Tegoroczny Nobel Literacki dla Herty Muller.

Hmmm. Herta Muller. Pierwszy raz od paru lat przynajmniej mogę powiedzieć, że wiem, w którym kościele dzwoni. Dzięki Reginie, która na moje Urodziny podarowała mi aż dwie jej książki mogłam rozpocząć jedną z nich, a była to "Sercątko". Niestety, poległam. Stopień depresyjności i przybicia w książce zdecydowanie przekroczył mój próg wytrzymałości i dotarłam do tak mniej więcej połowy.
No więc tak. Szkoda, że nie dla "mojego" kandydata ani przynajmniej dla Llosy, którego ta nagroda wciąż omija a szkoda. I proszę mnie nie przekonywać, że Nobel Literacki to okazja do wypromowania mało znanych nazwisk (akurat w przypadku Herty Muller o małoznaności już się powiedzieć nie da na pewno), bo to dla mnie nie argument. Noble w innych dziedzinach idą do znanych w świecie nauki nazwisk za osiągnięcia,może warto podobną zasadę również stosować do literackiej nagrody.
Znacie książki tej autorki? Jeśli tak, to która wam się najbardziej podobała?

I link z gazety na temat.

I jeszcze jeden.