milicja wyjaśnia, że dzieje się tak dlatego, że dziewczynę pomylono z właśnie Swietłaną. 

W trakcie śledztwa okazuje się, że te dwie zupełnie nie połączone ze sobą postaci zaczynają jednak mieć ze sobą więcej połączeń niż początkowo by się wydawało. 
Ale, jak to u Marininej, śledztwo dzieje się spokojnie, bez pośpiechu. Dodatkowo w tej części wyjątkowo sporo rozterek duchowych Nastazji Kamieńskiej. Plus jeden przesympatyczny szczeniaczek. Tak tak, nie pomyliliście się, właśnie. Zaskakujące bo o ile dobrze pamiętam, to pierwsze zwierzę, które trafia na karty kryminału Marininej. 
Tu też sporo rozważań pod przykryciem kryminału właśnie, o ludzkiej naturze, o tym czy można człowieka bezgranicznie stłamsić. Czy da się ukryć swoje grzeszki i występki z przeszłości? Czy nałóg oznacza koniec świata nie tylko dla nałogowca ale i dla bliskich mu osób ? Czy można być dla kogoś niemal bogiem bez żadnych tego konsekwencji i na zawsze? 

Plus, jak dla mnie oczywiście, nieoczywista niemal do końca postać zbrodniarza. 
Wraz z rozwojem cyklu o Anastazji Kamieńskiej autorce Aleksandrze Marininej udało się złagodzić postać samej śledczej. Kiedyś nie przepadałam za Kamieńską a od jakiegoś czasu zaczęłam darzyć ją większą sympatią . Właściwie nawet całkiem sporą. 

„Śmiech bogów” czytało mi się dobrze. To bardzo dobrze napisana historia mająca kryminał za pretekst do ukazania ludzkich charakterów, ich dobrych ale i złych stron. 

Moja ocena to 6 / 6. 

„Płonący pokój”. Michael Connelly.

 Wydana w Wydawnictwie Sonia Draga. Katowice (2017). Ebook.

Przełożył Przemysław Hejmej.


Tytuł oryginału The Burning Room.

Cykl o Harrym Boschu zdecydowanie pomaga w znoszeniu coraz gorszych sytuacji i pandemicznych i nie tylko. 
Czytanie o facecie, który nie daje sobie w kaszę dmuchać i który twierdzi, że liczy się każdy jak również wciela to twierdzenie w czyn pomagając znaleźć winnego, pomaga na nastrój. Gorzej, że o ile Harry Bosch znajduje sprawców, nie zawsze udaje się im wymierzyć należną im karę. 

Niemniej jednak krzepi, że Bosch nie daje sobie wmówić, że liczą się tylko biali, starsi faceci trzymający władzę i że owi faceci mogą dostać od losu (albo i nie 🙂 )  naprawdę niezłą nauczkę. Zwłaszcza, jeśli sprowokują wściekłą kobietę. 

W „Płonącym pokoju” liczą się dwa wydarzenia, które okazuje się, że gdzieś tam się w przeszłości łączą. Otóż umiera postrzelony dawno temu w kręgosłup meksykański muzyk, Orlando Merced. Dziesięć lat temu ktoś strzelił do mężczyzny z zamiarem zabicia go. Muzykowi udało się przeżyć, za to niestety , trafił na wózek inwalidzki gdyż kula strzelca utkwiła w kręgosłupie Merceda. 

Jako, że w tej części Bosch wciąż pracuje w wydziale Spraw Otwartych i Niewyjaśnionych, jemu przypadnie w udziale dochodzenie, kto i dlaczego chciał zabić zwykłego ulicznego muzykanta.

W „Płonącym pokoju” nową partnerką w pracy Harry’ego jest Lucia Soto, która wsławiła się wielką odwagą i bohaterstwem podczas jednej z akcji. 
Okazuje się też, że ma ona swoją prywatną misję do wykonania. Otóż jako dziecko przeżyła tragedię, brała udział w pożarze nielegalnie zorganizowanej placówki przedszkolnej , w którym to zginęły zarówno dzieci jak i ich do końca starająca się ochronić podopiecznych, opiekunka. 

Szybko okaże się, że o dziwo, te dwa wydające się nie mieć ze sobą nic wspólnego wydarzenia, mają jednak punkty wspólne. 

I odtąd zacznie się jak zwykle w przypadku Boscha, ciekawe śledztwo, mające wiele tropów, prowadzące do bardzo wielu postaci. 

I jak już pisałam, okaże się, że Bosch po raz kolejny nie da się zastraszyć ani porzucić sprawiedliwości, która należy się najsłabszym. 

Bardzo polecam Wam książki o Harrym Boschu a tej daruję ocenę 6 / 6. 

„Czarna skrzynka”. Michael Connelly.

 Wydana w Wydawnictwie Albatros i S-ka. Warszawa (2016). Ebook.

Przełożył Andrzej Niewiadomski. 

Tytuł oryginału The Black Box.

Ta recenzja może być nieco spoilerowa więc jeśli chcecie przeczytać tę książkę , uprzedzam i może ją sobie darujcie. Tak więc, uprzedziłam, żeby nie było !

Nie wiem czy tak miewacie, ja tak, chociaż nie co chwila, że bywa, że książka, którą czytam okazuje się jakimś niezwykłym zbiegiem okoliczności kalką czy jakimś odzwierciedleniem tego, co dzieje się dookoła, w różnych sferach, na przykład politycznej. To dość niesamowite czytać niby po prostu kryminał a mieć wrażenie, że gdzieś odbija się gorzka, smutna rzeczywistość.

„Czarna skrzynka” to książka, której akcja dzieje się dwadzieścia lat po wydarzeniach mających miejsce w roku 1992 w Los Angeles. Podczas zamieszek, w czasie których buntowano się przeciwko uniewinnieniu policjantów, którzy brutalnie pobili Afroamerykanina, zostaje zamordowana duńska dziennikarka, Anneke Jespersen. 

Po upływie dwudziestu lat Harry Bosch pracując w wydziale spraw dawnych i zapomnianych podejmuje się mimo licznych przeszkód ze strony nowego przełożonego, nowego śledztwa. Obiecuje „Królewnie Śnieżce” jak nazwano zamordowaną dziennikarkę, że odnajdzie tego, kto zrobił jej krzywdę a przede wszystkim, dlaczego ktoś zamordował na amerykańskiej ziemi młodą dziennikarkę z Europy. Jaki mógł być powód? Najpewniej polityczny, bowiem Jespersen zajmowała się dziennikarstwem na polu walk , jeździła we wszystkie punkty zapalne i w miejsca, gdzie miały miejsca działania wojenne z udziałem wojsk amerykańskim. Czy odkryła podczas jednej z wypraw coś, co mogło skompromitować kogoś na wysokim szczeblu , czy komuś zagroziła?

Prawda okazuje się jednak zupełnie inna. 

Oto bowiem żmudne śledztwo, podczas którego naprawdę liczne grono usiłuje podciąć skrzydła czy może niemal dosłownie, nogi Boscha, ukazuje bardzo przykrą prawdę. 
Gromadę butnych, pewnych siebie mężczyzn, wyposażoną w najsilniejszą z broni , władzę , którzy postanawiają zabawić się z młodą, niczego nie spodziewającą się kobietą. A następne, gdy stanie się najgorsze, nie dać jej powiedzieć słowa a przede wszystkim jak najszybciej zamknąć jej oskarżające grupę mężczyzn, usta! Uciszyć ją za wszelką , najwyższą cenę! Pokazać , gdzie jest miejsce tych kobiet, które odważą się sprzeciwić silnym, męskim gościom, takim, którzy bardzo chętnie pokażą jej gdzie jest jej miejsce. 

W prawdziwym życiu całkiem możliwe jest, że skończyłoby się na niewyjaśnionej sprawie. Na szczęście Connelly chce dać nam, czytelnikom odrobinę nadziei na to, że wszelkie zło, nawet to niewyobrażalne, musi minąć. A złych facetów, którym wydawało się, że ich władza trwać będzie wiecznie, spotyka prędzej czy później, zasłużona kara. 

Moja ocena to 6 / 6. 

„Złodziejka opowieści”. Michaela Klevisova.

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła. Rudno (2020).

Przełożył Mirosław Śmigielski.

Tytuł oryginalny Zlodejka pribehu.

„Złodziejka opowieści” to po czytanym kryminale „Kroki mordercy” druga część cyklu o inspektorze Bergmanie, który wraz z dwójką współpracowników Sylwią Rolnik i Adamem Daneszem musi rozwiązać kolejną zagadkę kryminalną.

Tym razem rzecz dzieje się w środowisku twórców pewnego bardzo popularnego w Czechach codziennego serialu noszącego tytuł „Podwórze”.

Anna Walenta to główna scenarzystka, która ma dwie przyjaciółki, Ester i Marcelinę. O ile przyjaźń z Ester miała pewną przerwę gdyż Ester kilkanaście lat mieszkała na Bali, o tyle z Marceliną Anna pracuje przy produkcji serialu.

O ile życie zawodowe idzie jej świetnie, serial zdobywa nagrodę a sama Anna zostaje uhonorowana, tak życie osobiste nie idzie jej zbyt dobrze. Córka Agata ze związku z nieżyjącym pisarzem sprawia jej kłopoty wychowawcze i ląduje w ośrodku opiekuńczym, z którego zresztą w chwili rozpoczęcia akcji książki ucieka. Życie osobiste również nie jest udane, kobieta miota się pomiędzy dwoma mężczyznami.
Nie chcąc pokazywać, że jej osobiste życie dalekie jest od szczęśliwego nomen omen, scenariusza, kobieta kreuje opcję życia idealnego. W tym życiu na przykład Agata nie przebywa w poprawczaku a w prywatnej szkole w Londynie.
Scenarzystka jest pracoholiczką. Wymyśla więc weekendowy pobyt u Ester, która po powrocie z córkami z Bali, prowadzi pensjonat pod Pragą. Mają tam pojechać z całym zespołem scenarzystów i omówić najpilniejsze wątki serialu. Wydaje się, że nic nie może pójść źle w odrestaurowanym dworku wśród współpracujących ze sobą od dawna ludzi. A jednak.
Anna Walenta zostaje zamordowana.

Szybko rozpoczyna się śledztwo i jak to u tej autorki, dowiadujemy się, że właściwie każdy ma jakiś sekret ale również jakieś pretensje do zamordowanej.
Śledczy odkrywają, że Anna była naprawdę daleka od ideału. Swoich współpracowników nie traktowała dobrze a można wręcz stwierdzić, że posuwała się do licznych oszustw.
Ale, nie ona jedyna kłamała w tym towarzystwie. Ba, wręcz trudno jest ocenić kto z przesłuchiwanych nie mijał się prędzej czy później z prawdą.

Kolejna książka Klevisovej, w której nie najważniejsza jest intryga karyminalna a ludzie, ich wzajemne relacje, nastrój nawarstwiających się sekretów poszczególnych bohaterów. Literatura czeska, co zawsze twierdzę, wnikliwie przygląda się człowiekowi i jest to widoczne nawet w powieściach kryminalnych.
„Złodziejka opowieści” nie odbiega od analizy ludzi i ich zachowań a zgadywanie kto zabił Annę stanowi dodatkową atrakcję dla czytelnika. Dla mnie przyjemnym zaskoczeniem był fakt, że tego, kto jest sprawcą dowiedziałam się właściwie na równi z Bergmanem.

Jeśli macie ochotę na kryminał, od którego nie będziecie mogli się oderwać, bardzo Wam tę książkę polecam.

Moja ocena to 6 / 6.

Dzień Dziecka Utraconego…

 …czyli niechciane święto, które od 2011 niestety, jest w naszym „kalendarzu”.

Jak co roku, mam w sercu i w pamięci nie tylko naszą Emilkę ale wszystkie te Dzieci, o których w ciągu tych ponad dziewięciu lat się dowiedziałam. I naprawdę nie gra roli, czy dziecko miało godzinę, dwa dni, dwa tygodnie czy lat ponad dwadzieścia. Część serca Rodziców została wraz z odejściem tego dziecka wyrwana raz na zawsze.
Przytulam wszystkich znanych mi osieroconych Rodziców. 

Literacki Nobel 2020…

 …trafia w tym roku do rąk poetki, Louise Gluck.
Nie będę Wam pisać, że znam i czytam bo nie, nie znam. Ale chętnie poznam bo jak wiecie, lubię poezję. 
I bardzo bym chciała aby więcej jej zauważano, czytano i aby któreś z polskich wydawnictw zdecydowało się szybko przybliżyć nam wiersze tegorocznej Noblistki. 

A Wy? Znacie wiersze tej poetki? 

„Wiosna zaginionych”. Anna Kańtoch.

 Wydana w Wydawnictwie Marginesy. Warszawa (2020). Ebook.

„Wiosna zaginionych” to pierwsza część planowanej przez autorkę trylogii i według mnie to zdecydowanie widać.

Krystyna Lesińska jest emerytowaną policjantką (a dawniej milicjantką). Jej życie nieodwracalnie naznaczyła tragedia. Otóż gdy jeszcze nie skończyła szkoły średniej jej starszy brat Romek wyruszył z towarzystwem ze studiów na wyprawę w góry. Z wyprawy wrócił tylko jeden jej uczestnik, Jacek. 

Pozostali bliscy zaginionych i zmarłych zostali z poczuciem krzywdy i braku zadośćuczynienia. Szansa na sprawiedliwość pojawia się gdy siedemdziesięciotrzyletnia Krystyna spotyka nieoczekiwanie Jacka w sklepie na osiedlu. Jacek mieszka nieopodal niej ! Kobieta śledzi go aż do willi, w której zamieszkuje morderca jej brata jak zawsze nazywano go w jej domu. I w tym momencie w głowie starszej kobiety rodzi się myśl, która już jej nie opuszcza. 
Chce bowiem zabić Jacka. 
Rozpoczyna przygotowania, które polegają między innymi na rezygnacji z farbowania włosów, narzekania na bolące biodro i ogólnie ukazaniu się ludziom w wersji „staruszka”. Tymczasem Krystyna ma w sobie całkiem dużo energii, która to dodatkowo zwiększona zostaje chęcią odwetu na Jacku. 

Plan jednak spali na panewce gdy Lesińska wejdzie do willi starszego mężczyzny z zamiarem popełnienia zbrodni a odkryje tam, że ktoś był pierwszy. Jacek Hermann najwyraźniej naraził się jeszcze komuś niż tylko Krystynie, która po kilkudziesięciu latach zamierzała zemścić się za krzywdę jakiej doznała jej rodzina.

Co jest według mnie dobre w tej książce to wykreowanie postaci Krystyny. Żadnej tam chodzącej idealnej kobiety. Raczej osoby, która wyrzuca sobie to, że nie była idealną matką, która poświęcała często dobro rodziny nad pracę. Nie jest to jednak typ zgorzkniałej i rozpolitykowanej starszej pani a osoba, która przyjmuje świat i rzeczywistość takimi jakie są o ile nie ma pomysłu na to jak zmienić coś, co ją w tej rzeczywistości uwiera. 
Bardzo podobało mi się też to, jak transparentną wydaje się być postać emerytowanej policjantki. Tak, jak się postrzega osoby starsze. Właściwie niemal ich nie postrzega. A już wzięcie pod uwagę starszej pani w kontekście popełnienia przez nią zbrodni wydaje się być sporym żartem. 

Spotkałam się z zarzutem, że książka dzieje się w niespiesznym (czytaj „nudnym” dla niektórych ) tempie. Nie uważam tak, tempo wcale nie jest rozlazłe. Ale jeśli komuś się takie wyda, to według mnie tylko na plus, bo tworzy idealne tło dla tego co chce osiągnąć Krystyna. Starsza pani jednak nie ma aż takiej werwy jak miała chociażby pięćdziesiąt lat wstecz więc według mnie to dobrze oddany tempo do postaci, która prowadzi prywatne śledztwo obok tego oficjalnego. 

Jeśli chodzi o mnie to czytało mi się tę książkę dobrze aczkolwiek uważam, że mogłaby być nieco krótsza. Ale to chyba jedyne zarzuty jakie mam wobec niej. 

Podchodziłam do niej z bardzo dużymi oczekiwaniami i część, ta konstruująca postaci i bohaterów, oczekiwania te spełniła. Intryga kryminalna również interesująca chociaż szkoda, że tę najważniejszą odpowiedź na pytanie jakie zadaje sobie czytelnik, autorka zostawiła na kolejne części trylogii. 

Moja ocena to 5.5 / 6. 

„Ostatni kojot”. Michael Connelly.

 Wydana w Wydawnictwie Sonia Draga. Katowice (2019). Ebook.

Przełożył Tomasz Wilusz.

Tytuł oryginalny The Last Coyote.

„Liczą się wszyscy albo nikt”, takie słowa wypowiada w tej części opowieści o Harrym Boschu terapeutka Hijanos, z którą policjant musi spotykać się po tym, jak niekoniecznie miło potraktował Poundsa, również policjanta. 

Bosch, nie ukrywajmy, jest raczej raptusem ale dzięki temu zyskuje dziwny czas zawieszenia w próżni, kiedy to nie może wykonywać swoich obowiązków ale jednocześnie zyskuje zaskakująco dużo czasu. 
Zwłaszcza, że po trzęsieniu ziemi, w którym jego dom zostaje poważnie naruszony, ma i to zmartwienie na głowie. 

Zajęty więc własnym domem i ukrywaniem przed urzędnikami, że wciąż w nim mieszka i nie zamierza nigdzie się wynosić, Harry podejmuje się prywatnego projektu. Chce dowiedzieć się, po kilkudziesięciu latach, kto tak naprawdę zamordował jego matkę.

Domyślałam się, że to nie będzie wesoła opowieść. I oczywiście, nie jest 😦 Wiadomo, że morderstwo matki nieodwracalnie wpłynęło na życie jedenastoletniego wówczas chłopca. 
Nie jest zapewne błędem sądzić, że również wpłynęło to dramatyczne wydarzenie na wybór zawodu przez Boscha. 

Jednak w sumie do tej pory mężczyzna nie znał szczegółów tej zbrodni. Nadchodzi najwyraźniej jednak czas gdy Harry stara się zmierzyć z przeszłością a przede wszystkim oddać sprawiedliwość Marjorie Phillips Lowe, która zginęła dwudziestego ósmego października w roku 1961. Jako, że była prostytutką , zapewne jej śmierć nie poruszyła nikogo na tyle aby przeprowadzić w tej sprawie naprawę solidne śledztwo. 

Harry Bosch zaczyna więc najtrudniejsze w życiu dochodzenie. Nie będzie ono łatwe nie tylko ze względu na osobistą wagę sprawy lecz również dlatego, że szybko okaże się powiązane z wielką polityką. Co nigdy nie niesie ze sobą nic dobrego. Jak również, kiedy tylko Bosch rozpoczyna własne śledztwo, zaczynają ginąć ludzie, co kieruje trop na Boscha właśnie jako zabójcę. 

Podczas swojego śledztwa Bosch spotyka się z byłą przyjaciółką swojej mamy. Obecnie szanowana osoba, po śmierci męża mieszka sama ale pięć lat temu sama odezwała się do Harry’ego wysyłając mu na Święta kartkę z życzeniami. 

Już wspomniałam, że to nie jest wesoła i lekka opowieść. Oczywiście trudno oczekiwać tego od jakby nie było, kryminału, niemniej jednak jest przykra bo widzimy, że wiele decyzji czy styl życia Boscha mogło kształtować się właśnie po tak dramatycznych wydarzeniach.
Powolutku, żmudnie wraz z Boschem odkrywamy kolejne karty tej opowieści, wraz z nim przemieszczamy się w różne miejsca, trafiamy nawet na Florydę, dokąd poleci chcąc spotkać jednego z prowadzących wówczas dochodzenie, śledczych. I kiedy już myślimy, że wszystko wiemy, autor zapodaje nam taki twist, że dziwimy się, jak to się stało, że daliśmy znów się mu wkręcić. 

To właśnie bardzo lubię w prozie Connelly’ego. Dostaję ciekawą sprawę do rozwikłania wraz z bohaterem, jak również, przynajmniej ja, nie potrafię domyśleć się, kto jest sprawcą. Bardzo to cenię w dobrym, naprawdę dobrym kryminale. I taki jest również „Ostatni kojot”.

Moja ocena to 5.5 / 6

„Zmuszona, by zabić”. Rachel Abbott.

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2020).

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Tak mówią.
To dobrze, postanawiam więc nie zaglądać zbytnio 🙂 przy krótkim zrecenzowaniu tego kryminału.

Powiem tak. Brnęłam przez niego jak przez jesienne błoto. Autorce udało się (przypominam, to moje subiektywne odczucia) popełnić kryminał zwyczajnie nudny. I niestety, przewidywalny bo intrygi domyśliłam się niemal na samym początku książki. 😦

W „Zmuszonej, by zabić” poznajemy sierżant Stephanie King (czy to lekki uśmiech w kierunku miłośników książek amerykańskiego autora?), która zmagając się z prywatnymi problemami dodatkowo trafia na dziwną sprawę. Otóż po raz drugi znajduje się w domu nad urwiskiem, w którym to domu ponownie zdarzyła się śmierć.

Poprzednim razem trafiła tu gdy żona wziętego i prowadzącego galerię Marka Northa, Mia, została znaleziona po upadku ze schodów.
Obecnie Stephanie King trafia ponownie do willi by zorientować się, że tym razem nieżywy jest właśnie Mark. A obok niego znajduje się jego nowa partnerka, niejaka Evie Clarke. Pojawiła się ona w życiu fotografa gdy był w depresji po nagłej śmierci żony i pomogła mu wrócić do życia. Jednak coś w tym idealnym na pozór związku jest nie tak. Kobieta nadzwyczaj często ulega większym lub mniejszym kontuzjom bądź wręcz wypadkom. Czy za obrażeniami Evie stoi jej partner?

Jak pisałam, niestety, książka nie potrafiła mnie wciągnąć jak poprzednie książki tej autorki. Zwyczajnie przez nią brnęłam. Po połowie, gdy rozpoczął się proces sądowy, miałam nadzieję na to, że jednak coś okaże się inne niż sądzę i autorka przygotowała dla mnie jakieś zaskoczenie. Ale jednak nie. Szkoda.

Mam jeszcze w wygranym pakiecie drugą książkę Abbott z sierżant King czyli „Gra w morderstwo” i mam wielką nadzieję, że okaże się jednak ciekawsza niż ta.

Moja ocena 3.5 / 6.