o wdzięczności…

…słów parę.

Jakiś czas temu, w zeszłym roku, w dwóch niezależnych miejscach przeczytałam o dość znanym i starym sposobie na przypomnienie sobie, uświadomienie tego, że nasze życie składa się czasem z mniejszych, czasem z większych ale powodów, za które możemy być wdzięczni. W istocie, gdy człowieka dopadają gorsze chwile, dobrze jest sobie przypomnieć, że w przeszłości nie zawsze tak było. Sposób jest banalny, bierze się słoik, do którego w chwili gdy się czuje za coś wdzięczność, wrzuca się wypisany powód na kartce. Potem , najlepiej w Sylwestra, dobrze jest przeczytać owe karteczki ze słoika i przypomnieć sobie momenty, które sprawiły, że nasze życie stało się lepsze, w których to chwilach czuliśmy szczęście, radość itd. U mnie nie funkcjonuje słoik, jest metalowa skarbonka z modnym tego lata motywem lam. Karteczki pisałam dość późno. Końcówka roku mocno mnie zmogła, do powodów, za które mogę być wdzięczna siadłam dzisiaj. Okazuje się, że było za co dziękować losowi. Wdzięczna jestem i dziękuję za dwie znajomości, które mnie ubogacają. Za to, że mogliśmy w ubiegłym roku aż cztery raz odwiedzić ukochaną miejscówkę na Warmii, w tym raz z przyjaciółmi, których widujemy stanowczo za rzadko. Wiem, że są ludzie, którzy nie rozumieją, że kochamy to miejsce, dziwują się ogromnie „Ale jak to znów jedziecie w to samo miejsce?”. A my jesteśmy wdzięczni, za to, że je znaleźliśmy, że dobrze nam tam i z ludźmi i ze zwierzakami, a przede wszystkim, z samymi sobą. Ucieszyłam się, gdy jedna z ulubionych autorek sama zwróciła się do mnie z propozycją, że chciałaby abym zrecenzowała jej książkę i czy byłabym chętna? Pewne sprawy medyczne, których się bałam, a które okazały się w porządku. Czasem naprawdę drobne sprawy, rzeczy. Warto jest je sobie odnotowywać a potem faktycznie, przypomnieć. 
Rozpoczęłam nowy rok z notowaniem tego, co mnie radowało i co stanowi moje powody do wdzięczności. Zapisałam dwa smsy od dwóch różnych osób. Jedna oferowała, że gdybym miała tylko taką potrzebę, mogę do niej zadzwonić i porozmawiać, chociaż nie znamy się osobiści a wykazała się taką inicjatywą . Drugi to sms od kogoś, kogo znam a kto zauważył mój gorszy nastrój i też się odezwał z zapytaniem czy coś się nie dzieje. Niby drobiazg ktoś powie , niby oczywistość, a wszyscy wiemy, że przecież nie do końca. 

Chciałabym pod koniec tego roku aby karteczki wysypywały się z mojej skarbonki ale przede wszystkim życzę sobie samej umiejętności, jeszcze większej niż do tej pory, znajdowania tych powodów do wdzięczności w najmniejszym nawet drobiazgu. 

„Życie w średniowiecznym zamku”. Frances Gies, Joseph Gies.

Wydana w Znak Horyzont. Kraków (2017). Ebook. 

Przełożył Jakub Janik.

Tytuł oryginału Life in a Medieval Castle.

„Wzięło mnie” na epokę średniowiecza i dlatego zdecydowałam się sięgnąć po tę pozycję książkową (zaopatrzyłam się nawiasem mówiąc w promocji ebookowej w komplet). Tak więc tym razem poznając poszczególne dane dotyczące średniowiecznych zamków, dowiedziałam się o nich chyba wszystkiego. Począwszy od ich budowy i umiejscowienia w terenie, przez poznanie osób zamieszkujących zamki i okolice a skończywszy na obyczajowych kwestiach związanych z życiem w zamku i dotyczącymi mieszkańców i pracowników.

Lektura bardzo dobrze napisana, fakt, że to chyba klasyka, małżeństwo historyków, które faktycznie potrafiło napisać z pasją i zainteresować jakby nie było, laika, jakim jestem. Z pewnością nie jest łatwo odtworzyć realia i codzienność życia w miejscu, o którym przekazy pochodzą sprzed wielu wieków, ale w tej książce zdecydowanie się to udało.

Mnie zawsze najbardziej ciekawią realia życia codziennego, jaki tryb życia prowadzono, co jedzono, jak zajmowano gości , jak wychowywano dzieci. Sporo z tych interesujących mnie tematów wyczytałam w tej książce. 

Również po raz kolejny (po „Z czego się śmiano w średniowieczu?” Aleksandry Niedźwiedź) rozbito moje wyobrażenie na temat tego, jak postrzegano kobiety w tamtych czasach lub też, jak same kobiety zachowywały się często zgoła odmiennie od tego, co do tej pory sądziłam. O wiele bardziej prężnie i zdecydowanie potrafiły pokazać, że mają własne zdanie. 

Ominęłam wzrokiem rozdział o polowaniach. Niewątpliwie stanowiący ważną część życia w tamtych czasach ale nie bardzo miałam na to ochotę. 

Jeśli więc ciekawi Was ta epoka, chcecie dowiedzieć się o życiu codziennym, czasach pokoju i wojny, przygotowywaniu się do bycia rycerzem i pasowaniu na nim, a także o roli i odbiorze kobiet w średniowieczu, zachęcam zdecydowanie do lektury „Życia w średniowiecznym zamku”. 

Moja ocena to 6 / 6.