„Czas przeszły”. Lee Child.

Wydana w Wydawnictwie Albatros. Warszawa (2019). Ebook.

Przełożył Jan Kraśko.

Tytuł oryginalny Past Tense.

„Licz na najlepsze, ale nastaw się na najgorsze”. To kredo Jacka Reachera, które pokazuje dobitnie jakim typem człowieka jest Reacher. I tak właśnie jest w kolejnej książce z cyklu „Jack Reacher”. Tym razem tempo będzie nieco wolniejsze, niż w poprzedniej czytanej przeze mnie książce, „Nocnej rundzie”, o której to pisałam w tym wpisie. Co nie znaczy, że „Czas przeszły” czytało mi się źle, bo absolutnie nie.

Akcja książki rozgrywa się równolegle w dwóch miejscach. W Laconii, do której trafił Reacher idąc śladem ojca, jako, że to było rodzinne miasto Stana Reachera, i w odległym od miasteczka motelu. Motelu położonym na totalnym odludziu, wśród gęsto zarośniętego lasu. Gdzie przypadkiem trafia dwójka młodych turystów z Kanady. Ona to Patty, on to Shorty. Oboje to dwudziestopięciolatkowie, którzy zdezelowanym autem wyruszyli od siebie z małego kanadyjskiego miasteczka aby dotrzeć w ciągu doby do Nowego Jorku gdzie mają w tajemniczym kufrze COŚ do sprzedania. Reacher zaś do Laconii trafił jak wspomniałam, nieco przypadkiem. Wybierał się do San Diego ale nie byłby Jackiem Reacherem, gdyby w dane miejsce trafił ot tak, po prostu , od pierwszej próby. No, nie. A my, zagorzali miłośnicy jego przygód, nie mielibyśmy czego czytać, więc…mam nadzieję, że nikt nie narzeka 🙂

Akcję więc poznajemy na zmianę, to czytając o genealogicznych poszukiwaniach Jacka Reachera (rodzinna przyszłość bywa zaskakująca!), to dowiadując się bardzo powoli i z czasem odkrywając, co tak naprawdę dzieje się z Patty i Shorty’m. 

Wiem, że być może niektórzy czytelnicy mogą odczuć zawód, że mało tu akcji. Ale nie zapominajmy, że po pierwsze , nikt z nas nie młodnieje, a po drugie, chyba dobrze jest czasem zmienić tempo, do którego jesteśmy przyzwyczajeni aby nie poddać się uczuciowi czytelniczego znużenia wywołanego rutyną. 

Mnie się ta część bardzo podobała. Chyba za to, że (chociaż akurat w tym przypadku wcale nie jest to krzepiąca refleksja) pokazuje jak bardzo może czasem naszym życiem kierować zupełny przypadek. I za to , że szukając swoich korzeni Jack Reacher okazuje się być nieustępliwy w poszukiwaniach. 

Ponadto, od pewnego już czasu zauważam drobną zmianę. O ile do tej pory na swojej drodze czyściciela i doprowadzającego świat do właściwego porządku a złych ludzi do skruchy i zadośćuczynienia, Reacher napotykał ludzi parających się takim , złe określenie ale nie wiem jakiego by użyć, „pospolitym złem”, tak od paru części zauważam zmianę. Reacher nadal spotyka się ze złem w czystej postaci, jednak wykonawcy owego zła, parający się nim i mający z niego zysk, jakby wkroczyli na „wyższy” jego poziom. Być może pomiędzy akcją i sensacją autor chciałby aby ludzie zwrócili też większą uwagę na to, jak bardzo wyśrubowane taktyki i pomysły mają niektórzy. Jak skrzywione mogą okazać się potrzeby niektórych i jak bardzo elastyczni w stosunku do tych potrzeb potrafią być inni. Mieliśmy już książce z motywem „filmów ostatniego tchnienia”, było też o rynku opiatów i nielegalnym handlu nimi. Z dużym oczekiwaniem patrzę w przyszłość Reachera i czekam na kolejne pomysły Lee Childa, który, nie ukrywam, nie przestaje mnie wciąż zaskakiwać. I mimo, że główny pomysł wciąż opiera się na schemacie znanym nam i przećwiczonym już tyle razy czyli na zestawieniu Jacka Reachera ze „złymi” tego świata, to zwrócenie uwagi czytelników sensacyjnych książek na naprawdę ważne problemy tego świata nie jest według mnie złym pomysłem. 

Moja ocena to 6 / 6.