wstawiam…

…naczynia do zmywarki i śpiewam piosenkę o morzu „Morze, nasze morze, będziem ciebie wiernie strzec, mamy rozkaz cię utrzymać albo na dnie twym z honorem leeeec!” i mówię głośno „Ciekawe dlaczego nie znam żadnej miłej i wesołej piosenki o morzu” (mając w pamięci , że mam jeszcze w głowie jakąś starą piosenkę o parze, która rozstaje się nad morzem właśnie). 
Wchodzący do kuchni P. komentuje „Nie no, są jeszcze (i zaczyna śpiewać) Chałupy welcome to !!!”.

Kurtyna.

Ps. potem przypomniał sobie jeszcze „Monikę, dziewczynę ratownika” 🙂

 

 

wyobraźnia…

…mojego Syna nie przestaje mnie zadziwiać. I to na wszystkich polach. W tym, co konstruuje. Jak opisuje maszyny, których jest konstruktorem, i co owe maszyny mają robić (na niektóre wpadli już przed Nim, na przykład pralkosuszarka:) ale wszystko przed Nim). 
Również fascynuje mnie rozmach, który bierze wymyślając swoje przyszłe zawody czy też to, w co się obecnie bawi.
Kiedy my, dorośli, oklapujemy w tym własnych marzeniach, planach? Kiedy dajemy się wrobic w stwierdzenie „to nie wypada, dla tej płci, dla tego wieku, dla czegoś tam jeszcze?”.

Wspaniale jest być dzieckiem. Tak wiele możesz. Jednak tak. Mimo, że pewnie dzieci mają na ten temat zgoła inną opinię. 🙂 

wszystkim, którzy kochają książki…

…i nie tylko je czytają ale pracują wkoło powstawania książek, życzę z okazji Światowego Dnia Książki i Praw Autorskich samych literackich wspaniałości. Czytelnikom – książek, które przyniosą doznania i uczucia nieporównywalne z niczym innym. Wydawcom – dobrej współpracy z autorami. I braku piractwa książkowego. A nie, że jest jak u mojej znajomej autorki, której czytelniczka składając co prawda zachwyt z przeczytanej książki autorstwa tejże autorki, przyznała się bez cienia skruchy, że ma tę książkę z pewnego serwisu kojarzącego się z gryzoniem ;/
Autorom – dużo weny, pomysłów i samych miłych (jak ja;) ) czytelników. 

Tłumaczom zaś samych dobrych książek do tłumaczenia 😉

A co teraz dobrego czytacie? Ja po kilku nieudanych próbach na razie zaczęłam „Czasomierze” Davida Mitchella. 

Jak dobrze, że są książki !!!

nawet gdybym się…

…obawiała, że czegoś mi Jaś nie opowie z cyklu „życie przedszkolaka” to mam zapewnione relacje z drugiej ręki czyli od koleżanek czy kolegów z grupy. 
Wczorajszy przykład. Czekam na Jasia ale i P. więc nie idę po Jasia tylko coś tam jeszcze robię w szatni, porządkuje różne sprawy itd.
Do szatni przychodzą odebrane chwilę wcześniej przez mamę bliźniaczki L. i K.
Widząc, że mama bliźniaczek ma na sobie kalosze mówię, że ja chyba teraz też Jasiowi założę bo pada.
Co prowokuje L. do stwierdzenia, że rano jak wyszli na plac zabaw przedszkolny, wszystko było mokre 😦 Mama L. i K. „No tak, w nocy padał deszcz”.
L. „A Jaś wycierał zjeżdżalnię!”.
Wymieniamy z mamą sióstr zaintrygowane spojrzenia.
Ona rozumiejąc sytuację usiłuje podpytać L. „A czym Jaś wycierał zjeżdżalnię?”.
Ja, „Mam nadzieję ,że nie własną pupą…”.

Uszczęśliwiona, że będzie miała idealną pointę swojej opowieści L. wykrzykuje radośnie „Tak! Całe spodenki miał mokre!”.

Przedszkolna ale jednak Kurtyna ! 🙂

 

„Siedlisko”. Janusz Majewski.

Na podstawie scenariusza serialu pod tym samym tytułem.

Wydana w Wydawnictwie Marginesy. Warszawa (2011). Ebook.

Już się wcześniej w którymś z wpisów zachwycałam tą książką i zdania swego po lekturze nie zmieniłam. 
Czytając miałam w oczach postaci filmowe, które zagrali brawurowo Anna Dymna i Leonard Puetraszak. To role główne ale i pozostałe postaci zostały zagrane w serialu po mistrzowsku a więc nic nie stało na przeszkodzie abym czytając książkę miała je przed oczami.

Janusz Majewski nie ukrywa, że książka serial „Siedlisko” to po części jego własne doświadczenie, autobiograficzne doświadczenie. On wraz z żoną, nieżyjącą już Zofią Nasierowską, pewnego dnia wynieśli się z Warszawy na Mazury. Rozpoczęli nowe życie.

Tak jak i postaci serialu i książki powstałej na podstawie scenariusza do owego serialu.

Marianna i Krzysztof. Wychowali już dzieci. Mają prawie trzydzieści pięć lat stażu małżeńskiego, dwójkę dzieci, wnuka. Małe mieszkanie na warszawskim Żoliborzu. 
I nagle Marianna dowiaduje się, że otrzymała po swojej mieszkającej na wsi ciotce, spadek. Wieś nosi oryginalną nazwę, Panistruga i jest w okolicach Ełku.
Małżeństwo jedzie więc na tę wieś aby uporządkować sprawy spadkowe i nie wnikając w szczegóły, po jakimś czasie decydują się na zamieszkanie w domostwie na zawsze.

Przenoszą swoje życie na wieś i zaczynają po trochu inne życie. Ale chyba nieco bardziej spokojne niż to w mieście chociaż początkowo wydaje im się pewnie nieco inaczej. Ale i powietrze tu inne i zupełnie inne tempo życia.
To powieść o kolejnym etapie życia. Nie tylko zamieszkaniu w innym miejscu i wchodzeniu w nowe środowisko. Ale o etapie życia, który dla niektórych wydaje się może przerażający bo niosący ze sobą stabilizację i pewnie niektórym wydaje się, że coś na kształt bezpiecznej ale nudy.
To też ciekawa opowieść o małżeństwie w pewnym etapie związku. Kiedy już ma się te ileśdziesiąt lat. Kiedy jest się już długo po ślubie. Kiedy dzieci dawno wyfrunęły z gniazda i kiedy nie ma już zachwytów i wielkiej namiętności a jest przyzwyczajenie, szacunek, miłość ale trochę inna niż na samym początku związku.

Mnie się podobała ogromnie ta książka. I zarówno jej treść jak i opisy Mazur oddające piękno tego rejonu Polski. Galeria postaci wspaniale odmalowana, faktycznie język powieści jest filmowy i opisy malownicze, zarówno te krajobrazu jak i samych ludzi, bohaterów książki. Są pełnokrwiści, konkretni, ze swoimi wadami i zaletami. Prawdziwi w swoich żalach, tęsknotach, płaczach i śmiechu. Naprawdę nie sposób jest ich nie lubić i nie przejmować się ich historiami, losami opisanymi w książce. 

Jestem zachwycona i cieszę się, że dwa już chyba lata temu skusiłam się na którejś z ebookowych promocji i ją kupiłam (podobnie jak część drugą).

Moja ocena 6 / 6. 

uprzejmie…

…nie, nie donoszę , brrr, a informuję, że ci, którzy chcą napaść oczy swe widokiem kwitnących magnolii w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie, powinni uczynić to zaiste szybko. Albowiem odbywa się tam właśnie istne magnoliowe szaleństwo. 
My dziś podziwialiśmy kwitnące a przede wszystkim pachnące oszałamiająco magnolie w pełniej krasie.
Podejrzewam, że następny weekend to ostatni naprawdę dobry termin jaki się trafi aby cieszyć się nimi w pełni.

Jest pięknie !

Ps. I widzieliśmy już pierwszy kwitnący różanecznik! 

wróbelki…

…a może raczej mazurki romasnują intensywnie na naszym balkonie.
Para jednak zaprzestała amorów i zniknęła. A chwilę potem pojawił się nowy kawaler (trudno powiedzieć, czy ten sam co wcześniej czy inny).
Ćwierka, ćwierka, nawołuje panią ale stojący z przylepioną do szyby buzią Jaś chyba zniechęca kandydatkę na damę serca do przylecenia.
Ja , wchodząc do pokoju, ” O, już pan wróbelek odleciał” …

Głos z offu (Jaś filozoficznym tonem) „Może żony szuka”.

 

Kurtyna 🙂 

otulam się…

…ciepełkiem, serdecznością, optymizmem i trochę terapeutycznie przypominam sobie serial „Siedlisko”. Te niemal dwadzieścia lat temu kiedy emitowany był jakoś nieco po macoszemu go potraktowałam i teraz muszę powiedzieć, że się zachwycam. A na pewno w owym zachwycie pomaga to, że wzięłam się za książkę powstałą na podstawie scenariusza do tego serialu autorstwa pana Janusza Majewskiego. I tak się otulam fajnym słowem, miłym krajobrazem Mazur, które to jak widzą stali czytelnicy blogu wiedzą, uwielbiam i do których lubię wciąż wracać. 

„I jeszcze Paulette”. Barbara Constantine.

Wydana w Wydawnictwie Sonia Draga. Katowice (2015). Ebook.
Przełożyła Bożena Sęk.
Tytuł oryginalny Et puis, Paulette…

Kolejna „ciepła”, wspierająca i kipiąca od wzajemnej serdeczności książka za mną. Tym razem mówię o książce francuskiej autorki, Barbary Constantine, pod tytułem „I jeszcze Paulette”. Kupiona w ciemno zupełnie bo promocja a opis mnie zachęcił. I nie żałuję. 

Ferdinand to starszy pan czujący się samotnie po wyprowadzce z wielkiego domostwa syna i jego rodziny.
Pewnego dnia nieco przypadkiem orientuje się, że jego sąsiadka Marceline jest w potrzebie. Mówiąc wprost i nie przesadzając, dach domu niemal zwalił się jej na głowę.
Wnuki Ferdinanda podpowiadają mu rozwiązanie. Niech przyjmie pod swój dach sąsiadkę w potrzebie.
I tak zaczyna się opowieść o dość nietypowej komunie ludzi w różnym wieku i na różnym etapie swojego życia.
Wzajemna życzliwość, wsparcie w trudnych chwilach, opieka i taka serdeczność, tolerancja dla wybryków wieku z obu stron czyli młodszych dla starszych i odwrotnie.
Do tego polski akcent opowieści.
Podobała mi się.  

No i cieszę się, że znów (po kryminałach Bussi’ego) czytałam coś z Francji.

Moja ocena 5 / 6.