Życzenia Świąteczne…

…dziś już składam Wam z Okazji Nadchodzących Świąt Wielkanocnych.

Życzę Wam Zdrowych, Spokojnych Świąt Wielkanocnych a serc rozpromienionych Radością i nastrojem Odrodzenia, który (przynajmniej mnie) towarzyszy tym właśnie Świętom.

Z prozy życia, to Smacznego Jajeczka i takich Świąt, jakie najbardziej chcecie mieć, czyli jeśli rodzinne i gwarne to takie a jeśli spokojne czy kameralne, to niech takie właśnie będą.

pełnia pełni…

…taki wyszedł mi tytuł. Po pierwsze, tradycyjnie od kilku dni czułam dzisiejszą (to już zaraz, o 10.30) pełnię. No, ale już „po” będzie z górki. Nie lubię nastrojów przed pełnią. Jestem wiecznie podenerwowana i sny mnie męczą. Pamiętam, że często miałam wejścia na blog z hasłem „pełnia a poród”. U mnie niestety, nerwy na końcówce ciąży plus druga sierpniowa pełnia właśnie poród przyspieszyły. Tak więc wierzę w to, że pełnia na ciężarne kobiety działa. Ciekawe, bardziej bałam się pełni przed porodem Emilki…O tej przed porodem Janeczka wiedziałam, że będzie, była o 15.57 i ja jak w zegarku, od szesnastej zaczęłam odczuwać silne i coraz częstsze skurcze. Ale wciąż nie przypuszczałam, że jeszcze tego dnia zobaczę Janeczka po tej stronie brzucha, jak mawia moja Przyjaciółka.

filmowo…

…zbiorowo;) 

Zapomniałam się pochwalić, że jakiś czas temu udało mi się otrzymać plakat z serialu „Paradoks” z autografami reżyserów, autora scenariusza i aktorów:) Wzięłam udział w akcji organizowanej na fejsie, która miała na celu jednak uświadomienie telewizyjnym włodarzom, że ambitniejsze i niszowe seriale tak naprawdę TEŻ mają miłośników w gronie widzów telewizji tak zwanej publicznej i podobno z misją.

Udało nam się na raty ale jednak obejrzeć „Zakochanych w Rzymie”, Woody Allena, który nabyliśmy czas jakiś temu. Nie jest to „O północy w Paryżu”, który naprawdę nam się podobał ale akurat mieliśmy na coś tak totalnie lekkiego chęć i wpisał się w tę chęć znakomicie. Wśród wątków najwięcej ubawił nas ten dotyczący celebryctwa absolutnego czyli państwa „znanych z tego, że są znani” a nie z jakiejkolwiek innej sensownej przyczyny. Naprawdę super pokazane to, co obecnie ma miejsce…

A z super odkryć i świetnych seriali, jakie ostatnio na antenie odkryliśmy to „Downton Abbey”. Cóż to za perełka wśród większości seriali emitowanych na właściwie wszystkich kanałach. Na ich tle właściwie nie jest jak perła, jest jak diament, przynajmniej oczywiście według mnie. Angielska prowincja, tuż przed wybuchem IWŚ. Wielka, pyszna rezydencja ziemska. Pan domu, który zarządza , pani domu, która czas spędza na herbatkach wypełnionych perlistym śmiechem dam i wieczornych spotkaniach głośnych od szumu wytwornych kreacji. W końcu trzy córki owej pary, z której każda prezentuje inny charakter i typ urody. To jeden świat. Drugi świat, z perspektywy którego poznajemy akcję filmu to świat służby, który to świat posiada swoje własne „gwiazdy” i charaktery różne jak woda i ogień. I tak oto te dwa światy egzystują obok siebie a czasem wspólnie, co może ale nie musi dziwić. I każdy z tych światów ma swoje własne grzechy, grzeszki i tajemnice. Niektóre z nich wychodzą na wierzch dość szybko, inne zaś powolutku, dopiero się przypiekają, pewnie wyjdą na wierzch niebawem. 
To świat, w którym wszystko dzieje się powoli, niespiesznie na pokojach czyli w domu Państwa i szybko, perfekcyjnie w pomieszczeniach służbowych. To również świat, który nie wiem czy jeszcze istnieje? Chyba nie. Bo to świat, w którym na wieść o tym, że pewien mężczyzna pracuje w kancelarii adwokackiej pańcie robią kwaśną minkę i układają usteczka w skrzywiony dziubek jako, że to okropne faux pas:) Ach, to świat, z którym praktycznie kontrastuje wszystko, co znamy z współczesności. Świat zabawy, rautów, kolacji, po których można długo spać, ale też i zagadek, kto nas podkupi, a za kogo trzeba będzie się wydać aby uratować rodzinny majątek. Emocje powolutku delikatnie sobie pyrkocą, co pewien czas wybuchając jak bąbel z za gorącego sosu na kuchence…
Jeśli dodać do tego wspaniałą scenografię, miłe oku plenery, wspaniałe kostiumy, fryzury i jak zwykle nienaganną grę angielskich aktorów (wspaniała, jak zwykle Maggie Smith jako hrabina Grantham!) to mamy cacko, które oczywiście nasza misyjna telewizja wtryniła w najgorsze pasmo oglądalności czyli poniedziałek o 22.00 kiedy to większość narodu padnięta poniedziałkiem dawno już zmierza w kierunku łóżek…Dobrze, że jest funkcja nagrywania a z forum dowiedziałam się też, że niektórzy kolejne już sezony oglądają gdzieś w sieci…Mam złe przeczucia, że oczywiście oglądalność będzie na tyle kiepska, że drugiego sezonu się nie zobaczy. Przynajmniej w tej telewizji. Obym się myliła, oczywiście!

Miłego, spokojnego weekendu Wam życzę!

Bo w mediach mało…

…i chyba pierwszy dzień wiosny jednak „zabrał” ten dzień osobom, które też ten dzień celebrują. 

21 marca to również Światowy Dzień Zespołu Downa. 

Z tej okazji życzę Wszystkim Osobom z Zespołem Downa jak i ich Najbliższym tradycyjnie, jak rok temu i poprzednio, przede wszystkim zdrowia i możliwości jak największego i najlepszego rozwoju. Ludzkiej tolerancji i ciepłego słowa a nie rzucania pod nogi kłód. 
I szczęścia!

„W tajnej służbie”. Lee Child.

Wydana w Wydawnictwie Albatros. A. Kuryłowicz. Warszawa (2013 wydanie elektroniczne).

Tytuł oryginału Without Fail.

Przełożyła Paulina Braiter.

Książka ta została już wcześniej wydana pod tytułem „Bez pudła” i była to jedyna, której „brakowało mi” do kompletu przeczytanych do tej pory książek (teraz doszła najnowsza czyli „Ostatnia sprawa” ale to już też mam na ebooku). 
No, muszę powiedzieć, że gdyby nie pewien interesujący i bardzo absorbujący Młody Człowiek, przeczytałabym ją o wiele, wiele szybciej niż to miało miejsce, jako, że czyta się ją świetnie i nie można się od niej oderwać.

Ci, którzy czytają dłużej mój blog wiedzą, że książki Lee Childa to jedyna tak naprawdę sensacja, jaką czytam, ale za to jaka to sensacja! Z gatunku najlepszych.

Jeden z moich ulubionych książkowych bohaterów, Jack Reacher tym razem wraca po części do wspomnień i przeszłości. Wraca do wspomnień o zmarłym bracie, z którego to brata byłą dziewczyną spotyka się. I która to dziewczyna ma pewne niecodzienne zlecenie dla Jacka. Z gatunku tych niebezpiecznych i niewykonalnych. Szybko okazuje się , na czym konkretnie owo zadanie ma polegać a z czasem Reacher dowiaduje się szczegółów sprawy, zwłaszcza odkąd z byłą koleżanką z wojska zostaje praktycznie zatrudniony w Secret Service aby przeprowadzili oni pewien można to nazwać „audyt”.

Jak to jest u Childa, od tej pory akcja rozkręca się i nabiera tempa abyśmy jako czytelnicy wciągnęli się w akcję i nie mogli od niej oderwać. W tej części trochę więcej poznajemy samych relacji braterskich, jakie łączyły głównego bohatera z jego zmarłym bratem. Po raz pierwszy też i raczej jak sądzę, raczej po raz ostatni a na pewno nieliczny, Jack Reacher występuje ubrany w markowe garnitury, eleganckie koszule, krawaty i błyszczące buty.

No i, co nie do pogardzenia, miło czyta się kolejną część mając świadomość, że Reacher jak zwykle wyjdzie z opresji praktycznie bez szwanku, a przy okazji posprząta po złych ludziach i pozamiata brudy tego świata.

Moja ocena to 5.5 / 6.

po obejrzeniu…

…prognozy pogody po dzisiejszych „Wiadomościach” jestem pewna, że wiosny w tym roku nie będzie. Odwołali ją. Przejdziemy od razu do jesieni a po drodze mieć będziemy ohydny urywający łeb wiatr, paćkowaty śnieg bądź zamarzający tuż przy ziemi deszcz i ogólną bryndzę.

KTO UKRADŁ WIOSNĘ???

już wiosna stała…

…jedną nogą w Lesie Kabackim, już można powiedzieć,że witała się (niekoniecznie z gąską, chociaż, może z tymi w przelotach?) a tu zonk, mróz, śnieg sypie i nie zamierza przestać. Pokonywanie chodników zwłaszcza z wózkiem znów stało się uciążliwe. W dodatku doszły nas wieści, że jedyna okoliczna górka, która zimą tętni od dziecięcego śmiechu i radości ma zostać zlikwidowana, a raczej-powstaną na niej kolejne bloki. A my , nie wiedząc, oczywiście o tym, obiecaliśmy Janeczkowi, że za rok będziemy tam z nim chodzić na sanki:(

Za to zeszły tydzień prawie cały był piękny. W moje Urodziny pogoda dopisała , słońce, ciepło, zupełnie jak nie w moje Urodziny, które jednak najczęściej mam jak dziś, z mrozikiem i śniegiem często gęsto.

Od Bliskich dostałam piękne prezenty, od P. i Mamy prezenty ze sklepu, który mnie zachwycił, czyli z Etnikany, który to sklep jest z gatunku tego, z którego jak bym weszła to nie ma, że wyjdę z pustymi rękami. 

Od Janeczka 🙂 dostałam płytę „Mozart Exclusive”, a od P. jeszcze wieczne pióro (uwielbiam;) i koncerty Rachmaninova w wykonaniu Krystiana Zimermana. Pierwsza płyta , ta od Syna, już odsłuchana kilkakrotnie, piękna, wspaniałe, smakowicie dobrane wykonania a Rachmaninov czeka na swoją kolej.

Zdaje się, że Hortensja prosiła mnie abym dała znać, co podczas mojego poznawania, smakowania muzyki klasycznej spodoba się szczególnie. Otóż, ku mojemu zdziwieniu, okazuje się, im więcej i dłużej słucham i poznaję, że…bardzo dużo utworów znam! Nie wiem, skąd, ale znam. I tak właśnie było z Edvardem Griegiem. No i z Mozartem podobnie. Bardzo podobają mi się Koncerty Brandenburskie Bacha. 

Dobrego, spokojnego tygodnia Wam życzę!

37…

…na liczniku.

Czego sobie życzę w Dniu Urodzin? 
Zdrowia. Dla moich Najbliższych i mnie samej.

I Szczęścia. Jak wyżej.

I chyba nic mi więcej nie trzeba.

Jakby ktoś mnie chciał rozpieścić może mi życzyć wygranej w grę losową na cztery litery cobym sobie w końcu kiedyś mogła ten dom z ogrodem kupić. Ale na moich warunkach czyli w mieście:) Stąd mi tej wygranej trzeba. A jak nie wygram, to…nic się nie stanie.
I tak w pewnych kwestiach zdarzyło mi się już w życiu prawdopodobieństwo niemal niemożliwe do zaistnienia. W tej najgorszej i najwspanialszej kwestii. Życie.

W czas okołourodzinowy zawsze za dużo myślę. A myślenie mi nie służy. I tak wiem, że mimo, że ludzie życzą często spełnienia Marzeń to są marzenia, które…nigdy się nie spełnią. Bo nie mamy jeszcze mocy cofnięcia czasu i zaingerowania w przeszłość…

Z drobnostek to życzę sobie tylko udanych książek do czytania, samych świetnych filmów do obejrzenia i udanych wyjazdów całą naszą trójką.

Co się zmieniło od ostatnich Urodzin, o których pisałam tu? Na świecie pojawił się nasz Syn, Janeczek. I te Urodziny będą niezwykłe właśnie dlatego, że On z nami Jest. To właściwie największy i najwspanialszy prezent, jaki otrzymałam. 

Odnowiłam dawno utraconą znajomość…warto jest czasem odezwać się do kogoś lub co miało miejsce w tym przypadku, przyjąć wyciągniętą przez Kogoś dłoń. Więcej takich miłych powrotów znajomości bym sobie życzyła. 

Jak Ktoś chce powinszować, to tradycyjnie, to jest ten wątek:) 

A ja dziękuję za już otrzymane kartki z Życzeniami i smsy:) jak również Życzenia w innych miejscach. Miło, że Pamiętacie! To dla mnie bardzo ważne!

:)

niedzielne śniadanie szykowane przez P. Ja kotłuję się jeszcze w łazience i słyszę rozmowę moich Panów. Dla dalszej opowieści wyjaśniam, że istotnym faktem jest ten, że od wczoraj rozpoczęliśmy rozszerzanie diety Janeczka.

No więc słyszę jak P. mówi do Janeczka „Tata kroi kaszkę do jajecznicy”. Ja wystawiwszy głowę zza drzwi sądząc, że się przesłyszałam i pytam „kaszkę?”.

P. już do mnie „Nie chcę Mu mówić, że boczek jest smaczniejszy”.

Kurtyna:)

pół roku!

Dziś późnym wieczorem (wczesną nocą?:) minie pół roku Janeczka. Dwudziesty szósty tydzień skończony będzie czyli kalendarzowo, jakby nie było, pół roku. Ależ zleciało! Naprawdę pamiętam dzień, kiedy przyszedł na świat. I pomyśleć, że jeszcze rano robiłam badania z krwi potrzebne na…no właśnie, na przyszłość. Mały Jan jednak postanowił sam wybrać sobie dzień narodzin. I miał rację. Trzeba samemu brać sprawy w swoje ręce.
Na samym początku perspektywa pół roku brzmiała bardzo odlegle ale szybko okazało się, że przy takim maluchu czas biegnie szybciej w dwójnasób i oto mamy półrocznicę.

Janeczku, życzę Ci abyś zawsze był Zdrowy, Szczęśliwy, abyś czuł, jak bardzo Cię z Tatą kochamy i abyś wiedział, że żeby nie wiem, co, zawsze będziemy obok Ciebie abyś zawsze mógł się do nas zwrócić. Życzę Ci też abyś miał zawsze koło siebie serdecznych, oddanych Ci ludzi. Którzy nie zawiodą w żadnej sytuacji.

Kocham Cię Synku!