„Ukochane równanie profesora”. Yoko Ogawa.

Wydana w : Tajfuny. Warszawa (2019). Ebook.

Tytuł oryginału Hakase no Aishita Sushiki. 

Przełożyła Anna Horikoshi.

„Ukochane równanie profesora” przeleżała się na moim czytniku sporo czasu. W sumie to sama nie wiem, czemu, zwłaszcza, że czytałam wcześniej dwie książki autorki „Miłość na marginesie” i „Muzeum ciszy” i obie oceniłam najwyżej jak mogłam. Nie inaczej zresztą jest z „Ukochanym równaniem profesora”, po którą to książkę sięgnęłam wreszcie zmobilizowana przez koleżankę, która w końcu zeszłego roku ją skończyła czytać.

„Ukochane równanie profesora” to książka spokojna, wyciszająca. To nie jest z pewnością tego typu literatura, którą możemy określić jako tą z szybkimi zwrotami akcji i nieustająco zmieniającym się kalejdoskopem postaci. 
Nie wiem czy osoby, która lubią jednak jak coś się „dzieje” odczują przyjemność podczas lektury. Ja takie niespieszne, wyciszające książki lubię i cenię i pewnie dlatego książki autorki tak mi się podobają. 
To piękna książka o uważności na drugiego człowieka, o przyjaźni, ale przede wszystkim o miłości do matematyki. Miłości, która pozwala komuś, kto kiedyś zajmował się matematyką zawodowo i która to matematyka zajmowała ogromną część życia, po traumie na nowo chociażby w jakiejś części w tym życiu się odnaleźć.

Narratorka to młoda dziewczyna, samodzielna mama, wychowująca dziesięcioletniego syna. Jako, że nie jest bardzo wykształcona a musi utrzymać nie tylko siebie ale i dziecko, podejmuje się pracy jako pomoc domowa w jednej z agencji świadczącej tego typu usługi. Przyjmuje ją starsza kobieta, szwagierka Profesora jak później nazywają pracodawcę, która w dość obcesowy sposób ale jednak przyjmuje narratorkę do pracy w domu Profesora. Szybko okazuje się, że w domu starszego pana jest sporo pracy , dom jest nieco zapuszczony, mówiąc delikatnie. Niemniej jednak młoda kobieta szybko się odnajduje w swojej nowej pracy. Dowiaduje się też paru rzeczy o swoim chlebodawcy. Otóż to dawny pracownik uniwersytetu, który paręnaście lat wstecz uległ wypadkowi samochodowemu, w wyniku czego coś stało się z jego mózgiem i jego pamięć krótkotrwała trwa jedynie osiemdziesiąt minut. Co oznacza, że Profesor przypina sobie do garnituru karteczki z napisanymi przez siebie wyjaśnieniami pewnych sytuacji czy też opisem konkretnych osób. Również bohaterka przychodząc do pracy codziennie rano musi się mu przypominać, kim jest, co tu robi. Prowadzą też codziennie podobnego rodzaju rozmowy jako,że Profesor nie pamięta następnego dnia, że już o czymś wczoraj rozmawiali. 

Jako, że Profesor lubi dzieci, kiedy tylko dowiaduje się, że jego pomoc domowa zostawia syna samego w domu na długi czas po szkole, proponuje aby chłopiec po szkole przychodził do jego domu i wracał po kolacji z mamą do własnego domu. Zaprzyjaźnia się też nie tylko z samą bohaterką ale jej synem, którego, od specyficznego kształtu głowy i fryzury, nazywa Pierwiastkiem. Uczy też chłopca matematyki a jego mamie przybliża tę niezwykłą krainę wiedzy , w sposób ciekawy i z pewnością oryginalny. Sądzę, że był to sposób Profesora na uchwycenie świata, który po wypadku i urazie, wręcz wymykał mu się z rąk. A to, co znał do tej pory najlepiej, co stanowiło sens jego życia, na swój sposób staje się czymś w rodzaju łącznika pomiędzy tym, co stracił a tym, co wciąż ma i co dzieje się w jego życiu. 

Nie jestem osobą, która zna się na matematyce, ba, nie jestem w niej najlepsza ale nawet ja, zupełny laik jeśli chodzi o pewne jej zagadnienia, miałam wielką przyjemność z czytania o niej w tej książce i spojrzeniu na świat w dość oryginalny sposób i przez inny niż do tej pory, pryzmat.

„Ukochane równanie profesora” to delikatna i subtelnie kreślona opowieść o pięknej przyjaźni, o miłości, pasji. Wreszcie o tym, że warto jest uważnie spojrzeć na kogoś, kogo być może nawet znamy, bo potrafi skrywać piękne historie. Warto im tylko dać wyjść na jaw. 

Moja ocena to oczywiście 6 / 6.