sentymentalnie…

…mi się zrobiło. Jakoś tak mnie naszło na wspominki. Dziś akurat to może z racji wczorajszego listu, jaki wrzuciłam wczoraj do skrzynki. Pisząc do kogoś coś osobistego, gdzieś w tle tego wspomnienia osób z przeszłości, które mnie wtedy wspierały, dodawały sensu życiu itd. Moje ostatnie nastroje wciąż bardzo złe, ale nie chcę się nad tym rozpisywać.
W każdym razie ostatnio złapałam się na tym, że na youtubie znalazłam sobie stare odcinki (szkoda, że tak mało!) serialu, który oglądałam w siódmej i ósmej klasie. Oczywiście moi rówieśnicy będą pamiętać, o jaki chodzi, "W labiryncie". Nie wiem, jak Wy, ale ja go bardzo lubiłam, a teraz, jak go oglądam, to widzę, że wtedy właśnie otoczona byłam ludźmi takimi, jak tam. Ze swoimi wadami, zaletami, ale bardzo serdecznymi, ciepłymi, wspomagającymi. To serial, który teraz podoba mi się równie bardzo, jak wtedy, mimo topornej realizacji (pod względem technicznym), ale wydaje mi się bardzo prawdziwy. Zajrzałam na dyskusję na jego temat na filmwebie (bo filmpolski nie chciał mi się coś otworzyć) i widzę, że ludzie mają dokładnie takie samo zdanie na temat tego serialu, jak ja. Czyli, że oddaje on niesamowicie wiernie czas przełomów lat osiemdziesiątych/dziewięćdziesiątych, ale również, jest jakiś prawdziwy w tym wszystkim szczery. Bez koloryzowania do urzygu wręcz, czym raczą nas współczesne polskie seriale. Przepraszam za słownictwo, ale tak dokładnie myślę o polskich serialach dzisiejszych czasów. Praktycznie nie oglądam żadnych (z jednym wyjątkiem, do którego się nie przyznam;). Ale taka jest prawda, nie dla mnie tefałenowskie czy polstaowskie czy dwójkowe słody o wszystkich to pięknych i młodych i bogatych, żonatych czy mężatych z samymi ideałami a nawet jak trafi się mąż kanalia, to w odwodzie oczywiście same super chłopaki kandydaci na zastępcę już przytupują nogami ze zniecierpliwienia, coby się na miejscu owego męża kanalii znaleźć i kwiatami z perłami jak agent Tomek obdarować, a pocałunkami obsypać, a jak dzieci, to same zdrowe i śliczne i poczęte na życzenie , no jednym słowem cud, miód i orzeszki w polewie czekoladowej , czyli obok tak zwanego "prawdziwego życia" nawet toto nie stało.
Moja koleżanka z Australii, Polka, uwielbia wszystkie te słody, myśli zapewne, biedna, że tak wygląda współczesna Polska. Nie odbieram jej złudzeń. Po co. Niech wierzy, co tam?:)

"W labiryncie" zaczęłam oglądać nie od samego początku, dopiero Ania S. z mojej klasy (jedna z mądrzejszych i fajniejszych osób, jaką znałam w podstawówce) zachwycając się kiedyś w klasie, spowodowała, że namówiłam Mamę na obejrzenie jednego z odcinków i …wsiąkłyśmy, wciągnęłyśmy się.
A ja mówię, nawet po latach, mimo, że pamiętam, co się działo, chętnie do niego wracam.
Ach, jakoś tak mi się wspomnieniowo zrobiło…

Barcelona, Czarnogóra…

…Katedra w Kolonii.

Dublinia ze swojej podróży do Barcelony przysłała mi pocztówkę z trzema zdjęciami detali z Casa Batllo. Pięknie wygląda ta secesyjna kamienica.

Ekolozkaa z kolei podesłała pocztówkę z miasta w Czarnogórze, które nazywa się Herceg Novi. Wygląda przepięknie i zachęca do podróży. Podoba mi się architektura i palmy rosnące wśród starych domów! A zaraz obok morze. Ach.

Za to Obiezy_swiatka zaś podesłała pocztówkę ze zdjęciem Katedry w Kolonii. Ale zdjęciem nietypowym, bowiem zrobionym z lotu ptaka, a więc spoglądać można na ową katedrę tak, jak to robią właśnie kołujące nad nią gołębie na przykład;) Niesamowite wrażenie. Kiedyś zgadałyśmy się z Obiezy_swiatką, że obie bardzo lubimy styl gotyku w architekturze. Tym bardziej ucieszyła mnie ta pocztówka.
Dziękuję Wam dziewczyny i cieszę się, że miałyście udany wolny czas i wakacje.