„Miłość musi być!”. Sylwia Kubik.

 Wydana w Wydawnictwie Skarpa Warszawska. Warszawa (2022).

Książkę wygrałam w konkursie na stronie Autorki na Fb.

Nie ukrywam, że kiedy pierwszy raz przeczytałam zapowiedź książki, zastrzygłam uchem bo w treści książki pojawia się, a jakże, Grecja. Miałam ochotę na coś letniego, właśnie chętnie z jakimś mocno z wakacjami kojarzącym się, kierunkiem i dlatego wzięłam udział w konkursie, w którym można było wygrać właśnie „Miłość musi być!”.

Jak się domyślałam, książka okazała się być właśnie dość lekką obyczajówką. Nie znam wcześniej wydanych w Polsce książek Autorki więc trudno jest mi porównać i stwierdzać czy jest podobna do wcześniejszych czy nie, powiem, że tę czytało mi się dobrze.

Nie sądzę abym była osobą, do której jest adresowana ta książka. Dwadzieścia lat miałam dawno temu ale nie jest też tak, że zapomniałam jak to jest mieć tyle lat i jakie się ma wówczas marzenia, pragnienia, problemy itd.

Bohaterką książki jest dwudziestodwuletnia Bernadetta, zwana raczej Berni lub przez rodziców, Bernasia. Ma ona młodszego o dwa lata brata, Krystiana i mieszka w Kwidzynie. 
Ma też greckie korzenie gdyż jej mama, Larysa, pochodzi z Grecji a także niezwykłą pasję jaką jest jazda na motocrossie. 
Na co dzień pracuje tłumacząc greckie teksty na język polski a w ramach hobby z wielkim przekonaniem ćwiczy na torze motocrossowym. Kwidzyn dysponuje świetnym torem i dziewczyna bywa tam aby doskonalić swoje umiejętności.
Nie jest jej łatwo. Motocross jest raczej męskim sportem a niektórzy koledzy z toru wykazują się dość skostniałymi przekonaniami by nie rzec, że wręcz dyskryminują to, że na torze ściga się z nimi kobieta. 
Jednym słowem, Berni czuje się często przytłoczona tym, że usiłuje przebić się przez uprzedzenia. Ma jednak dobrego nauczyciela, jakim jest Patryk. Jest to mężczyzna mocno zdystansowany i wydaje się być dość oschły w kontaktach z Berni ale nauczycielem jest świetnym i Berni naprawdę zaczyna być coraz lepsza na torze.

Niemniej jednak, nie samym sportem Berni żyje. 
Na torze spotyka przystojnego i niezwykle miłego Huberta. 
I mimo, że jest przed nim ostrzegana, cóż, serce nie sługa…Z tym, że szybko okaże się co tak naprawdę stało za ostrzeżeniami ze strony znajomych ale o tym przeczytajcie już sami.

„Miłość musi być!” nie jest najbardziej oryginalną książką jaką czytałam. Ba, szczerze mówiąc, wszystko to już „znam”, pewne wątki przewidziałam na samym początku. 
Niemniej jednak skłamałabym gdybym powiedziała, że czytało mi się ją źle. Nie. Jest w niej wszystko to, czego można oczekiwać od wakacyjnej lektury na plażę na przykład. Jest więc budząca sympatię bohaterka, w pewnym momencie jest trochę ciepłej, wakacyjnej Grecji, w której życie płynie zdecydowanie wolniej niż w Polsce ale też ludzie często wydają się mieć z niego (czyli z życia) więcej radości mając czas i możliwość smakowania go, wreszcie są uczucia, o których wiele osób tak lubi czytać.

Niemniej jednak to, co na pewno mi się w niej podobało, to pewnego rodzaju przesłanie płynące z tej książki. A mianowicie, warto w życiu mieć swoje zainteresowanie, hobby, pasję. Jak zwał tak zwał. Chodzi w każdym razie o to, że warto jest mieć coś, co nas cieszy, w czym jesteśmy dobrzy, co robimy poza życiem zawodowym i co możemy rozwijać. 
Warto jest mieć w życiu coś, co dodaje mu kolorytu i radości, po prostu. 

Moja ocena tej książki to 4.5 / 6.