Wydana w Świat Książki. Warszawa (2013). Ebook.
Przełożyła Iwona Kordzińska-Nawrocka.
Tytuł oryginału At home in Japan.
Czytając wspomnienia czy opis życia w Japonii najczęściej niestety jednak mamy do czynienia z kimś, kto przebywał tam jednak czasowo. Dlatego jak sęp na padlinę rzucam się na cokolwiek co dotyczy kogoś, kto w Japonii spędził czas nie turystycznie a kto tam zwyczajnie mieszka, żyje. Nie inaczej było w tym przypadku, czyli podczas lektury książki autorstwa Amerykanki mieszkającej w Japonii od blisko trzydziestu lat. W dodatku, co jest plusem, na japońskiej prowincji.
Ponieważ ostatnio o życiu na prowincji japońskiej czytałam tu, o, opisuję w tym wpisie, więc jak widzę, dość dawno.
„W Japonii czyli w domu” nie zawiodła mnie. Nie spodziewałam się fajerwerków ale za to wręcz otrzymałam więcej niż oczekiwałam. Autorka nie analizuje dogłębnie kultury Japonii a opisuje swoje wrażenia, swoje refleksje po tych dziesiątkach lat spędzonych w Japonii. Odniosłam wrażenie, że takie „uporządkowanie” myśli było jej najbardziej potrzebne. I uważam, że warto, że na to się skusiła.
Już kiedyś chyba wspominałam, że gdy czytam opisy życia w Japonii to bez względu na to czy są to opisy Polaków czy też innych nacji, to są dwie opcje, albo często krytyczne i narzekające albo wręcz bałwochwalcze co przy całej sympatii do tych zachwyconych, ale wpływa też na moją lekturę bo zwyczajnie, nie dowiem się prawie nigdy czy kraj ten posiada jakiekolwiek minusy.
Rebecca Otowa podeszła do tematu jeszcze inaczej, odnoszę wrażenie, że chyba wyszło jej to przypadkiem. Jak mówię, po prostu zebrała w książce swoje spostrzeżenia, swoje refleksje po tylu latach spędzonych w Kraju Kwitnącej Wiśni. W centrum opowieści ustawiła, i słusznie, siebie i wokół swojej postaci opowiada o życiu, o zwyczajach, o pracy w gospodarstwie.
Niełatwo było jej na pewno wdrożyć się w życie w Japonii a na pewno niełatwo było jej przenieść się na wieś a mimo to widać, że zdecydowanie jej się to udało.
Ja czytając jej opowieść wręcz odnosiłam wrażenie, że ona usiłując zjednoczyć się z nowym miejscem zamieszkania, jakby wręcz zapomniała o sobie samej. Skupiła się na wypełnieniu oczekiwań jakie wobec niej wysuwano werbalnie bądź nie. Czy to dobrze? Wydaje mi się, że nie do końca i chyba sama autorka podczas tego porządkowania myśli, sama w jakiś sposób zdaje sobie z tego sprawę. Już nie przejmując się tym czy owym, stwierdza, że do pewnych spraw zmusić się nie zamierza, szczególnie gdy są one sprzeczne z jej uczuciami czy odczuciami czy potrzebami.
Podobało mi się, że autorka nie narzeka a widzi w swoim życiu w nowym, starym już miejscu raczej więcej pozytywów. Jest, co wyraźnie czuje się podczas lektury, szczęśliwa w małżeństwie i rodzinie. Baaardzo pięknie i ciepło wyrażała się nie tylko o swoim mężu ale o dwóch synach, z których widać, że jest naprawdę dumna.
Ponadto co uważam za bardzo miłe, zna ona historię rodziny męża (o co może nietrudno gdy mieszka się w ponad trzystuletnim domu!) i widać, że traktuje ją jak część swojej historii.
Ogólnie podejrzewam, że wytrawni znawcy Japonii oczywiście do wielu rzeczy w tej książce by się przyczepili. Ja się nie przyczepiam, jak mówię, dostałam wręcz więcej niż oczekiwałam i miałam udaną lekturę.
Moja ocena to 4.5 / 6.