…nie umiem …nie umiem śmiało wejść w przyszłość, od dawna jedną nogą wciąż tkwię w przeszłości, w tym, co było dobre…
Dziś wspomnienie muzyczne z początku liceum. UWIELBIAM. Wrócę. Kaseta dawno poszła precz. Zamierzam nabyć płytę. Nie może być, żebym nie miała JEJ płyty. I tak zbyt długo zwlekałam.
ps. okazuje się, że po latach dokładnie pamiętam słowa piosenek. Bez komentarza;)
„Bądź zdrowa, Lizbono”. Ana Veloso.

Wydana w Wydawnictwie Świat Książki. (2009). Tłumaczenie (z niemieckiego) Magdalena Jatowska.
Oj, zawiodłam się na tej sadze. Każdy, kto mnie zna, wiedział, że sięgnę po nią na pewno z racji "Lizbony" w tytule, to bowiem obok Wiednia miasto , które darzę ogromnym sentymentem (jedna z naszych najpiękniejszych wypraw właśnie do Lizbony była).
Raz na jakiś czas mam właśnie chęć również na sagi, opowieści rodzinne, w których nie brak wydarzeń również z historią w tle, w których jest wielka a niespełniona miłość na przykład, grzeszne związki, których owoce dopiero na końcu zostają światu przedstawione itd itd. To wszystko teoretycznie miało mieć miejsce i w tej książce. No i niby było,ale…mdłe to jakieś, bez tego pieprzyku, niepokoju , który powinien towarzyszyć takiej lekturze.
Jednak do Montefiore to tej pani daleko.
Zaczęło się nawet nieźle, więc początek dość obiecujący zachęcił mnie do dalszej lektury. Jednak jak to mówią, im dalej w las, tym jakoś mniej mnie ta książka kusiła, nęciła. W międzyczasie porzuciłam ją przecież dla "Utraconej".
Mimo, że miało być w niej wiele namiętności, ja tych namiętności nie czułam. Wiem, wiem, dopiero co zachwycałam się tym w sadze japońskiej "Ulica tysiąca kwiatów", ale tam to było wielką zaletą…Teraz sięgając po "Bądź zdrowa, Lizbono" Any Veloso i czytając informację z tyłu jakoby to ma być powieść o cytuję z okładki książki "wielkiej, zakazanej miłości" spodziewałam się nieco więcej emocji, fajerwerków, wybuchowych sytuacji, sekretów, których ujawnienie aż się prosi. Tymczasem otrzymałam jak pisałam wyżej mdłą opowiastkę. Ludzie, nie pojmę, dlaczego bohaterowie, szczególnie związani wielką miłością i namiętnością, zachowywali się, jak pozbawieni mózgu osobnicy. Nie przekonywały mnie żadne postawy ani zachowania.
Parę razy zachowanie bohaterów było na tyle niekonsekwentne i niejasne, że tym bardziej do mnie nie przemawiały. Nawet czarny charakter nie miał możliwości pokazać się z tej najgorszej strony i w rezultacie sekret, w którego posiadanie wszedł, nie został ujawniony z jego strony, czego bym się w tego typie opowieści spodziewała jak najbardziej.
No nie, mnie ta książka zawiodła i akcją i rysem bohaterów. Lizbony też mi było za mało, a chociaż to myślałam, że mnie ucieszy.
Nie wiem, do mnie ta książka nie trafiła, nie przemówiła, bardziej wymęczyła, niż zaciekawiła.
Żeby odpocząć i mam nadzieję, mieć lepszą lekturę, zaczęłam teraz thriller "Bez śladu".
