„Mrok jest miejscem”. Ariadna Castellarnau.

 Wydana w Bo.wiem. Kraków (2024). 
Przełożyła Justyna Sterna.  
Tytuł oryginalny La oscuridad es un lugar.

Szczerze mówiąc, nie jestem pewna, jakbym zareagowała, gdyby moje dziecko zadedykowało (a tak zrobiła autorka, pisząc „Moim rodzicom”) mi akurat tę książkę. A serio, ucieszyłabym się oczywiście z każdej dedykacji. 

Ta wzięta z osiedlowej Książkodzielni książka okazała się kolejną w nie tak odległym czasie książką, o której właściwie niełatwo mi coś napisać. 
Jest to zbiór ośmiu opowiadań, rozpoczynający się zresztą opowiadaniem noszącym tytuł zbioru. 

I naprawdę, trudno jest mi coś o nich powiedzieć. Napiszę więc to, co notowałam sobie podczas lektury. 

Opowiadania są naprawdę przedziwne. Nie są lekkie, nie. Osoba hiszpańskojęzyczna, która miała możliwość przeczytania w internecie fragmentu pierwszego opowiadania orzekła, że język jest „surowy”. I to chyba bardzo trafnie oddaje to, jaki jest język tych historii właśnie. Surowy. Nie chcę rozróżniać literatury na kobiecą i męską ale szczerze, gdybym nie wiedziała, że napisała je kobieta, nie wiem czemu, ale wzięłabym za pewnik to, że ich autorem jest mężczyzna. 

Te osiem opowieści faktycznie wydają się wyłaniać z mroku. Jakby ów usiadł i klepnąwszy miejsce koło siebie powiedział do czytelnika „Siadaj obok!”. 
Klimat to właściwie dojmujący smutek, jakaś atmosfera rozedrgania i niepewności. Właściwie wszystko, co może pójść źle, idzie źle. 
Na okładce Wydawnictwo pisze, że „Bohaterami (…) są rodzice i ich dzieci uwikłani w destrukcyjne relacje”, ale nie chodzi tu według mnie jedynie o tę więź i pokrewieństwo, tym bardziej, że nie tylko ta realacja rodzicielsko-dziecięca jest tu przedstawiona. Chociaż, to prawda, że głównie ta. 

Nie potrafię pisać o nich, że mi się „podobają”, bo to trochę tak, jak piszą w komentarza podcastów true crime niektórzy, że „super, będzie nowy materiał do posłuchania do snu” ;/ No więc, nie. Trudno jest tu napisać, że te treści i ich forma mogą się „podobać” bo estetyki i słodkości tu nie znajdziemy. Za to mogę napisać, które opowiadania zrobiły na mnie wrażenie, a są to : „Calipso”, „Marina Fun” (pomysł stworzenia pół chłopca pół syrenka zrobiło na mnie wrażenie), „Z nagła powódź” (ojciec tworzący z kości postać córki zmarłej podczas powodzi jest dość przygnębiającą postacią), „Wyspa w chmurach” (iście biblijny motyw dziecięcia podrzuconego na progu domu w wiklinowym koszu). 

Na pewno nie jest to literatura krzepiąca, czy podnosząca na duchu. No, przynajmniej mnie ani nie pokrzepiła ani na duchu nie podniosła. Natomiast zdecydowanie jest to ciekawy eksperyment z mojej strony sięgnąć po coś takiego, bo faktycznie zbyt rzadko sięgam poza tak zwaną wypróbowaną strefe komfortu. No więc tu wyszłam z tego poczucia komfortu, pokręciłam się w mroku i przygnębieniu i wracam w bezpieczne strefy (kryminałów, hmmm, sama nie wiem, co o tym myśleć). 

Moja ocena to 5 / 6.