„To miłość!”. Erin McKean.

 „To miłość!Język miłości dla miłośników języka i nie tylko”

Wydana w Wydawnictwie  Świat Książki. Warszawa (2009).

Książka wpadła w moje ręce zupełnie przypadkowo, a to za sprawą naszej lokalnej książkodzielni, która kolejny raz pokazuje, że nie wszyscy traktują to miejsce jako skład starych, nie nadających się już do niczego, papierów.

„To miłość!” to napisana na wesoło opowieść o miłości (cóż za niespodzianka:) ) w rozmaitych językach. A raczej o tym jak w różmych językach mówi się o tym, że się kocha, jak się kocha, jak się opisuje danie komuś kosza, jak można nazwać kogoś pieszczotliwie, jak można zasugerować pożądanie, jak określić, że usycha się z miłości itd.
Jednym słowem, zabawa lingwistyczna. 
Nie wiem niestety czy wszystkie zaprezentowane w książce zwroty są naprawdę znane i w użyciu czy jedynie „kiedyś tak mawiano”, bo spytałam się z ciekawości znajomej od lat mieszkającej w Grecji o jedno takowe wyrażenie i ona nawet o nim nie słyszała a jej mąż, Grek, podobno może i słyszał ale stwierdził, że raczej tak się nie mówi. I bądź tu mądry człowieku.
Niemniej jednak co najmniej jedno wyrażenie użyte w książce wiem, że tak, jest używane (chodzi o hiszpańskie gordito/gordita) więc raczej podchodzę do tego, że ogólnie autorka postanowiła pobawić się językami obcymi właśnie w kontekście tego konkretnego uczucia.

Niemniej jednak część tych wyrażeń jest faktycznie w uźyciu, sprawdziłam w necie więc ogólnie podsumuję tę lekturę tak : Jeśli chcesz mieć rozrywkę językoznawczą a jednocześnie po prostu czegoś się dowiedzieć, śmiało sięgaj po „To miłość!”.

W rezultacie możesz wzbogacić swoje słownictwo o parę ciekawych fraz. Jak również zamyślić się nad tym, że niektóre z nich powtarzają się w różnych językach jak chociażby to gdy określamy swój stan zakochania jako ten, w którym wręcz szalejemy z miłości, tracimy rozum pod wpływem zakochania się.

Bardzo dobrze mi się czytało tę książkę i polecam ją Wam jeśli oczywiście. lubicie takie klimaty.


Moja ocena to 6/ 6.