moje parę słów…

…refleksji po wizycie na warszawskich Targach Książki na temat czytelnictwa w Polsce, które to rzekomo takie niskie dramatycznie. 
Może jak w jednej z komedii, że trochę się pośmieję , „autokary popodstawiali czy co?” czyli nie wiem, może zmusili tych wszystkich biednych ludzi do uczestnictwa w Targach Książki.

Wiem jedno, widziałam tam tłumy i widziałam, że naprawdę ludzie nie przyszli tam w celach pogapienia się na stadion.
Widziałam ludzi w każdym wieku, najmłodszy uczestnik miał według mnie może ze dwa miesiące. 
Widziałam , że ludzie naprawdę czekali na spotkanie z ulubionym autorem, przeglądali książki i tachali torby wypełnione książkowym dobrem. 

Myślę, że jak już wydali te niemałe wcale pieniądze na książki to nie z myślą, że ułożą je kolorami na meblościance ale jednak je przeczytają 😉
Nie jest według mnie tak źle 🙂

 

Warszawskie Targi Książki…

…jednak nawiedziłam. 
Do ostatniej chwili przed nie przypuszczałam, że na nie trafię. Dosłownie godzinę wcześniej nie sądziłam, że uda mi się zrealizować to marzenie. Ale się udało. Czyli warto gdzieś w podświadomości trzymać marzenia.

Miałam taki trudny zeszły tydzień, a praktycznie półtora tygodnia, że potraktowałam ten wypad jako rozpieszczenie samej siebie.
Było wspaniale. Nie wiem, może dla osób, które bywają regularnie znajdzie się powód do narzekań. Ja go nie znajduję. Może za sprawą nie tylko książek, które były dosłownie WSZĘDZIE  ale za sprawą ludzi.

I tak, udało się nam spotkać z Maniączytania, właścicielką tego  blogu . Razem podeszłyśmy do stoiska wydawnictwa, które wydaje książki Ałbeny Grabowskiej, z którą udało się nam zamienić kilka serdecznych słów. Potem gdy znów ruszyłam sama, przypadkiem wpadłyśmy na siebie z Kasią z tego blogu, więc znów radość. Dla mnie tym większa, że zostałam nazwana „filigranową”, co , nie ukrywam, poprawiło mi nastrój bo o wiele to milsze niż wysłuchiwanie od niektórych, jaka to ja jestem chuda ;/ 

Potem spotkanie z Magdą z innego blogu ale to już sekunda dosłownie, bo stałam w kolejce aby poznać osobiście do tej pory netowego znajomego, poetę Adama Pluszkę. Swego czasu na blogu zachwycałam się wrażliwością i spojrzeniem na świat Adama właśnie , które to mogłam poznać czytając Jego tom poezji pod tytułem „Zestaw do besztań”. 

Jeśli chodzi o innych autorów to udało mi się porozmawiać chwilę z Romanem Czejarkiem. A z daleka przypatrzyłam się chwilę jednej z ulubionych aktorek, Annie Dymnej, którą cenię nie tylko za role ale za inne sprawy, te związane z Jej działalnością fundacyjną. 

Książkowo, to wyszłam z prawie niczym, takie miałam założenie. jako, że jak Wiecie , czytuję teraz właściwie głównie ebooki. Kupiłam Księgę Szóstą „Poczytaj mi mamo” , dla Jasia. A dla siebie kupiłam „Tajemnicze inskrypcje” Alexisa Panselinosa. (Tak, papierową 😛 ). I miły, niezwykle miły akcent tych targów, zostałam obdarowana książką „Matka i inne zapiski” Zofii Brzeskiej-Gaudier. 
Równie miły gest , niespodzianka to zdjęcie Karoliny Wilczyńskiej ze specjalnym pozdrowieniem dla mnie! które to załatwiła Maniaczytania 🙂

Podeszłam do stanowiska Wydawnictwa Sonia Draga aby podziękować za wygraną wejściówkę na targi i oczywiście nie obyło się bez krótkiej ale treściwej rozmowy na temat wspaniałych książek Eleny Ferrante , a także do stanowiska Publio aby powiedzieć, że to właśnie ja brałam udział niedawno w celebrowaniu ich czwartych urodzin.

 
A zakupów około książkowych, to pięć zakładek i notes 🙂  

Może nie wyszłam obładowana jak wielbłąd książkami ale za to na pewno wypełniona dobrymi emocjami tak, że nawet długo po wizycie na Targach, miałam uśmiech na twarzy.

„Dom córek”. Sarah-Kate Lynch.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). 
Przełożyła Anna Dobrzańska.
Tytuł oryginału The House of Daughters. 

Książka ta została wydana w serii „Życie jest piękne” (która to seria zawiera tytuły, które znam i takie, które mnie zainteresowały). I nabyta przeze mnie w kiosku dzięki koleżance blogowej, które mi o niej przypomniała 🙂

Lubię , już to teraz wiem, utwierdziłam się tą lekturą w tym zdaniu, książki tej autorki. Są optymistyczne i wszystko dobrze się kończy. A że czegoś takiego właśnie ostatnio potrzebowałam, to była idealna książka na moje sprawy i nastroje. 

Trzy siostry, Clementine, Mathilde i Sophie spotykają się po śmierci ojca w jego winnicy. Zarówno dom i winnicę wszystkie trzy dziedziczą. Problem? Dom się lekko sypie, winnica ma poważne problemy finansowe a siostry się albo nie znają albo jeśli się kiedyś spotkały to raz i dodatkowo po owym spotkaniu – nie znoszą się.

A jednak pomimo iskier jakie pomiędzy nimi nie raz będą iskrzyć i nieporozumień oraz co chwilę wybuchających kłótni, z czasem wszystko się poukłada.
To książka obyczajowa, nie udająca niczego ponad to, czym jest. Czyli ciepłą opowieścią o ludziach. O ich życiu, o radościach i problemach. O tym, że nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem ale wraz z innymi udaje się często przynajmniej trochę poukładać swoje sprawy i pokonać problemy.

Autorka, Sarah-Kate Lynch lubi ludzi. Lubi po prostu „drugiego człowieka” i to się w jej książkach czuje.
Sądzę, że sama jest osobą, która nie dobije kogoś złośliwym i niepotrzebnym słowem a powie „Jestem obok i jeśli tylko mnie potrzebujesz, jestem gotowa być z tobą”. Takie przynajmniej wysnuwam wnioski po lekturze jej książek.
Do tego zawsze pilnie „odrabia lekcje”. Kiedyś na temat produkcji sera, niedawno czytałam książkę z pszczołami w roli prawie głównej i tam też lekcja na temat pszczół odrobiona, teraz winiarstwo i znów widać, że zasięgnęła języka przed napisaniem książki.

Jak napisałam, lubię jej książki za szczęśliwe zakończenia i fajne postaci. 

Moja ocena to 5 / 6.

filmowo i książkowo…

…filmowo czyli obejrzeliśmy kolejną część cyklu Star Wars czyli „Przebudzenie Mocy”. Nie jest to to, do czego się przyzwyczailiśmy ale też według mnie nie takie najgorsze, jak czytam opinie innych. Niemniej jednak pytanie czy faktycznie wszystko trzeba koniecznie kontynuować i dokręcać kolejne tego części? Nie wiem. 

Książkowo czyli przeczytałam „Złudzenie”, najnowszy na naszym rynku (chociaż w Niemczech wydany w 2002 roku) kryminał, thriller Charlotte Link. Zaczęło mi się czytać bardzo dobrze ale nie wiem czy to fakt, że czytuję dużo książek tej autorki i jej schemat jest przewidujący czy co ale kto jest sprawcą zbrodni domyśliłam się bardzo szybko a w nieco ponad połowie książki ujawnia to już sama Link i szczerze mówiąc nie wiem czy jest to najlepszy zabieg. 
Ogólnie oceniłam ją na 4.0 na 6 bo plus zdecydowanie za pokazanie warstwy obyczajowej, po raz kolejny takie wyobcowanie jednostek z tłumu, jednostek, które z tych czy innych powodów czują się wyrzucone poza nawias lub też same się ze społeczności izolują. Tak czy inaczej, podsumowując, nie uważam „Złudzenia” za najlepszy kryminał tej autorki. 

pięć lat…

…minęło od dnia, kiedy na swój sposób zamknął się pewien rozdział naszego z P. życia. 
Spytałam wtedy „Jak teraz żyć?”. Nie wiedziałam. Czy znalazłam odpowiedź na to pytanie po pięciu latach też nie wiem. Moja żałoba trwa i wiem, że w tym przypadku trwać będzie do końca mojego życia. Koniec kwietnia i maj zawsze już przywodzi na myśl wspomnienia tamtych trudnych, mrocznych dni i tego wszystkiego co się wtedy stało. Pisałam wielokrotnie, że nie pogodzę się ze śmiercią Emilki nigdy i tak jest. Nauczyłam się natomiast z tym wszystkim żyć chociaż rany emocjonalne są.

 

„Pora westchnień, pora burz”. Magdalena Kawka.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook.
Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

 

Wspominałam już, że Magdalena Kawka jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. Może dlatego, że pisze bardzo ładną polszczyzną i klimatem, stylem nieco odbiega od sporej ilości książek obyczajowych. Nie wiem jak to dokładnie opisać ale jej książki mają po prostu swój rozpoznawalny styl, klimat. Do tego jak wspomniałam, ładna poprawna polszczyzna (nie jest to takie oczywiste wcale jakby się wydawało) i ciekawy pomysł na daną książkę. Książki to obyczajowe ale nie nazwałabym ich wszystkich zwykłymi czytadłami jeśli już ktoś uparłby się przy takiej nomenklaturze. A już na pewno nie jest nim (owym czytadłem) książka, o której piszę.
O ile dobrze pamiętam ze strony autorki na Fb, jej dziadek urodził się we Lwowie.
I oto Lwów staje się głównym bohaterem tej książki. Miasto ale i oczywiście zamieszkujący je ludzie.
Historia rozpoczyna się rok przed wybuchem II Wojny Światowej. Poznajemy Lilkę Lindner, młodą gimnazjalistkę, jej rodzinę czyli rodziców i dwóch braci, starszego i młodszego. Jak również grono najbliższych Lilce koleżanek szkolnych, których największym zmartwieniem w tamtym czasie jest matura, która ma odbyć się za rok, wiosną 1939 roku.

Najpierw więc jest pora westchnień czyli ich szczenięca młodość. Ich pierwsze miłości czy miłostki, nauka ale i fascynacja kinem i ówczesnymi gwiazdami kina. Dziewczęta żyją pełnią życia. Przedwojenny Lwów zamieszkują Polacy, ale i Żydzi i Ukraińcy. I ta mieszanka dobrze całkiem egzystuje.
Aż nastaje dzień wybuchu II Wojny Światowej i szybko okazuje się, że wszystkie dawne problemy są nieistotne. Że te do tej pory dzieci właściwie, jakimi były dziewczęta, muszą z dnia na dzień poznać co to jest śmierć, zdrada, różnice narodowe, spory o to, co nazywamy patriotyzmem. Dzieciństwo czy raczej ich wczesna młodość zostaje brutalnie naznaczona okrucieństwem wojny. Całe dotychczasowe życie wcale nie przesadnie można nazwać domkiem z kart, którym nagle ktoś zaczął się niebezpiecznie bawić.

To książka, która faktycznie zdaje się (mnie przynajmniej) być czymś w rodzaju oddanego hołdu. Miastu ale i zamieszkującym je ludziom, podejrzewam, że właśnie najbardziej dziadkowi autorki. 

Nie mogę powiedzieć aby była to książka z gatunku wesołych czy optymistycznych, niestety, nie, co oczywiste ze względu na to jaki czas i wydarzenia stanowią akcję książki.
Książka zdecydowanie będzie mieć kontynuację, tak przynajmniej wydaje się po tym, jak praktycznie ostatnie zdanie urywa się a my jako czytelnicy oczekujemy dalszego ciągu opowieści. Pomimo, że znamy aspekt historyczny i to jak potoczyły się losy Lwowa ,w granicach jakiego państwa się znalazło to miasto, to oczywiście interesujące są losy bohaterów wykreowanych przez Magdalenę Kawkę. 
Ja będę z pewnością czekała na dalszy ciąg.

 

Moja ocena książki to 5 / 6.
 

książki mnie kochają…

…taki wniosek wysnułam po wczorajszym dniu, który jeśli chodzi o temat około książkowy był baaardzo miły i pełen pozytywnych emocji.

Sprawa toczyła się dość długo, ale wczoraj nastąpiła kulminacja czyli ja wraz z trzema innymi osobami polecaliśmy ebooki (każdy z nas po dziesięć tytułów) na cztery lata jednej z księgarni internetowej sprzedającej ebooki i audiobooki. 
Chciałabym napisać po pierwsze, że była to wspaniała zabawa i bardzo ciekawe doświadczenie.
Miałam swoje pięć minut sławy i wykorzystałam je wyciskając jak cytrynę 🙂
Chciałabym też jednak napisać o tym nieco więcej bo w internecie w pewnym miejscu spotkałam się z (według mnie oczywiście) krzywdzącym stwierdzenie jak to my , czytelnicy polecający książki, nie mieliśmy przy tym swobody czy też, że byliśmy ograniczeni jakimiś tam sprawami.
Być może , gdybym nie wzięła w tym akcji, też bym tak myślała. Jednak byłam po tej „drugiej stronie” i teraz wiem jak to wygląda. Owszem, było pewne ograniczenie ale nie dotyczyło ono narzucania mi czegokolwiek jeśli chodzi o dobór tytułów. A jeśli mogę mówić o ograniczeniu to było nim to, że poproszono po prostu aby nie wybierać zupełnych nowości. Co, szczerze mówiąc, było dla mnie oczywiste nie tylko dlatego, że jasne jest dla mnie, że taka nowość, zwłaszcza kilka ostatnich, które usilnie się nam promuje, nie bardzo ma szanse być w tak niskiej cenie jak było to w założeniu całej akcji (a polecane przez nas ebooki były w cenie 50% od ceny wyjściowej). Dla mnie było też jasne, że skoro mam polecać z serca (a ja tak tę akcję potraktowałam, polecając tylko to, co naprawdę mi się podobało) to raczej nietrudno się domyślić, że polecę coś, co już czytałam a trudno jest przeczytać tytuł, który ukazał się nawet ten tydzień temu powiedzmy ale jest cegiełką książkową.

Tak czy inaczej, najpierw miałam zaproponować listę moich tytułów. O ile się nie mylę teraz, pierwotnie miało to być około 25 tytułów. Moja lista o ile dobrze pamiętam, miała w końcu około trzydziestu tytułów. Z tej listy wyłowiono dziesięć tytułów. Wiadomo było, że lista miała pierwotnie zakładać tak dużo tytułów bo będą rozmowy z wydawnictwami. Niektóre pewnie godziły się na dany tytuł, inne nie. Do tego dochodziły propozycje pozostałych trzech czytelników. Z jedną z dziewczyn zgadałam się, że jeden tytuł nam się „zdublował”. Nie chwaląc się zbytnio, ja miałam to szczęście i ten tytuł udało mi się polecić 🙂

Uważam, że miałam wiele szczęścia przy końcowym doborze tytułów bo każdy z nich był dla mnie w taki czy inny sposób ważny. Nie przemyciła się żadna książka, którą traktowałabym na zasadzie „zapchaj dziury” , wszystkie są dla mnie istotne i każda z nich naprawdę według mnie warta przeczytania chociaż, zdaję sobie sprawę, nie przez każdego. Niemniej jednak ta lista wspaniale skomponowała się z moimi zainteresowaniami i pasjami.
Poleciłam więc „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” Davida Mitchella (jedna z najlepszych książek jakie w ogóle czytałam ), „Magiczne miejsce” Agnieszki Krawczyk, „Między książkami” Gabrielle Zevin, „Dom tęsknot” Piotra Adamczyka, „Szpagat w pionie” Macieja Wesołowskiego, „Agatha Christie i jedenaście zaginionych dni” , której autorem jest Jared Cade. Skoro poleciłam jedną z najlepiej napisanych biografii, jakie czytałam, dodatkowo jednej z najulubieńszych autorek, jaką jest oczywiście prawdziwa królowa kryminału (i jedyna 😛 ) Agatha Christie, nie mogłam nie polecić również któregoś z jej kryminałów. Wybór padł na „Morderstwo w Orient Expressie”, którą to książkę uważam za jedną z najlepszych w dorobku kryminalnym autorki. Poleciłam też „Wyspę z mgły i kamienia” Magdaleny Kawki (baaardzo lubię tę piszącą bardzo dobre książki a kompletnie mam wrażenie nie promowaną i chyba niedocenianą bo nie odkrytą jakoś polską autorkę, więc gdzie się da usiłuję Ją promować bo uważam, że naprawdę – warto !). Poleciłam też „Iluzję grzechu” Aleksandry Marininy (bo ten kryminał uważam za jeden z bardziej obyczajowych i tak, powiem to, wzruszający bardzo zwłaszcza na końcu , jaki napisała autorka). Na końcu poleciłam zbiór opowiadań Noblistki czyli „Uciekinierkę” Alice Munro.
Są więc i kryminały (Christie i Marinina) i obyczajowe książki, i Japonia w tle („Tysiąc jesieni…”), i Grecja w tle („Wyspa z mgły i kamienia”), i pokrzepiające tytuły jak „Magiczne miejsce” czy „Między książkami” i podróżniczo reporterska mocno osobista o Indiach Macieja Wesołowskiego. I „Dom tęsknot”, która to książka przypomniała mi , że czyta się właśnie często dla samej snutej dla nas czytelników przez autora książki opowieści, która wciąga nas w swój niezwykły świat. Są też na tej liście opowiadania, które ja osobiście bardzo lubię a co do których wiem, że czytelnicy mają zdania mniej więcej równo podzielone (albo i nierówno i więcej jest przeciwników tej formy literackiej). Jest też biografia i jak mówię, ta jest jedną z najlepiej napisanych i naprawdę dobrze skonstruowanych biografii jakie czytałam a teraz nawet kryminały Christie czytam przez perspektywę zdarzeń, sytuacji opisanych w tej książce. Ta lista to takie podsumowanie moich czytelniczych i nie tylko, zainteresowań i po trochu pasji. 
Cieszę się ogromnie, że udało mi się w tej akcji wziąć udział. Kiedy zgłosiłam się, trochę z przymrużeniem oka traktując możliwość wybrania mnie do niej, nie przypuszczałam nawet, że to, co będę robić okaże się przyjemną przygodą z tak przemiłym zakończeniem jakim będzie ujrzenie swojego nazwiska i polecanych tytułów zupełnie jakbym przez chwilę stała się co najmniej krytykiem literackim 🙂

A dlaczego jeszcze napisałam, że wczoraj odczułam wyjątkowo silnie, że książki mnie kochają? A dlatego, że w konkursie Wydawnictwa Sonia Draga udało mi się zdobyć wejściówkę na warszawskie Targi Książki, które zaczynają się już za niemal tydzień.
Jeśli oczywiście poczta czy czym tam wydawnictwo wyśle owe wejściówki się spisze i otrzymam ją na czas, to kto wie, kto wie, może w tym roku się zdecyduję i owe targi nawiedzę.

 

 

„Miód na serce”. Sarah-Kate Lynch.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i Ska. Warszawa (2014). Ebook. 

Przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska. 
Tytuł oryginału The Wedding Bees.

To nie jest moja pierwsza książka autorstwa Sary-Kate Lynch. Wcześniej czytałam jej „Błogosławieni, którzy robią ser”, a w zapasie mam jeszcze inną jej książkę, wydaną niedawno w kolekcji „Życie jest piękne” książkę pod tytułem „Dom córek”.

Pierwsza książka tej autorki podobała mi się więc gdy Maniaczytania poleciła mi ją w pewnym momencie, chętnie sięgnęłam po „Miód na serce” właśnie. Bo mniej więcej wiem, czego się mogę spodziewać po lekturze jej książek. Trochę przypomina mi jej styl pisania książki Barbary O’Neal, w sensie, że są to może obyczajowe książki ocierające nieco o jak ja to nazywam na użytek prywatny, „bajki dla dorosłych”. Ale po pierwsze mnie to pasuje, po drugie, wiem przynajmniej, że w chwili gdy mam nastrój na lekturę pocieszającą, pokrzepiającą i taką, która zamiast mnie zdołować doda mi otuchy, wiem po jaką autorkę sięgać.

Nie inaczej jest w „Miodzie na serce”, gdzie główną bohaterką jest Sugar Wallace. Ma ponad trzydzieści lat i od piętnastu lat uprawia ucieczkę-wycieczkę po Stanach Zjednoczonych. Mając ze sobą skromny dobytek i ul z pszczołami odziedziczonymi po dziadku.

Wszędzie dokąd trafia Sugar poznaje ludzi, z którymi nawiązuje więź. Jest sympatyczną osobą, empatyczną i chętną do pomocy, co sprawia, że zyskuje wciąż nowych przyjaciół i bliskie jej osoby. Niestety, tej bliskości nie ma z własną rodziną.

Ładna to opowieść, w której wielką rolę odgrywają mądre pszczoły.
Sugar pomoże w niej paru osobom ale i da pomóc sobie samej.
Będzie to opowieść o znajdowaniu przyjaciół ale i miłości, i będzie happy end więc wszystko to, na co ostatnio mam nastrój i chęć aby o tym przeczytać.

Moja ocena 5 / 6. 

 

 

poczucie humoru…

… to Jaś niewątpliwie ma. I taki Mu się wyrabia „tatowy” żarcik, powiedziałabym 🙂
Wczoraj okupują łazienkę (kąpią się) a ja muszę powiesić pranie, więc wołam do nich „Czy dam radę umyć ręce?”.
Na co z łazienki dobiega odpowiedź mojego Syna „Nie, jest baaardzo długa kolejka!”.
Kurtyna 🙂

jeśli…

…miałabym dać przykład kiedy ostatnio ogarnęło mnie najprawdziwsze wzruszenie to przykład z dzisiaj. Kiedy to zabierając się za sprzątaniu grobu Emilki, zobaczyliśmy nadciągających Przyjaciół z ich dwójką dzieci. Nie umawialiśmy się. Ba, nawet nie wiedzieli, o której konkretnie przyjedziemy a mimo to zjawili się tak, jakbyśmy się lepiej umówić nie umieli. Chyba prowadziło ich serce. 
Emilka zaś miała na swoich Urodzinach gromadę dzieci i rówieśników……

Dziękuję z całego serca. Takie gesty znaczą dla mnie bardzo, bardzo wiele…