okulary…

…to stanowi mroczny przedmiot pożądania Janeczka ostatnio. Z zapałem zrywa Tatowe i sięga po moje, i niestety, nie bardzo udaje się Go przekonać, żeby tego nie robił. 

Wczoraj szalejemy sobie z Janeczkiem, to znaczy ja mam Go w ramionach i wygłupiamy się rozmaicie. W pewnej chwili ja nieopatrznie chlapię „No, jeszcze zerwij mi może okulary, co?” i chwilę potem (jak w tym kawale z jeżem;) „Ej, no, żartowałam!”
Zaprawdę, uważajcie co mówicie do dzieci waszych albowiem uszy ich gotowe są na wysłuchanie tegoż;) 

niektórzy…

…(nie my) celebrują dziś dziesiątą rocznicę Ślubu (najlepsze Życzenia dla Shalu i Jej Męża) a my też mamy swoją rocznicę, a mianowicie, dwanaście lat temu przenieśliśmy się z Żoliborza na Kabaty, tu gdzie mieszkamy. Czas leci, oczywiście truizm, ale taka prawda. Akurat tamten dzień pamiętam dobrze. To był ostatni dzień ładnej pogody, następnego dnia zaczęło padać i nie przestawało przez bardzo długi czas. Też był wtedy piątek, nawiasem mówiąc, ale my nie przesądni, dla mnie trzynasty dzień miesiąca to dzień jak każdy inny a i dzień tygodnia nie gra dla mnie roli.

Skończyłam ostatnio „Starożytne kości” Kathy Reichs, ale szczerze mówiąc, mocno przegadana książka, zupełnie niepotrzebne dłużyzny. Widać za to tęsknotę autorki do pracy archeologicznej a niekoniecznie biurowej. Książka byłaby lepsza, gdyby nie tak niepotrzebnie długa i jak mówię, zbyt przegadana. 

Pozdrawiam, życzę Wam dobrego, spokojnego weekendu.  

„Cwaniary”. Sylwia Chutnik.

Wydana w Świat Książki. Warszawa (2012).

Książkę poleciła mi Młoda Pisarka, w chwili gdy po zachwytach nad prozą Joanny Bator pytałam o polskie nazwiska, które warto jest literacko poznać. Książkę w formie ebooka nabyłam i ta sobie jakoś zaległa na czytniku. Aż chwila na nią znalazła się sama. W momencie, kiedy w Lesie Kabackim wydarzył się gwałt a zaraz potem rozgorzała dyskusja, w której jak już pisałam, padały argumenty często na poziomie przedszkola a co poniektórzy chętnie by robili na tym tragicznym dla zgwałconej kobiety wydarzeniu, politykę, wiedziałam, że to czas na „Cwaniary”.
To w końcu książka, w której kobiety biorą sprawiedliwość w swoje ręce i wymierzają kary. Bohaterki,  to dziewczyny wychowane na Dolnym Mokotowie. Konkretne kobiety, nie bawiące się w subtelności i walczące z niesprawiedliwością.
W rozmaitych aspektach i wymiarach. Dziewczyny są różne (jedna jest w dodatku w zaawansowanej ciąży) a jednak łączy je jedno, bunt i niechęć do krzywdy na słabszym. I razem chodzą na akcje.
Tak na przykład więc bronią jednej z nich, maltretowanej przez lata przez męża ale również szykują większą akcję.

Warszawiacy będą wiedzieć, o co chodzi. A dziewczyny ni mniej ni więcej lecz szykują sposób na pewnego złego kamienicznika, który w bardzo brzydki sposób rozprawia się ze słabszymi od siebie. Niemniej jednak nie wie, z kim zadarł. I spotyka go baaardzo, baaaaardzo nieciekawy koniec. 

Lekturze „Cwaniar” towarzyszyła mi refleksja. Sylwia Chutnik pewnie nie szukałaby kontaktu z kimś takim, jak ja. Pewnie jednak też „wtłoczyłaby” mnie w jakieś ramy. A ja o dziwo, znalazłam wiele wspólnego z autorką:) W dodatku, co mnie zawsze ujmuje, autorka jest zagorzałą Varsavianistką, co cieszy w dobie wiecznego marudzenia i narzekania na moje rodzinne miasto. 

Ciekawe to było doświadczenie i cieszę się, że Młoda Pisarka mi ją poleciła.

Wartka akcja, ciekawy język, skojarzenie z popkulturą ale w takim zdecydowanie pozytywnym znaczeniu, to wszystko złożyło się na dobrą lekturę.
Na koniec dodam jeszcze, że książka okraszona jest fajnymi ilustracjami chyba ulubionej ilustratorki Sylwii Chutnik, czyli Marty Zabłockiej. 

Moja ocena książki to 4.5 / 6.

impreza…

…Urodzinowa Janeczka bardzo się udała. 
Goście dopisali. Było nas w sumie jedenaście osób, w tym wliczając celebrującego Urodziny, troje dzieci. Sporo ludu jak na nasze mieszkanie. Było więc dość tłoczno, gwarno ale serdecznie i przyjemnie, tak myślę. 
Janeczek dostał piękne prezenty i całą imprezę zniósł w dobrym nastroju.
Tort, zamówiony u dziewczyny, która robi torty o fajnych kształtach, okazał si bajeczny. Na ogół o takich tortach ludzie mówią, że kończy się na fajnym kształcie. Ta pani słynie z tego, że jej torty są jeszcze po prostu nie dość, że zjadalne to po prostu PYSZNE. Nasz taki był. Lekki, malinowy. O matko aż mi ślinka cieknie na samo wspomnienie. 
W rezultacie zapomnieliśmy zrobić tę grę z przedmiotami, z których dziecko ma wybrać jeden ale jak się po fakcie śmialiśmy, i tak równie dobrze od razu można było położyć przed Janeczkiem moją komórkę, którą przechwytuje jak tylko zdarzy się taka sposobność. 
Było i gaszenie świeczki z małą pomocą mamy i pewnej rezolutnej czterolatki, śpiewanie Sto Lat!, były toasty i dużo fajnej atmosfery.

Tym samym pożegnaliśmy w domu niemowlaka a witamy ponad roczniaka:) 

Pierwsze Urodziny…

…Janeczka. Rok temu (co prawda naście godzin później bo o 22.40) przyszedł na świat nasz Syn.

Ochrzczony na sali porodowej przez naszego wspaniałego lekarza, „Chłopem jak dąb!”.

Oczywiście tamtego dnia nic się nie spodziewałam, że wieczorem Janeczek będzie już „po tej stronie brzucha”. Rano jeszcze pojechałam robić badania z krwi. 

Synku. Jesteś dowodem na to, że marzenia jednak się spełniają. Że nie może być tak, że na świecie zwycięża tylko zło i nieszczęście. Że można już nie wierzyć w nic dobrego co nas spotka a potem przywitać Nowy Rok wielkim zaskoczeniem aby prawie dziewięć miesięcy potem cieszyć się trzymając w ramionach taki Skarb.

Życzę Ci Synku aby zawsze dopisywało Ci Zdrowie i Miłość. Aby świat Cię pokochał co najmniej tak, jak my. 
I żebyś miał wokół siebie tylko życzliwych Ci ludzi.

Dziś będziesz mieć tego wstęp, kiedy odbędzie się Twoje pierwsze Urodzinowe przyjęcie, na które przybędą właśnie te kochające Cię, życzliwe Ci osoby.

Kochamy Cię Synku !

Mama i Tata.

 

dawno nie było…

…nic w tym kąciku, więc niniejszym dziękuję Nutcie za piękną zakładkę do książek z motywem z Bazyliki Świętego Izydora w Leon, w Hiszpanii a Wildrose za pocztówkę z Tokio! 
Po wyjeździe z Japonii mojego Przyjaciela niestety, nie mam w tym kraju ani jednej osoby, której by się chciało sprawić mi taką drobną radość, jak wysłanie pocztówki i oto Wildrose spełniła moją prośbę i nawet pewnie nie wie, jak mi się zrobiło przyjemnie, gdy mogłam wyjąć ze skrzynki kartkę z widokiem wieczornym z oświetlonymi nowoczesnymi biurowcami Tokio.

Dzięki Dziewczyny za pamięć i miłe gesty! 

jesień…

…niby środek lata, niby nic a przedwczorajsza pogoda przypomniała mi, że nieuchronnie zbliża się jesień. Ta w najmniej miły wydaniu czyli z zimnem i deszczem przez na przykład cały dzień.

Z dnia na dzień zniknęły jerzyki. Jaskółek też niewiele chociaż P. twierdzi, że dziś widział jaskółczą bandę.

Będąc w sobotę w Ogrodzie Botanicznym zaskoczyło nas coś a mianowicie klangor żurawi nad naszymi głowami! Czy leciały nad Wisłę czy w drugą stronę? Trudno powiedzieć. 

Pojawiły się gawrony. P. twierdzi, że sporo z nich zostaje u nas na lato i chyba tak jest ale nie wiem, gdzieś się kryją czy co? w każdym razie od dwóch dni widzę je całkiem jawnie, wręcz jeden demonstracyjnie puszył pierś przechadzając się koło mnie i wydając z siebie dźwięki mało przyjemne a kojarzące się z jesienią i zimą niestety.

Trzeba wykorzystać końcówkę lata i ładnej pogody bo jesień, tak to niestety, czuję, za progiem.

Skończyłam książkę Piotra K. Piotrowskiego „07 zgłasza się. Opowieść o serialu”. Czyta się dobrze ale jak dla mnie to książka zdecydowanie raczej dla maniaków serialu, do których się zaliczam. Wyłapałam nawet dwa błędy, jednego nie pamiętam, drugi dość razi , bowiem pani śpiewająca na estradzie w odcinku „Dlaczego pan zabił moją mamę?” w książce została nazwana prostytutką. Być może poza śpiewaniem zajmowała się i najstarszym zawodem świata niemniej jednak w serialu mowy o tym nie ma. Ale generalnie czyta się nieźle i na pewno jak mówię, dla miłośnika to fajny pomysł na prezent na przykład. Ja doczekałam aż wydali ją w formie ebooka. Moja ocena to 4.5 / 6.

Miłego, spokojnego weekendu Wam życzę.

„Dziewczyna z aniołem”. Agnieszka Krawczyk.

Wydana w Wydawnictwie SOL.  Warszawa (2012). Ebook.

Kraków ma szczęście do interesujących autorów i barwnych, ciekawych opowieści.
„Dziewczyna z aniołem” wpisuje się do tego nurtu. Niby to kryminał ale według mnie po trochu tylko a w większości opowieść o dojrzewaniu w końcu lat pięćdziesiątych w Krakowie.
Morderstwo jest i niby stanowi trzon, wokół którego dzieje się akcja a jednak nie tylko to jest atrakcją książki.

Jest to bowiem dobry kawał prozy obyczajowej, napisany ładną polszczyzną, w której to prozie każdy z nas coś odnajdzie. A to wspomnienie dawnych czasów , a to wspomnienie dawnego Krakowa jeśli akurat z tego miasta pochodzi, a to wspomnienie mąk i udręk wieku dojrzewania, kiedy to pierwsza miłość jest największa a każdy problem potrafi urosnąć do niebotycznych rozmiarów. O wszystkim opowiada nam narrator, którego poznajemy w przeszłości jako nastolatka, a obecnie wspomina on o wydarzeniach z przeszłości u schyłku życia.

Jak wspomniałam, jest to jednak kryminał i szybko dowiadujemy się, kto jest ofiarą. Oto córka prokuratora zostaje znaleziona w Święta Wielkanocne zamordowana we własnym domu. Czy jest to zbrodnia w afekcie? Czy też może mord zaplanowany z zimną krwią i wykonany jako zemsta za wcześniejsze działania prokuratora? A może to zwykłe włamanie, które zamieniło się w zbrodnię gdy okazało się, że w pustym zdawałoby się na czas Świąt mieszkaniu jest jednak nastolatka?

W historii nie brak ciekawe galerii przedstawionych przez autorkę postaci, z których każda na swój sposób ma coś ciekawego do przedstawienia, czy też wręcz skrywa sekrety z przeszłości. 

Książka bardzo wciąga, czyta się ją szybko i naprawdę lektura jest udana, polecam. 
Moja ocena to 5 / 6. 

„Wszyscy jesteśmy nomadami”. Małgorzata Dzieduszycka-Ziemilska.

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki (Warszawa 2012).

Minione dni spędziłam w Mongolii a to za sprawą tej właśnie książki, subiektywnych wspomnień-reportaży autorki z jej podróży po Mongolii. Muszę przyznać, że ta książka uświadomiła mi , że Mongolia to nie jedynie stepy ciągnące się tysiącami kilometrów i pustynia Gobi ale coś więcej. Dopiero ona uświadomiła mi i to, że są tam jeziora, i rzeki i wodospad i krater wulkanu. 

Autorka spędziła kilka tygodni podczas podróży w głąb kraju wraz z kilkorgiem ludzi, o których można powiedzieć jedno, to zespół, który raczej nigdy nie powinien powtarzać jakichkolwiek wspólnych eskapad nawet do kawiarni za rogiem. 

Ale sama podróż i jej opis jest interesujący. Poznajemy i trochę obyczajów Mongołów i naprawdę zdaje się nam podczas lektury, że sami podróżujemy po tym wciąż nieznanym nam kraju. 

Osobny rozdział autorka poświęciła opisowi atrakcji Ułan Bator jak również, co interesujące, Polakom w rozmaity sposób związanym z Mongolią właśnie, w tym z bardzo interesującą postacią pani profesor Zofii Kielan-Jaworowskiej. 
Jest też rozdział z przepisami kulinarnymi czyli dla każdego znajdzie się coś miłego.

Ja miałam sporo przyjemności z tej lektury, myślę, że gdybym sama wybierała się do tamtego kraju, to sięgnęłabym po rady i pomysły, co zwiedzić, właśnie do tej książki.

Moja ocena to 5 / 6. 

Ważny Dzień.

Dzisiaj po 12.00 Janeczek został Nowym Chrześcijaninem.
Bardzo denerwowałam się przed Chrztem ale wszystko poszło bardzo dobrze. Janeczek zachowywał się godnie i poważnie:) Wraz z Nim ochrzczono całkiem liczną grupę, w tym jedna dziewczynka miała odnowienie Chrztu Świętego gdyż wcześniej została ochrzczona z wody (co od razu przypomniało nam dramatycznie chwile po narodzinach Emilki i fakt, że została Ona wtedy ochrzczona z wody przez P., dobrze, że tu wszystko się udało…).
Obiad w knajpce, w której robi tego typu imprezy pół Ursynowa (jest godna polecenia i w sam raz na taką imprezę w mojej opinii) udał się znakomicie.
Janeczek dostał przepiękne prezenty , wszystkie przypominające religijny aspekt wydarzenia, co ogromnie mnie ucieszyło.
To był dla nas bardzo Ważny Dzień, tym bardziej, że i Chrzciny pierwszej Córki tak właśnie powinny wyglądać…