„Postscriptum”. Anna Karpińska.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2020).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Pierwsza część dwutomowego cyklu „Pamiętaj o mnie” to opisywana niedawno przeze mnie książka „List”. „Postscriptum” to rozwinięcie losów Małgorzaty Korcz, poczytnej autorki książek dla kobiet jak również jej przyjaciół i rodziny. No i przede wszystkim, tu prośba do osób, które nie czytały części pierwszej a nie chcą wiedzieć, co się zdarzy aby zaprzestały dalszej lektury tego wpisu, w „Postscriptum” rozwinięty jest wątek znajomości Małgorzaty i Jonasza Grada, którego bohaterka poznała w części pierwszej.

W tej części Małgorzata mieszka wraz z siostrą Michaliną, spodziewającą się bliźniąt. Od ujawnienia prawdy o tym, jak naprawdę wygląda historia rodziny Korczów, Zosia, najmłodsza latorośl odcina się od matki, podżegana do tego przez wietrzącego w tym zwycięstwo nad zaraz byłą żoną, tatusia i , co ciekawe, przez obie babcie. Ciekawy jest wątek relacji Małgorzaty z jej matką, które to relacje od zawsze nie jakieś bardzo gorące z czasem stają się coraz bardziej nieciekawe. Brak wsparcia ze strony najbliższych w trudnym czasie przed rozprawą rozwodową nie pomaga Małgorzacie a zajmuje się zarówno ciężarną siostrą jak i skupia się na innych zajęciach, starając się zająć niewesołe myśli.

Muszę przyznać, że tę część cyklu uważam za lepszą od części pierwszej (pomimo irytującego mnie nieco zachowania bohaterki nieco przed zakończeniem książki).
Anna Karpińska nie słodzi w swoich opowieściach. Kiedy jest rozwód z toksycznym mężem stosującym nieczyste zagrania w codziennym życiu, wtedy i sama rozprawa i czas przed nią do najmilszych nie należy.
Kiedy dzieciom wali się dotychczasowe życie rodzinne, nie kwitną i nie epatują szczęściem a raczej mają pretensje do losu a bywa, że matki, że rozbiła rodzinę.
Kiedy ktoś zdradza partnera, nie znajduje natychmiast wybaczenia i miłości.
Są i choroby i zwykłe życiowe perypetie. Są też rodzinne i nie tylko dramaty, czasem kończące się lepiej, czasem zaś bez happy endu, jak w życiu.

Czego mi zabrakło w tej części to reakcji przede wszystkim samej Zuzanny, najstarszej córki Korczów, w obliczu nowej wiedzy na temat pochodzenia kobiety. Chętnie poczytałabym coś więcej poza tym,że w sumie Zuzanna dość spokojnie przyjęła za fakt to, że Rafał nie jest jej biologicznym ojcem. Stwierdzenie, że „nigdy mnie nie lubił” wydało mi się zbyt lakoniczne.

Niemniej jednak, jak pisałam, „Postscriptum” jest według mnie o wiele lepszą i ciekawszą. Postaci wykazują się bardzo możliwymi do zaistnienia cechami jak również podejmują wiarygodne działania. To do mnie przemawia bo lubię, kiedy bohaterowie są wiarygodni i możliwi a nie sztuczni lub, co gorsza, biało czarni.

Moja ocena tej książki to 5.5 / 6.