
Wydana w Wydawnictwie Znak. (2009). Tłumaczenie Arkadiusz Nakoniecznik.
No, powiem tak. Nie żałuję żadnej książki tej pani, po jaką sięgnęłam. No, z wyjątkiem jednej, "Kto się boi dzikiej bestii", która mi się nie spodobała jakoś super, ale też nie zniechęciła do dalszej lektury.
Jak to w przypadku rewelacyjnych Skandynawów piszących współczesne kryminały, powieść Fossum "Utracona" to nie tylko kryminał. To także dużo obserwacji współczesnego świata, wiele refleksji dotyczących ludzi, interesujące tło obyczajowe. W tej książce, to mała miejscowość w Norwegii. Tak mała, że każdy zna tam każdego. A przynajmniej tak mu się wydaje. Kiedy więc dochodzi tam do makabrycznej zbrodni,(zostaje znalezione okrutnie okaleczone i zmasakrowane ciało kobiety pochodzącej z Indii) nikomu nie chce się wierzyć, że sprawcą jej może być ktoś ze „swoich”. Niemożliwe, aby był to na przykład syn naszych sąsiadów. Przecież tu u nas wszyscy są porządni i wspaniali, nie mamy między nami żadnych ciemnych charakterów, ludzi skrywających złe emocje, wręcz nienormalnych. To przekonanie zdaje się tak pokutować na mieszkańcach, że przekracza granicę możliwości dla niektórych poinformować policję prowadzącą śledztwo na temat sytuacji, i śladów, które mogą okazać się kluczowe dla śledztwa! Przyznaję, że dla mnie to było niezrozumiałe i nie umiałam tego pojąć.
Do tego wszystkiego w całej opowieści przewija się wątek miłosny. Przyznaję, że jak dotąd, chyba żaden kryminał tak mnie nie wzruszył. Właściwie to były tam trzy wątki uczuciowe. Pierwszy, to miłość do ukochanego zwierzaka, psa, który spędził z kimś wiele lat. Tylko ktoś, kto kocha zwierzęta i ma swoje własne zrozumie, o co chodzi. Drugi, to miłość między rodzeństwem, bratem a siostrą. Trzeci zaś wątek dotyczy związku jednego z mieszkańców i jego nowo poślubionej w Indiach żony, mieszkanki tamtego kraju. Tej, która została w bestialski sposób zamordowana w dniu przyjazdu do Norwegii, niewiele dalej od domu, w którym miała rozpocząć nowe , o wiele lepsze niż dotąd życie. Z kimś, kto ją pokochał, przyjął do siebie i tak bardzo cieszył się na jej przybycie.
O sile tego uczucia świadczy list, który kończy książkę a po przeczytaniu którego, przyznaję, że popłakałam się.
Bo ta książka, niestety, potwierdza to, co tak często się mówi w powiedzonku, które brzmi, że „biednemu zawsze wiatr w oczy”.
Bardzo dobra książka, która warstwę kryminalną zostawia otwartą a przez to jest chyba jeszcze bardziej prawdziwa, bowiem wcale nie wiemy do końca, czy tak naprawdę sprawcą jest ten, o którym myślimy, czy też może ktoś zupełnie inny, kto teraz się przyczaił, ale kto to wie, kiedy znowu się ujawni z następną zbrodnią.
Mnie się podobała, ja książki Karin Fossum polecam!
