znów kolejny tydzień minął…

…i ani się człowiek obejrzał. W tym czasie przeczytałam nieco przypadkowo nabytą w czasie którychś z dobrych promocji, interesującą mnie książkę czyli „Piąta Aleja, piąta rano” Sama Wassona. Książka w całości poświęcona filmowi „Śniadanie u Tiffany’ego”, począwszy od przypomnienia interesującej postaci Trumana Capote czyli autora książki, na podstawie której powstał film, przez opis doboru zarówno scenarzystów jak i obsady , jak również poprzez oczywiście opisy powstawania filmu i tego, co działo się potem. Ponieważ czytałam i książkę i oglądałam film a odgrywającą główną rolę Audrey bardzo lubię, więc była to dla mnie ciekawa książka. Ponadto, czytając ją zastanawiałam się , o czym tak naprawdę traktuje ta lektura, czy tylko o procesie powstawania filmu, który z książką, na podstawie której bazuje, niewiele ma wspólnego, czy też o Ameryce po wojnie i zmieniającej się w niej mentalności jej mieszkańców w latach sześćdziesiątych. Czy mówi tylko o wahaniach Audrey co do przyjęcia tej nietypowej dla niej przecież roli czy o walce amerykańskich kobiet do większej swobody , emancypacji i możliwości wprowadzenia w swoje życie zmian, których tak było im potrzeba?
Ciekawa bo taka z drugim dnem książka, przynajmniej według mnie, tym, którzy lubią film, polecam, bo to dodatkowa ciekawostka dotycząca tego filmu.

Mnie po jej lekturze jeszcze bardziej zaintrygowała postać samego Trumana Capote, wiem, że swego czasu wyszła jego biografia, chyba kiedyś po nią sięgnę jeśli będzie dla mnie dostępna.

Teraz pozostaję lekturą w Ameryce i kończę zaczętą jeszcze w starym roku książkę Marka Wałkuskiego „Wałkowanie Ameryki”.

Miłego, spokojnego czasu do weekendu życzę Wam z Warszawy, w której sypie śnieg. 

już …

…całkiem sporo tego Nowego Roku upłynęło a mój niedoczas nie pozwolił na skrobnięcie nawet kilku słów na blogu.

Filmowo rozpoczęliśmy ten rok moim prezentem Mikołajowym dla P., czyli „Przelotnymi kochankami” Almodovara. Wiem, że jego się albo lubi albo nie i podobnie jak z Murakamim, nikogo na siłę nigdy do jego filmów nie namawiam. Zwłaszcza, że są tematy jak to nazywam, „bumerangi”, które u Pedro wracają. Naczytałam się kiepskich opinii przed obejrzeniem i moje nastawienie było nie najlepsze a oboje po obejrzeniu stwierdziliśmy, że film zdecydowanie spełnił swoją funkcję. Ubawił nas i podobał się, taka lekka komedia na początek roku, nic więcej nie oczekiwałam. Podobało nam się, moja ocena zdecydowanie pozytywna, dałabym nawet 5 na 6.

Książkowo, skończyłam „Moje syberyjskie podróże” Kazimierza Sowy. Tak, to ten ksiądz, którego możecie kojarzyć z chyba prywatnej telewizji. Nie kupiłabym sama pewnie tego ebooka, ale nabył mi go czas jakiś temu P. i to był jak się okazało, całkiem dobry wybór. Oczywiście, że pisząc o swoich podróżach na Syberię, Sowa nie omija tematów religijnych czy kościelnych, jednak nie są one głównym tematem książki. Głównym tematem jest właśnie Syberia, jej niesamowita przestrzeń, przyroda, zwierzęta i ludzie ją zamieszkujący. Ludzie serdeczni i pomocni. Jest w książce trochę na temat Polaków zamieszkujących tamte rejony, ale jak mówię, głównie to właśnie książka podróżnicza i podobała mi się, pozostawiła dobre wrażenie. Moja ocena również 5 na 6.

Bardzo szybko, za szybko zleciał nam ten wspólny czas. Szkoda, że dobre chwile zawsze mijają w takim tempie…no ale widać tak musi być.

Na razie zimy nie widać:) co wcale mnie nie martwi. Aczkolwiek z tego, co obiło mi się o uszy, zdaje się, że tej wiosny zimą już niedługo. Z prognoz, które oglądałam widać stopniowe ochładzanie się i w radio coś o niedzielnym śniegu słyszałam. 

No nic. Przynajmniej dzień wydłuża się teraz w bardzo zauważalnym tempie, w końcu, o czym już tu pisałam, „Na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok” i faktycznie, jest to krzepiąco zauważalne. 

Pozdrawiam Was i życzę dobrego, spokojnego czasu do weekendu.

 

czterdzieści dziewięć…

…książek przeczytałam, o czym wspomniałam w poprzednim wpisie, w roku 2013. 
Chcę napisać, które mi się podobały, bez większego uzasadnienia ale odnotować, być może ktoś skorzysta szukając udanej lektury, z któregoś z tytułów.

Moim prywatnym odkryciem roku jest bezsprzecznie Joanna Bator i jej „Piaskowa Góra” i „Chmurdalia”.

Nie zawiódł ulubiony Lee Child i jego „W tajnej służbie” , „Ostatnia sprawa” i „Poszukiwany”. 

Biografie, tu rok należał do Mariusza Urbanka i jego biografii Brzechwy pod tytułem „Brzechwa nie dla dzieci” i biografii Tuwima, czyli „Tuwim. Wylękniony Bluźnierca”. 

Miłym zaskoczeniem okazał się „Bezcenny” Miłoszewskiego, jak dla mnie kawałek porządnej sensacji, zupełnie bez zadęcia i aspiracji w jakąś wydumaną stronę.

Poezja, tu faworytem jest „Pięć bajek” Tomka Ososińskiego. 

Kryminał retro, który bardzo mi się spodobał to „Dziewczyna z Aniołem” Agnieszki Krawczyk, zaś „Święty Psychol” to rewelacja autorstwa Johanna Theorina. 

Reportaże to Witold Szabłowski i jego reportaże o Turcji czyli „Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji” , Magdalena Skopek „Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi” i Dorota Danielewicz „Berlin. Przewodnik po duszy miasta”.

Najnowszy Murakami i jego „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” też mnie nie zawiódł. 

Ostatnią przeczytaną przeze mnie w tamtym roku książką był „Joyland” Stephena Kinga i również okazał się dobrym wyborem. 

O zawodach książkowych nie piszę, gdyż po pierwsze, na szczęście nie było ich wiele, a po drugie, nie lubię marnować czasu na pisanie o czymś, co się nie udało.

Tak, jak patrzę, to pod kątem lektury rok miniony naprawdę był niezły, mam nadzieję, że ten , który właśnie nastał, również taki się okaże książkowo.

to był…

…dobry rok. Z prawdziwą przyjemnością to piszę. 
To był dobry rok pod wieloma względami.
Zdrowie dopisało na tyle na ile możliwe.
Janeczek fajnie rośnie i rozwija się i rośnie nam ciekawy człowiek aczkolwiek z silnym co widzę od początku, charakterem:) Odbyły się ważne wydarzenia z Nim związane, czyli Jego Chrzest i Pierwsze Urodziny celebrowanie w gronie bliskich.
To był rok, w którym odbyliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje nad morzem, w dodatku z Przyjaciółmi i ich dziećmi, więc tym przyjemniej.
I udało się w tym wszystkim trochę poczytać (przeczytałam czterdzieści dziewięć książek, więc nieźle, uważam). 
Niedoczas wciąż jest ale to już taka przypadłość rodziców, jak mniemam:) Jak dziś powiedziałam do P. odpoczniemy może (może!) za jakieś naście lat:)

Czego sobie i moim Bliskim życzę na ten nadchodzący Nowy Rok 2014, który już dosłownie za progiem? Aby zdrowie dopisało, aby było szczęście i radość. I ja osobiście winszuję sobie tak zwanego „świętego spokoju”. Aby udało się i poczytać coś dobrego, i obejrzeć coś zacnego, i pobyć z rodziną i z przyjaciółmi.

Raz jeszcze życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku 2014!

Nasza imprezka domowa zaraz się zacznie, czyli…lecę przespać północ (o ile petardowcy nam dadzą). Kolację odświętną już mieliśmy.

Do zobaczenia w Nowym Roku 2014!

 

 

Szczęśliwego, Wspaniałego Nowego Roku 2014!

Życzę Wam wszystkim Szczęśliwego, Wspaniałego Nowego Roku 2014!!! NIech Zdrowie dopisuje, niech Bliscy cieszą swoją obecnością, niech Radości i Pomyślności nie zabraknie. Niech wydarzą się tylko szczęśliwe i dobre momenty, wydarzenia. Niech sprawy rozpoczęte zakończą się pomyślnie a i niech nie zabraknie odwagi do marzeń i realizacji owych marzeń i zamierzeń.
Tego z serca Wam życzymy wszyscy troje. 

czas…

…pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem to dla mnie zawsze taki czas zwolniony nieco, zawieszony?

Nasze Święta były takie, jak chciałam, czyli spokojne i zdrowe. Mam nadzieję, że i Wasze takie się okazały. 
Mikołaj dopisał a Janeczek w Wigilię zorganizował sobie sam prezent czyli pierwsze spacery na własnych nogach poza domem.
W drugi dzień Świąt spotkaliśmy mamę z córeczką, mieszkają w okolicy, widuję ją na spacerach z opiekunkami bądź tatą, trochę młodsza od Janeczka ale na podobnym etapie, jak się zgadaliśmy. Rozmawialiśmy o tym, że niestety, dzieci nie patrzą pod nogi co skutkuje upadkami.
Janeczek już zaliczył upadki no ale podobno, jak to było w „Wojnie Domowej” ustami Bogusława Kobieli powiedziane „jak się nie przewrócisz , to się nie nauczysz”.

My mamy teraz nasz rodzinny czas bo P. wziął sobie urlop i spędzamy go właśnie tak domowo i rodzinnie.

Pozdrawiam i życzę miłego weekendu:) 

wujek…

…google przypomniał mi dzisiaj, że mamy dzień przesilenia zimowego. Co oznacza ni mniej ni więcej, że tadam, dziś był najkrótszy dzień w roku ale i dobre informacje, od jutra dnia będzie przybywać. Naprawdę większą różnicę zauważymy dopiero po Nowym Roku, wszak „Na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok”. No a jutro rozpoczyna się kalendarzowa zima. I potrwa, co wiemy do 21 marca. Pogoda na razie zupełnie nie zimowa, co mnie akurat bardzo, bardzo cieszy:)
 

„Tuwim. Wylękniony bluźnierca”. Mariusz Urbanek.

Wydana w Wydawnictwie Iskry. Warszawa (2013). Ebook.

Jak już pisałam zdaje się przy pisaniu o recenzji biografii Jana Brzechwy, o, w tym wpisie,  Mariusz Urbanek stał się moim ulubionym autorem biografii właśnie. Co mnie najbardziej ujmuje w jego spojrzeniu na osoby, o których pisze, umie zachować wyważenie, obiektywizm. Nie tworzy hagiografii, co zawsze podkreślam, ale i nie niszczy postaci, którą się zajmuje. Właśnie wyważenie i spokój, to to, z czym podchodzi do tematu. Może dlatego te biografie czyta się tak dobrze. Oczywiście, że do tego dochodzi sam fakt, że Urbanek „na tapetę” bierze zawsze postaci interesujące, na pewno nie obojętne, których życie faktycznie stanowi samo w sobie interesujący temat do opisania. 

Tym razem znów mamy do czynienia z autorem uwikłanym w politykę. Poeta będąc na emigracji w Stanach Zjednoczonych rozkochał się w komunizmie i ta miłość pozostała w nim do końca. I niektórzy ten właśnie fragment jego życia będą wymawiać mu do końca życia, dla niektórych to właśnie rzutować będzie na jego poezję. Tym bardziej, że pod koniec życia wena twórcza Tuwima jakby się wypaliła i faktycznie nie pisał wierszy.

Urbanek jak zwykle zebrał w rozdziały poszczególne etapy życia Tuwima. I tak mamy tu rozdział o początkach jego twórczości, następne o działalności w przedwojennym kabarecie. O jego przyjaźni między innymi z Lechoniem i o rezydowaniu Tuwima, Lechonia i Słonimskiego w przedwojennej kawiarni „Ziemiańska”. Także o pisaniu poety do ówczesnych „Wiadomości Literackich”. Jest też opis antysemickiej nagonki na poetę, która to nagonka trwała praktycznie przez całe jego życie.

W połowie lat trzydziestych ubiegłego wieku poeta rozpoczął pisanie wierszy dla dzieci. Jak wiemy, to był generalnie bardzo dobry czas dla poezji dla najmłodszych bo i Brzechwa i Tuwim właśnie tworzyli prawdziwe perełki.

Jest też opisany okres tułaczki poety i jego żony po wybuchu IIWŚ i w końcu okres emigracji w Ameryce, w której, jak wspomniałam, „nawrócił się” na komunizm. 

Co ciekawe a czego ja nie wiedziałam, po powrocie do kraju po IIWŚ Tuwimowie adoptowali pięcioletnią Ewę, którą kochali wielką miłością.
Ciekawostką dla mnie też okazało się to, że poeta pomagał Papuszy i jej rodzinie.

Myślę, że faktycznie ta biografia pokazała kilka mniej znanych nam z życia Tuwima wydarzeń i sytuacji.

Jak zwykle pod sam koniec Urbanek pokazał, jak współcześni artyści interpretują twórczość poety bądź, jak Paweł Kukiz, kompletnie mylą ich twórczość i nie sprawdzając, kto jest autorem, przypisują jakąś bzdurę „W Poroninie” właśnie Tuwimowi i powielają te błędy oczywiście negatywnie nastawieni do poety.

Jest też wywiad z córką poety, czyli panią Ewą Tuwim-Woźniak. 

Na końcu solidnie jak zwykle opracowana bibliografia.  

 

Mnie się bardzo podobała , polecam i daję ocenę 5.5 / 6.

choinka…

…u nas już jest. W tym roku mała, stoi już na balkonie. Jest naprawdę mała, za to w doniczce i kto wie, być może uda się ją wkopać wiosną w ziemię? Zobaczymy. Być może jakoś ją przystroimy ale jeszcze nie wiem, jak. Będzie stała na balkonie bo przy Janeczku po prostu nie ma sensu stawiać jej w mieszkaniu, niestety, nie jesteśmy posiadaczami domu 🙂
Ale choinka musiała być bo dwa lata temu uwierzyłam ponownie, że choinka naprawdę wnosi nowe życie w progi domu… 

Przeczytałam niedawno „Komisarza i ciszę” Hakana Nessera i szczerze mówiąc, to umęczył mnie już tematyką. Ja rozumiem, że on ma swoistą misję nagłaśniania przestępstw wobec kobiet i dzieci ale już tym razem naprawdę mnie to wymęczyło. Serio, mam dość.

Teraz dla odmiany więc wzięłam się za ebook autorstwa Mariusza Urbanka, czyli biografię Tuwima pod tytułem „Tuwim. Wylękniony bluźnierca”. Bardzo polubiłam tego autora biografii i czekałam z niecierpliwością aż książka ukazała się jako ebook właśnie. 

Na osiedlu pojawiły się już pierwsze świąteczne ozdoby okienne. Nie ukrywam, że zawsze ich wypatruję. W jednym bloku jest chyba swoista rywalizacja, który z trzech kolejno nad sobą znajdujących się balkonów zostanie piękniej przyozdobiony na ten świąteczny czas. W lecie czas na rywalizację kwiatową ale nie o tym teraz:)

Świąteczna płyta Roda Stewarta pod tytułem „Merry Christmas, Baby” okazała się być bardzo przyjemna i podoba mi się…właśnie jej słuchamy.

Dostaliśmy też już dwie kartki z Życzeniami Świątecznymi, za które dziękujemy.

 

Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia. 

grudzień…

…się rozpoczyna i fajnie bo listopada nie znoszę (podobnie zresztą jak lutego). 
Grudzień niesie ze sobą zapowiedź Świąt, nieco wolniejszych dni, jak również końca roku. Do Wigilii już tylko dwadzieścia trzy dni. Ja już nabyłam kartki świąteczne. Problematyczne wydaje się ich wypisanie ale to już inna sprawa. Większość prezentów mam też albo już w domu albo przynajmniej w głowie pomysły. 
Dziś byliśmy na spacerze na kawie w nowym miejscu. Do tej pory regularnie dylaliśmy do sieciówki a tu nagle przyjemne zaskoczenie. Blisko nas jest bardzo fajna kafejka, w której kawa jest pycha! P. już ją kiedyś pił i o tym wiedział, ja dzisiaj skusiłam się po raz pierwszy i muszę powiedzieć, że sto procent nie ostatni! Kawa jest super. 
Dobrego, spokojnego tygodnia Wam życzę bo tu już weekend powoli zbliża się niestety do końca.