dlaczego filmuje się często…

…jakieś słabizny albo przynajmniej nic nadzwyczajnego a całkiem fajne książki nigdy ekranizacji się nie doczekają? Zresztą, jak to ma wyjść, jak to wychodzi w polskim kinie (o serialach teraz mówię) od dłuższego czasu to może niech się już nie doczeka 🙂
A mam na myśli bardzo pozytywnie napisaną książkę, którą pochłonęłam w jeden dzień praktycznie. Znów polska autorka:) Znów dobro:) Tym razem sprezentowane mi przez Życzliwą Osobę, czyli „Magnolia” Grażyny Jeromin-Gałuszki.
Co prawda początek trochę bajkowy bo jednak nie zakładam, że każdego stać ot tak z miejsca nabyć sobie pensjonat a i akcja według mnie równie dobrze mogła by się dziać na prowincji mazowieckiej a niekoniecznie jak to ma miejsce w książce, w bieszczadzkiej wiosce ale reszta bardzo fajna. Książka opowiada losy faceta po rozwodzie, który bez planu życiowego rusza przed siebie, trafia do wioski w Bieszczadach właśnie, gdzie nabywa pensjonat. Pensjonat z personelem i przyległościami towarzyskimi, rzec można. Cztery dorosłe kobiety i jedna nastolatka. Każda z nich oryginalna, każda z nich jak się okazuje , mająca swoją historię, każda tak samo ciekawą.
Dobra, pozytywna, ciepła książka opowiadająca o niby to oczywistości a fakcie, o którym tak wielu zdaje się zapominać czyli o tym, że najlepiej nam jako ludziom przy innych ludziach. I że żaden, nawet najbardziej wypasiony grzejnik nie da nam tyle ciepła, co drugi człowiek. Swoją miłością, swoim wsparciem, swoim byciem obok w każdej sytuacji.
Polecam bardzo, moja ocena to 5 / 6. 

„Ta druga”. Karolina Wilczyńska.

Wydana w Wydawnictwie Replika. Zakrzewo (2011). Ebook.

Moje postanowienie zapoznawania się z coraz to nowymi autorami bądź autorkami polskimi było jednym z najlepszych tego roku, wiem to teraz.
Kolejna książka, i autorka, której nie znałam, po którą sięgnęłam (po książkę, nie autorkę, rzecz jasna :)), to „Ta druga” Karoliny Wilczyńskiej.
Nie jest to książka, o której chcę pisać zbyt wiele , z racji tego, że mogłabym zdradzić o jedną rzecz, kwestię, za dużo a szkoda by było. Dobrze jest czytać tę książkę zupełnie bez żadnych informacji.
Oto książka o relacjach synowej z teściową. Teściowa, temat rzeka, można by powiedzieć. Chyba jedna z najbardziej nielubianych osób, o której powstały kawały we wszystkich językach świata.
I można by pomyśleć, będzie kolejny raz na temat wojenki podjazdowej pomiędzy umęczoną atakami starą kobietą. No więc nie, nic tu nie jest czarno białe a raczej można powiedzieć, że wszystko tu może się odmienić jak w kalejdoskopie. Ale nie, nie chcę pisać nic więcej, żeby czegoś nie zdradzić niechcący.
W każdym razie bardzo dobry kawałek prozy o tym jak bardzo możemy sami sobie namącić w głowie wyobrażeniami na ten czy ów temat. I że na szczęście, nie zawsze jest za późno aby to czy tamto zrozumieć i na przebaczenie jakkolwiek górnolotnie to by nie zabrzmiało.

Moja ocena 5 / 6.  

książkowo, literacko…

…zbiorowo będzie. I tak gwoli wzmiankowania raczej niż coś bardziej obszernego.
Najpierw o tym, co zaczęłam czytać przed wyjazdem czyli o „Domu” Piotra Ibrahima Kalwasa. To taki nietypowy rodzaj „przewodnika subiektywnego” po egipskim mieście Aleksandria, w którym autor żyje z rodziną od kilku lat.
Muszę powiedzieć, że początek bardzo mnie wciągnął, podobała mi się ta książka, tak mniej więcej do połowy. Po czym utknęłam, przestało mi iść. Trochę zbyt ponuro się poczułam bo akurat w tamtym miejscu nastąpiło nagromadzenie narzekania na życie w Polsce autora. Rozumiem oczywiście, że autor pisze, co mu w duszy gra, mnie to narzekanie zmęczyło mocno. Potem było już gorzej niż w pierwszej połowie, bo książka zrobiła się mocno przegadana i niezrozumiała zdeczka. Od razu obrońcom autora przypominam, że tak jak i on sam, mam prawo do własnych odczuć i uczuć i tak, takie miałam podczas kończenia tej książki. Niestety, jak mówię, do połowy było fajnie, w drugiej połowie już sporo mniej. Do tego stopnia,że ucieszyłam się przypomniawszy sobie, że nabyłam ją w bardzo korzystnej cenowo promocji około Targów Książki.
„Dom” przerwałam (po czym wróciłam bo jak Wiecie, nie cierpię narzekać na coś, czego nie skończę do końca) i zanurzyłam się za to w czymś co mnie porwało do ostatniej strony (elektronicznej bo zarówno „Dom” jak i to było w wersji ebook). A była to ostatnia część „upalnej” trylogii Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, czyli „Upalne lato Gabrieli”. Ta książka jest według mnie najlepszą z cyklu i szczerze odczułam po skończeniu jej żal, że właśnie oto koniec świetnego cyklu.

Trzecia sprawa literacka będzie o czymś, o czym już wielokrotnie pisałam (w kontekście narzekań), że czytam jej za mało. Jej, czyli poezji.
Dzięki uprzejmości Autora , Adama Pluszki , miałam możliwość przeczytania Jego tomu poezji pod tytułem „Zestaw do besztań”. Nie jest to poezja lekka łatwa i przyjemna a może raczej inaczej, z wierszy wynika ogromna wrażliwość, wręcz nadwrażliwość Poety na świat. To wszystko, co obserwuje, przetwarza w swoich wierszach, które mówią (przynajmniej w tym tomie) o życiu i śmierci. Właściwie nic oryginalnego, tak? Ktoś może taki zarzut postawić. Niemniej jednak muszę powiedzieć, że Adamowi Pluszce udaje się ubrać własne myśli, odczucia, obserwacje, zdarzenia, które Mu się dzieją, w taki sposób, który mocno wwierca się w głowę. Mnie emocje rozorały (przy pierwszym czytaniu było najgorzej, przyznaję Adamie) wiersze , nazwę to może kolokwialnie „około szpitalne i około chorobowe”…
Ale sporo w tych wierszach oprócz wrażliwości, o której wspomniałam, specyficznego poczucia humoru, takiego mrugnięcia okiem do odbiorcy, które zapewne nie każdy odczyta a może właśnie, co najlepsze, każdy odczyta na swój sposób?
Polecam to nazwisko jeśli oczywiście jeszcze tego Poety nie znacie, bo warto według mnie poznawać wiersze kogoś z „naszego” pokolenia.
Więcej o wierszach możecie poczytać w Dwutygodniku i w recenzji autorstwa Macieja Woźniaka, który ukazał się na stronach Staromiejskiego Domu Kultury.

 

 

myślę, że dobrą…

…prognozą czy raczej znakiem jest dla mnie mającej nadzieję na to, że Janeczek też będzie lubił książki i lubił czytać w przyszłości, jest fakt, że pierwszym odwiedzonym przez Niego muzeum była Leśniczówka Pranie 😉 Miejsce związane, wiadomo, z Gałczyńskim , tego na pewno nie muszę Wam pisać. 
Co prawda zwiedził to miejsce (sam budynek, bo okolicę dłużej) w tempie dość ekspresowym ale według mnie się liczy. 
A z otoczenia najbardziej Janeczkowi spodobał się umiejscowiony obok budynku pomnik poety.

Leśniczówka Pranie to takie nasze prywatne, obowiązkowe miejsce odwiedzin przy każdej okazji gdy jesteśmy w tamtych stronach.
Jakaś taka dobra energia w tym miejscu panuje 😉 No i położenie przepiękne, w samym sercu Puszczy Piskiej.  

 

Pozdrawiamy z Mazur

Gdzie wakacjujemy od soboty. 

Pogoda okazała się z gatunku „drut” a więc korzystamy.

Spełniło się jedno z największych marzeń Janeczka. Odbył swoją pierwszą jazdę konną. Muszę przyznać, że zaskoczył nas oboje tym, że właściwie zachował się jakby jeździł od miesięcy. Jak to mówią, w siodle urodzony! 

Coś się mi widzi, że trzeba będzie rozejrzeć się za jakąś szkółką w naszej okolicy. 

Pozdrawiamy i życzymy sobie i Wam oczywiście miłego i spokojnego długiego weekendu. 

„Upalne lato Kaliny”. Katarzyna Zyskowska-Ignaciak.

Wydana w Wydawnictwie MG. Warszawa (2013). Ebook.

Poszłam za ciosem i po „Upalnym lecie Marianny” stanowiącym preludium czy też może po prostu otwierającą „upalną” trylogię Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, sięgnęłam po kolejną część. Owszem, po części dlatego właśnie, że miałam ją nabytą w tej samej targowej promocji na czytniku ale po części dlatego, że byłam ciekawa zarówno dalszych losów bohaterów poznanych w części pierwszej jak i tego jak „rozwinie się” autorka. I powiem tak, o ile pierwszą część oceniam jako dobrą, to ta jest o wiele, wiele lepsza. Co za wspaniała wiadomość dla czytelnika, który oczekuje faktycznie postępu. Od obu książek nie mogłam się oderwać ale ta naprawdę mnie przy sobie trzymała, odrywałam się gdy już naprawdę musiałam. To dla mnie zawsze bardzo dobry znak.

W tej części poznajemy Kalinę. Kalina jest córką Marianny, której losy śledziłam w części pierwszej cyklu. Tamtej Marianny już nie ma. Poznajemy ją praktycznie jedynie ze wspomnień (śladowych) córki, która praktycznie nie znała własnej matki, a wychowana była przez znaną czytelnikowi Gabrielę, dawną opiekunkę Marianny. 
Kalina nie znała własnej matki i niestety, ten brak wyraźnie ciąży na całym życiu dziewczyny, począwszy od dzieciństwa, poprzez młodość. Aż do dnia, w którym poznajemy Kalinę. Mężatkę z rocznym dzieckiem, która wraz z mężem jedzie na urlop do Zakopanego. Córeczkę Gabi pozostawia jak to ma miejsce właściwie ciągle, pod opieką Gabrieli, a sama ma towarzyszyć Jerzemu, mężowi, który usiłuje dokończyć swoją pracę naukową.

Do Zakopanego jadą nie sami bo z przyjaciółmi a grono powiększa się dodatkowo o osobę Maćka, kolegi Basi i Staszka, z którymi Kalina i Jerzy jadą w góry.

Kalinę poznajemy jako osobę chłodną emocjonalnie, bardzo wyciszoną, zawsze z boku towarzystwa. To kobieta, która nosi w sobie niezaleczone rany z przeszłości i jakąś krzywdę. O tym wszystkim stopniowo dowiadujemy się wraz z upływem czasu i lektury.

Po części największe sekrety, dotychczas skrywane przez Gabrielę, zostaną ujawnione Kalinie w liście od jej opiekunki, która to uznała, że dość już skrywania tajemnic, sekretów. Gabriela bowiem widzi, jak takie postępowanie ciąży Kalinie, jak niewiedza, nieświadomość pewnych spraw z przeszłości, spraw dotyczących zarówno jej matki jak i po części samej Kaliny, wpędzają ją w jakiś dół, który wciąga młodą kobietę coraz to głębiej i głębiej. Jak pisze w swym liście noszącym znamiona spowiedzi, Gabriela do Kaliny, „Niekochane dzieci nie potrafią kochać”.

To dobrze skonstruowana opowieść o kimś, kto w przeszłości nie doznał zbyt wiele miłości, kto tej miłości potrzebował. I o kimś, kogo rany wydają się wciąż i wciąż krwawić pomimo pozorów zaleczenia.  

W kolejne upalne lato, o którym opowiada nam autorka znów jej bohaterkę spotka coś, co stanowić będzie przełom w jej życiu. Coś, co zadecyduje o dalszym jej życiu. 

No a zakończenie ! Nie chcę zdradzać zakończenia, więc nic więcej nie napiszę poza tym, że wczoraj zwracałam się z prośbą o pewne wyjaśnienia do kogoś, kto czytał kolejną już „upalną” część, jaka się ukazała, czyli „Upalne lato Gabrieli”. 
Nie ukrywam, że liczę, że trzecia część tej trylogii (chyba, że o czymś nie wiem i że autorka napisze jeszcze kolejne jej części) szybko ukaże się jako ebook bo już nie mogę się doczekać aż znów spotkam się z bohaterkami.

Moja ocena to 5.5 / 6. 

 

krąży sobie taki mem…

…po necie, że niby jak już Mama nie wie gdzie jest dany przedmiot, to już nikt nie wie i znaczy, że amba, było przepadło , pogódź się człowieku, że nie znajdziesz 🙂

Już miałam głosić, że to wierutna bzdura, kiedy przypomniałam sobie ostatnią możliwą kryjówkę puzzla z naszej dwudziestosiedmioczęściowej układanki.
Plecaczek Janeczka. W który ostatnio pakował swoje skarby.
Zdałam kolejny test na bycie Mamą?:)  

Wszystkim odwiedzającym mnie Mamom …

…życzę w naszym dniu Wszystkiego Najlepszego 🙂 Wiele Zdrowia dla Was i Waszych Bliskich, Radości, Szczęścia i wiele, wiele Miłości i pociechy z Waszych pociech.

Mam nadzieję, że dacie się dzisiaj rozpieścić maksymalnie jak tylko się da. 🙂 

A propos rozpieszczania, to zawsze przypomina mi się odcinek ze wspaniałego serialu „Wojna domowa” gdy to Paweł z ojcem postanowili urządzić mamusi jej święto (wedle ściśle rozpisanego wcześniej planu, czuję w tym rękę pana Kazimierza).
Tak czy inaczej, niech Wasz dzień minie spokojniej niż pani Zofii z serialu.

Mamom, które tak jak ja mają trochę krzywe macierzyństwo wysyłam ciepłe myśli i zapewnienia, że mam Was wszystkie jak i Wasze Dzieci w sercu. 

I pomyśleć, że był taki czas, a był, kiedy już nie wierzyłam, że ten dzień będzie dotyczył również mnie…

książki dla dzieci…

bo dawno nie było a chcę o dwóch napisać. 
Pierwsza to nabyta w ni mniej ni więcej a IKEI, „Jeżyk wyrusza w świat”. Na książeczce widnieją  nazwiska :Ulf Stark, Ann-Cathrine Sigrid Stahlberg. IKEA połączyła sprzedaż fajnej książeczki dla dzieci ze sprzedażą maskotek z tejże opowiastki. My mamy dwie Sowy i lisicę z liskiem 🙂
Sama książeczka jest bardzo ładnie ilustrowana i ma fajną treść. Mały Jeżyk wyrusza jesienią w poszukiwaniu miejsca, w którym przezimuje. Spotykają go różne przygody i poznaje nowych przyjaciół, w tym bardzo sympatyczną Mysz, która uratuje mu życie. Jest też trochę nauki, bo dziecko może zobaczyć jak wyglądają ślady różnych zwierząt i odchody zająca, a co ? ! 🙂
Edukacja przyrodnicza ale w taki bardzo fajny sposób, jak to w Szwecji pewnie jest czyli bez namolnej dydaktyki a przy tym przyjemna pointa, fajnie jest komuś pomagać i mieć kogoś, kto w razie czego pomoże nam 🙂

Janeczek bardzo ją lubi a i my również. Ja oceniam ją na 6 / 6.

Druga książka, wydana w Wydawnictwie Media Rodzina,  to pierwsza z cyklu „Sam i Julia”. Poznajemy w tej części oboje bohaterów, dwie myszy, dzieci myszy, dodajmy, Julię i Sama.
Ci młodzi przyjaciele różnią się od siebie i tym samym uzupełniają. Są najlepszymi przyjaciółmi, którzy wszystkim ze sobą się dzielą 😉 Jest bodajże siedemnaście rozdziałów-opowiastek.
Co „robi” tę książkę to fakt, że jej autorka, czyli Karina Schaapman sama stworzyła bohaterów czyli myszy Julię i Sama i ich rodziny i przyjaciół i znajomych. Ale również wykonała dla nich własnoręcznie i z rozmaitych materiałów dom. Nie tam domek, to dom, domiszcze 😉 Ma masę pokoi, skrytek, pomieszczeń. Zdjęcia domu są w książce. Wszystkie pomieszczenia mają zarówno meble, jak i wszystkie znane nam z domów, z otoczenia przedmioty. Książki, dywany, meble, zabawki dziecięce. Wyposażenie kuchni (łącznie z miniaturowymi gumowymi żółtymi rękawiczkami chroniącymi ręce przed szkodliwym wpływem detergentów:). W łazience jest pralka, znana nam pasta do zębów, w mydlarni kostki znanych nam mydeł, które myszy mogą nabywać. 
W tej książce poznamy kilka pomieszczeń, w których mieszkają czy poruszają się myszy zamieszkujące dom, jak również ciastkarnię, sklep wędliniarsko rybny, mydlarnię.

Janeczek bardzo polubił tę książeczkę ale nie mniej polubiliśmy ją i my, rodzice. Ja osobiście mogłabym godzinami przeglądać zdjęcia, które zostały wykonane specjalnie do opowieści przedstawionych w tej książeczce.
Miniaturowe książki, o znanych nam tytułach, okładki płyt, rośliny, kosmetyki, akcesoria kuchenne czy łazienkowe. Oglądam, oglądam i podziwiam pomysł i pracę autorki, która wykonała naprawdę żmudną robotę, która jednak daje niesamowity efekt.  
Moja ocena to ponownie 6 / 6.