…Odszedł Wojciech Pokora.

Jakiś uśmiech zgasł bezpowrotnie. 

Bardzo wiele razy i nieustająco rozśmieszał mnie. A przy tym, jego role komediowe traktowane przez Niego były w sposób mistrzowski. Człowiek śmiejąc się nie czuł się głupio a po prostu rozbawiony do łez niejednokrotnie. Właściwie każda jego rola była świetna ale w mojej pamięci ulubiona (często mi się ta scena ze szpitala wojskowego przypomina) to Jego rola w „C.K. Dezerterzy”. Za każdym razem kiedy to oglądam, płaczę ze śmiechu. I , z przyczyn trochę innych, rola w „Poszukiwany, poszukiwana”. Wspaniała. 
Panie Wojciechu, dziękuję za tyle chwil, w których Pan zawsze mnie rozbawił i sprawił, że świat był po prostu weselszy.

 

Dzień Dziecka Utraconego…

…kolejny. „Święto” (źle to jakoś brzmi ale jak to nazwać), w które los wtłoczył nas bez pytania cztery lata temu. 
Czas mija i nie jest mi wcale lżej z tą świadomością, że ten dzień stał się częścią naszej rodziny choć bez naszej woli. Tak naprawdę ten dzień i tak jest taką naszą niechcianą codziennością a konkretnie piętnastego października myślę intensywniej o wszystkich Dzieciach Utraconych i ich Bliskich. I także o tym, że co roku gdy piszę ten wpis, tych osieroconych rodziców pojawia się niestety, więcej. W tym roku wstrząsnęły mną dwie śmierci dzieci, synów Nicka Cave’a, i Filipa Chajzera. To ci, o których wiem, a ilu rodziców nie z pierwszych stron gazet a przecież tak samo cierpiących zostało w ciągu tego roku od poprzedniego dnia Dziecka Utraconego, osieroconych? 

Jest mi na pewno lżej znosić ten dzień mając obok siebie Janeczka.
Może zabrzmi to jakoś górnolotnie (szczerze mówiąc jest mi to dokładnie obojętne) ale nie wiem co bym zrobiła, w jakim miejscu swojego życia byłabym gdybyśmy Jego nie mieli. Jest Wielkim Darem.

Myśli moje w tym dniu płyną do wszystkich Was, którzy nagle lub niekoniecznie (na niczyją śmierć nie da się „przygotować”, „nastawić”, na śmierć dziecka tym bardziej) zostaliście sami. Przytulam Was mocno chociaż tak wirtualnie ale chcę abyście wiedzieli, że mam Wasze Dzieci i Was w moim sercu. 

nie prosiłam…

…, żeby mieć chociażby świadomość tego, jaki jest dziś dzień prócz imienin Jadwigi. Los zechciał inaczej.

Tak, dziś jest kolejny Dzień Dziecka Utraconego, który mnie i P. dotyczy. 

W myślach i w sercu mam dziś wszystkie te dzieci, które nie przeżyły własnych rodziców. I tych rodziców, których to potworne doświadczenie dotknęło.

Szczególnie myślę o mamach, które swego czasu nie miały bądź nie będą mieć zbyt dużo czasu na żałobę z racji podjęcia się nowej roli, czyli opieki nad wnukami. Nad mamą Anny Jantar, Anny German i Anny Przybylskiej. Te panie też straciły swoje dzieci. Czy jest różnica , że były to już dzieci dorosłe i same będące matkami? Nie sądzę. Ból osieroconej matki jest dokładnie taki sam. Niewyobrażalny i chyba nie do opisania. 

Sobie samej tradycyjnie życzę tylko aby ludzie nie zapomnieli o naszej Emilce. Aby o Niej czasem chcieli porozmawiać. Ona była i jest tylko w jakiś inny sposób…

Dobrze, że w domu jest teraz Ktoś, kto skutecznie powoduje, że Mama i Tata mają ten dziwny dzień po prostu chociaż trochę łatwiejszy.

Pierwsza Rocznica…

…Urodzin Emilki. Trudno mi napisać w sytuacji, jaka się zdarzyła, że są to Jej pierwsze Urodziny. Bo fizycznie to niemożliwe. Jednak. Do końca życia będą myśli, że tego dnia nasza Córka kończyłaby…..lat…

Dziś kończyłaby pierwszy rok. Urodziła się w Święto, do końca życia miałabym zagwarantowane wolne w Urodziny, fajna perspektywa. Stało się inaczej, los zadecydował, że nie nacieszyliśmy się Nią długo. I ten najważniejszy dzień życia, bo takim są dla mnie Narodziny mojej Córki postrzega się z perspektywy zupełnie inaczej, niestety, z bólem. Ze łzami.

Gdyby wszystko potoczyło się inaczej, szykowalibyśmy rodzinną i przyjacielską imprezkę. Oczywiście byłby torcik z jedną świeczką, którą potem miałaby nieudolnie oczywiście zdmuchnąć, pewnie z naszą, rodzicielską pomocą. Oczywiście szykowałabym tą grę, którą się serwuje wszystkim roczniakom, które ja przynajmniej znałam czyli naszykowało by się książkę, różaniec i coś tam jeszcze (spytałabym Mamy chociaż sama teraz nie pamiętam, co „wylosowałam” no, nie różaniec to raczej pewne), z których to przedmiotów nasza Córka miałaby wylosować któryś , co zapewne miało by Jej wróżyć, czym się będzie zajmowała w życiu…

Byłoby wszystko inaczej. Od rana dzwoniły by telefony i głównie kobiety znajome, przy okazji życzeń gratulowały by i mnie, bo wiadomo, nie ma dzieci bez rodziców itd. Od tygodnia nadciągałyby kartki z Życzeniami, które oczywiście małe łapy wymiędliłyby bezlitośnie a my zachowalibyśmy dla Niej na przyszłość jako pamiątkę tego, jak wiele osób cieszyło się z Jej obecności na świecie.

Pętla czasu zawinęła swoje koło. Znów jestem w 3 maja 2011, w którym byłam , jestem, trwam sobie dualistycznie czasowo od tego zeszłego roku i pewnie jednak już tak zostanie. Za dwie godziny i czterdzieści pięć minut minie równo rok jak Emilia pojawiła się na świecie, który jej nie chciał, który Ją odrzucił i który nie był dla Niej gościnny.

My pójdziemy na cmentarz. Zamiast zabawek, tak, tych ośmieszanych przez mądrych psychologów zabawek, które mają rozpieszczać nasze dzieci, kupimy Jej kwiaty, wymienimy wkłady w zniczach.

Emilka dostała jednak jedną kartkę Urodzinową. To wyszło trochę przypadkiem, ale o dziwo, okazuje się, że było dla nas miłym właśnie akcentem. To jedyne, co gdzieś tam pokazało łącznik z tym, co „miało być” …

15 października-Dzień Dziecka Utraconego.

Dla każdego rodzica, który stracił Dziecko, czy to w wyniku poronienia, czy po Jego narodzinach czy też nieco później zapewne każdy dzień następny jego życia jest takim dniem.

Ustanowiono jednak 15 października Dniem Dziecka Utraconego aby pamiętać tego dnia bardziej a może raczej aby uświadamiać, że osieroceni rodzice żyją wśród nas. Was. Jest ich więcej, teraz to wiem, niż moglibyśmy przypuszczać. Nie mówią, cierpią w sobie, najczęściej nie mają komu się zwierzyć poza naprawdę paroma osobami. Przeżywają, drżą o zdrowie i siłę dla swoich partnerów i siebie, martwią się o przyszłość swoją i swoich związków. Bardzo często spotykają się z reakcją otoczenia „zdarzyło się, trzeba przeżyć i do przodu!”. Pewnie dlatego potrzebują i takich dni, w których uświadamiają innym, że często naprawdę niewiele trzeba, aby chociaż na chwilę odebrać im część smutku czy ciężar, brzemię nieszczęścia. A nie traktować ich jak obarczonych zakaźną chorobą. Nieszczęściem się nie zaraża, ono po prostu zwala się na głowę, nie pytając i nie wybierając, może każdemu.
Swoją drogą, życie jest nieprzewidywalne i dziwne, rok temu nie przypuszczałam, że stanę w tej grupie ludzi……. 

A tu możecie poczytać:

http://www.15pazdziernika.info/

wiadomość…

…o kolejnym Dziecku, które Odeszło. Za wcześnie o całe życie. Znów zło, nieszczęście nie pytało, czy można wejść, przyszło, jak to określiła M. „trzasnęło drzwiami” i kolejnym osobom skończył się świat…Znów za M. powtórzę, „dzieci nie powinny umierać. Po prostu”.

ciężki dzień…

…za nami. Człowiek nie jest skonstruowany psychicznie tak aby chować własne dziecko. Mamy w głowach zakodowane odwrotne działanie.
A jutro mój pierwszy Dzień Matki, na który tak się cieszyłam jeszcze miesiąc temu. Spędzę go częściowo na cmentarzu.