
Mija dziś dziesięć lat, odkąd sobie z P. ślubowaliśmy. O poprzednich pisałam tu i tu.
Jak wiedzą ci, którzy dość regularnie czytają moje zapiski, jestem osobą, która nie lubi wszelakich urodzin, rocznic, sylwestrów i innych takich, bowiem łączy się to u mnie z jakimiś podświadomymi próbami podsumowania czegoś tam, ogarnięcia całości, nadania temu konkretnych znaczeń a to nie zawsze wychodzi mi na zdrowie.
Jednak, co tu dużo kryć, świętujemy i tego się nie zmieni. Świętujemy kameralnie, żadnych pomp ani cudów wianków z tej okazji nie będziemy urządzać, spędzimy ten dzień we dwoje, ale z poczuciem, tak myślę, radości, że te dziesięć lat potem wciąż jesteśmy razem.
Nie będę mydlić oczu, wszyscy, którzy są razem dłużej, niż rok czy dwa o tym wiedzą, że nie ma tak, że nasze życie usłane jest różami . No, niestety , nie;) a więc i nasze tak właśnie usłane nie jest.
Nie będę też was wkręcać, że jesteśmy małżeństwem idealnym, w takie nie wierzę, ani pary ani małżeństwa, ani jakiegokolwiek rodzaju związki międzyludzkie wszelakie. Powiedzmy jednak , że mimo wielu problemów, jakie nam towarzyszą od samego początku małżeństwa (w tym poważnych i rozległych kłopotów zdrowotnych, jakie nas dotykały i dotykają) wiemy jedno. Możemy na siebie liczyć. Właśnie na siebie , na nikogo więcej. To dużo i mało pewnie, ale może o to w tym wszystkim chodzi. Sama nie wiem.
Wydaje mi się, że to dopiero co był ten dzień, kiedy przysięgałam P. przed Ołtarzem i kiedy zaczynała się nasza droga jako małżeństwo. Czas leci i ten truizm wszyscy znamy, a więc i kolejnym rzucę, wydaje mi się, że to dopiero co było a dziesięć lat minęło.
Jesteśmy teraz w dość niepewnym pod pewnymi sprawami punkcie naszej wspólnej drogi. Jeszcze nie wiemy, jak dalej potoczą się pewne nasze plany i założenia. Czy wreszcie się coś uda, czy znów dostaniemy w twarz od losu. Któż to wie. Pozostaje nam starać się zachować w tym wszystkim optymizm. Pozostaje więc , jak te dziesięć lat temu , znowu wziąć się za ręce i ruszyć wprzód z nastawieniem, że razem da się wszystko pokonać.
„Zawsze razem” jak mamy wygrawerowane na naszych obrączkach. Zawsze. Razem.
Chciałabym za dziesięć lat powiedzieć sobie, że jest lepiej, niż było dziesięć lat temu. Ale nie, że jest gorzej. Tylko i aż tyle.
