szczęśliwi…

…czekałam na P. , który wrócił się przed spacerem na chwilę do domu. Było już ciemno jak to zimą o tej porze, więc widziałam ich jak nadeszli najpierw jako zarysy postaci. Trzymali się za ręce, rozprawiali w taki sympatyczny sposób i wydawali się bardzo szczęśliwi. „Młodość!” pomyślałam, kiedy mnie mijali i chwilę potem nieopodal wymieniali namiętne pocałunki. Te chwile kiedy wydaje ci się, że jeszcze wszystko przed tobą, że wydarzy się, ba musi wydarzyć, tylko to dobre… bo i dlaczego by nie, zasługujesz na to…Nadszedł P. i ruszyliśmy za nimi. „Patrz”- wyszeptałam-„zakochani, już kolejny raz sprzedają sobie buziaki. Wydają się bardzo szczęśliwi”… Kiedy ich mijaliśmy okazało się, że są co najmniej w naszym wieku, jeśli nie starsi. Szczęście jednak może przyjść w każdej chwili i nie ma monopolu na wiek. Tak myślę…