Alina Białowąs

 „Bezsenne noce, senne dni”. Wydana w Wydawnictwie Replika. Poznań (2019). 
„Leniwe wieczory, burzliwe poranki”. Wydana w Wydawnictwie Replika. (2020).

Czasami w życiu jest tak, że ktoś czuje się tak, jakby nic mu nie sprzyjało w życiu. Los rzuca kłody pod nogi, bliscy go nie kochają, w pracy nie dzieje się nic ciekawego.
Tak właśnie czuje się bohaterka tej serii, Ewelina Klofta. 
Mająca pięćdziesiąt pięć lat kobieta od ponad trzydziestu lat żona Radosława Klofta i matka Igora, który jakiś czas temu wyprowadził się z domu zaczyna pewnej nocy analizować swoje małżeństwo i analiza ta nie prowadzi do niczego dobrego. 

Ogólnie mówiąc, kobieta dochodzi do wniosku, że jej małżeństwo jest do niczego i najchętniej zostałaby ona kobietą samotną ale nie osamotnioną, o nie! 
Ewelina sama wychowała się w domu, w którym nie do końca działo się dobrze, Ojciec zdradził jej mamę i rodzice rozwiedli się zaraz po tym jak Ewelina się usamodzielniła. Mama mieszka sama chociaż w pierwszej części pozna kogoś, kto osłodzi jej chwile samotności, ojciec bohaterki zaś z kobietą , z którą zdradził mamę Eweliny a którą obie panie nazywają niekoniecznie pieszczotliwie, Mumią.

Muszę powiedzieć, że pierwsza część czyli „Bezsenne noce, senne dni” nie szła mi najlepiej. Przyznaję, że podchodziłam do niej aż trzy razy i za ostatnią próbą postanowiłam, że jeśli tym razem nie pójdzie, porzucę ją, trudno. Jednak coś się zmieniło, „zaskoczyło” i ruszyłam z nią do tego stopnia, że pod koniec lektury zaczytałam się naprawdę do późnej nocy. 

Podobno postać Eweliny denerwuje czytelniczki. Czy ja wiem? Ja miałam wrażenie, że to wbrew pozorom wcale nie jakaś nietypowa postać. Mająca za sobą już lata nauki, pracy, wychowanie dziecka, które poszło na swoje. Do tego naraz nieco więcej czasu na analizę życia. Jedyne, co tak naprawdę mnie w niej irytowało to to, że ogólnie miała średni charakter i zwyczajnie była osobą niedojrzałą. Która to w dodatku wszystkie swoje grzeszki nieustająco tłumaczyła menopauzą, którą właśnie przechodziła. Natomiast akurat zgadzam się co do tego, że jej mąż, Radek, nie był jakimś niesamowicie świetnym mężem. I nawet jeśli sporo wad przypisała mu sama Ewelina to dalsza lektura ukazała mi postać mężczyzny , mimo chyba zamiaru Autorki, wcale nie w takim super świetle. Nie, nie był żadnym przemocowcem ani nic takiego ale zwyczajnie, nie był też mężem roku. 
Ogólnie mówiąc, związek państwa Kloftów jak sądzę, nie odbiegał od baaardzo wielu innych związków w kraju nad Wisłą. Był ani lepszy ani gorszy, przeciętny, dość przewidywalny. 

Niemniej jednak, jak mówię, w pewnej chwili coś „zaskoczyło” i byłam ciekawa jak potoczą się dalsze losy zarówno samej Eweliny jak i jej mamy, która przeżywa ciekawą relację. 

W drugiej części opowieści, noszącej tytuł „Leniwe wieczory, burzliwe poranki”, Ewelina wciąż analizuje swoje małżeństwo, z tym, że jest już przekonana, że jednak nie było ono takie najgorsze z możliwych. Mnie irytowało, że wszyscy przekonywali bohaterkę jak to jedynie ona jest „tą złą” a sam mąż jest niemal chodzącym ideałem. Nie, nie był. Niemniej jednak wiem, że w życiu jest też wiele osób, które uwielbiają dawać tak zwane „dobre rady” tak naprawdę niewiele wiedząc o tym, co trapi prawdziwie zainteresowanego.
Niemniej jednak, zaciekawiły mnie losy bohaterki, która co prawda nie do końca dała mi się polubić ale przynajmniej wydawała się postacią jak najbardziej możliwą do zaistnienia. Więcej bowiem na świecie narzekających na wiele i czepiających się innych ludzi niż chodzących ideałów, które rozsyłają dookoła uśmieszki, taka prawda. 

Druga część opowieści o Ewelinie wydaje mi się lepsza, lżejsza, zabawniejsza i bardziej wciągająca. Do tego stopnia, że byłam tak ciekawa jak potoczą się losy bohaterki, że aż zajrzałam na koniec książki aby zobaczyć co się wydarzy w jej życiu.

Moje oceny tych książek:

„Bezsenne noce, senne dni” 4.5 / 6 

„Leniwe poranki, burzliwe poranki”  5.5 / 6.

„Mafalda. Wszystkie komiksy. Tom 2”. Quino.

 Wydana w Wydawnictwie Nasza Księgarnia.  Warszawa (2020).

Przełożył Filip Łobodziński. 

Ci, którzy znają mnie nieco bardziej niż jedynie śledząc wpisy na blogu wiedzą, że jestem ogromną fanką komiksów o Mafaldzie i jej przyjaciołach. Co ciekawe, moją ulubioną postacią z tego barwnego grona komiksowych postaci wcale nie jest ta tytułowa postać. Co nie zmienia faktu, że po części pierwszej komiksów o Mafaldzie, nareszcie przyszedł czas na część drugą tych krótkich historii o świecie, życiu rodzinnym, społecznym. O nas. O Was.

Muszę powiedzieć, że kiedy czyta się Mafaldę a tom 2 zaczęłam czytać w roku ubiegłym chociaż dokończyłam w początku tegoż, nieco dziwnie odczuwa się fakt, że te, rysowane przecież kilkadziesiąt lat temu obrazkowe historie wciąż są zaskakująco aktualne. 

Świat nieustannie choruje, coś (jakiś kraj, kraje? ) go boli ;( Chiny nie lubią się z Ameryką i ogólnie, ciekawie czyta się te uwagi o kraju, z którego to w zeszłym roku nadciągnęła pandemia na zawsze zmieniająca losy świata i ludzi. 

Mafalda to dorosła dusza w ciele dziewczynki, chociaż oczywiście na potrzeby komiksów didaskalia zostały zachowane. 
Mafalda nosi więc dziewczęce sukienki, zapinane na guzik lakierki, we włosach ma kokardę. Ale jej uwagi o świecie, spostrzeżenia dotyczące polityki, realiów ją samą dotyczących bądź szerszych, z pewnością nie padłyby z ust parolatki, nawet tej najbardziej wnikliwie przyglądającej się światu. 

Jak już wspomniałam na początku, nie jedynie Mafalda zdaje nam relację z odbioru świata i życia. Tytułowa bohaterka ma grono zarówno rodzinne, w tej części jej brat Guille już całkiem sprawnie mówi, więc też bywa ciekawie gdy czyta się rozmowy siostry z młodszym bratem. Jest oczywiście mama, której Mafalda nie omieszka wbić szpilę za każdym razem gdy mama narazi się jej oferując na kolację zupę a ma to miejsce niemal codziennie. Jest tata, borykający się z szefem, współpracownikami i kredytem na samochód. Są też wierni i zawsze obok, przyjaciele . Susanita, z którą jak obie stwierdzą, łączy je relacja nosząca znamiona , cytuję „(…) Ale jak mam nie znosić kogoś obcego, to wolę nie znosić ciebie”. Jest też Felipe, Manolito, Miguelito, Swoboda, którzy stanowią niezwykle ciekawe typy osobowości i oczywiście, że przemawiają licznymi głosami tworząc jednak jeden odautorski głos Quino. 
Miniony rok, oprócz pandemii i wielu innych zmartwień , przyniósł też niestety , poczucie osierocenia dla Mafaldy pozbawiając Ją nie tyle komiksowego, co tego faktycznego, taty. Rysownik zmarł bowiem w końcu września ubiegłego roku. 

Pozostawił nam wiele, wiele naprawdę niesamowitych króciutkich opowieści, w których zawarł tak wiele mądrości na temat otaczającego świata, że traktujmy to jako spuściznę, za którą naprawdę powinniśmy być mu wdzięczni. 

Ja cenię jego opowieści o Mafaldzie i spółce za celność wypowiedzi, szczerość obserwacji siebie i innych, za to jak bardzo są one aktualne pomimo, że z postacią Mafaldy autor pożegnał się przecież w roku 1973. 

Moja ocena to oczywiście 6 / 6. 

„Wroną po Stanach”. Marcin Wrona oraz Maja i Janek.

 Wydana w Wydawnictwie Editio. Gliwice (2021). Ebook.

Książkę „Wroną po Stanach” dostałam jako prezent i bardzo za niego dziękuję bo ta książka okazała się dokładnie tym, czego potrzebowałam. Miłą rozrywką, subiektywnymi opisami, wspomnieniami, relacjami Marcina Wrony i jego dwójki nastoletnich obecnie dzieci, na temat ich poznawania Stanów. 

Nie jest to żadna analiza społeczno socjologiczna tego ogromnego kraju a jak mówię, spostrzeżenia, myśli, uwagi autora i jego dzieci. Oprócz podróży, na którą składa się osiem rozdziałów książki a więc jedynie wycinek USA poznajemy, dodane są tu również przepisy kulinarne, które autor z dziećmi wprowadził w swoją kuchnię. Przepisy, co warto wiedzieć, możliwe do odwzorowania w naszych polskich realiach. 
Poznajemy więc opowieści Marcina Wrony na temat Florydy, Hawajów, Nowego Jorku, Kalifornii, Virginii, w której autor wraz z Mają i Jankiem mieszkają, Chicago , Nowej Anglii i Południa Stanów.

Jak mówiłam, to dość lekkie rozważania, refleksje na temat tego, co w danym miejscu zachwyciło bądź nie, autora i jego dzieci. Jeśli ktoś liczy na kompendium na temat USA, nie sądzę aby czuł się po lekturze usatysfakcjonowany. Jeśli jednak , jak ja, oczekiwał rozrywki i po prostu uzupełnienia pewnej wiedzy czy właśnie osobistych spostrzeżeń, refleksji, uwag, powinien czuć się zadowolony. 

Nie ma tu też zbyt wielu zdjęć, co akurat mnie, czytającą książkę w formie ebooku nie martwiło zbytnio bo zdjęcia na czytniku to jednak nie to samo, co fotografie w książce papierowej ale może faktycznie to jedna z niewielu rzeczy, do których mogę się „przyczepić” pisząc o tej książce.

Ogólnie, dobry kawałek rozrywki, mnie zainteresowało i już ją nawet komuś zdążyłam polecić podczas rozmowy o tym, co czytamy w Nowym Roku. 

Moja ocena to 5 / 6.

Życzenia Noworoczne

 A teraz z innej beczki. 

Składam Wam Najlepsze Życzenia na nadchodzący Nowy Rok 2021 !!!

Zarówno nam jak i Wam życzę tego samego, aby był Zdrowy, Szczęśliwy i Radosny.

Abyśmy mogli wrócić jeśli nie w znanej „pełni” do tego co znamy to chociażby jak najbliżej jej .

Od lat spędzamy Sylwestra w domu, w tym naprawdę najbliższym gronie więc dla mnie to żadna nowina ale tym, którzy są niezadowoleni, życzę aby za rok mogli bawić się dokładnie tak jak sobie to wymarzyli i jak by chcieli !

Szczęśliwego, Zdrowego Nowego Roku 2021 !

Cieszmy się chwilą z Bliskimi, doceniajmy to dobro, jakie mamy !!!

Podsumowując…

 Jeśli miałabym określić rok mijający, użyłabym mocno niecenzuralnego wyrażenia (nie piszę „nieparlamentalnego”) bo zwyczajnie, w parlamencie padały już różne słowa, które w takim miejscu padać zwyczajnie nie powinny. Z przyjemnością czytam opinie osób, które na ten rok „generalnie nie narzekają”. Ja narzekam. Poziom lęku o moich Bliskich, o ich zdrowie, o moje własne zdrowie również, oczywiście, w rozmaitym kontekście, przerósł moje najśmielsze wyobrażenia. To był rok , w którym mam wrażenie, że ogólnie i masowo doświadczyliśmy poczucia straty. Straty poczucia bezpieczeństwa, często właśnie utraty zdrowia na rozmaitym poziomie (znam osoby, które wiadomy wirus przechorowały) , utraty pracy, miłości, poczucia wspólnoty czy w skrajnym przypadku, jak to było w sytuacji ostatniego żyjącego Brata mojej Mamy, niektórym przyszło przeżyć śmierć kogoś z rodziny czy grona przyjaciół.Rok 2020 wjechał cały na biało, od progu walnął nas w głowę a potem galopował z szyderczym uśmiechem i złośliwie punktując wszystko to, co przy okazji nie wychodziło.A według mnie to wcale nie był rok masowej życzliwości i wspólnoty, chociaż to oczywiście moje prywatne zdanie, którego nie trzeba popierać. I nie zauważyłam również, nagłego wysypu życzliwości ludzi względem ludzi, być może w bardziej hermetycznych środowiskach jest to jakoś bardziej widoczne.Nie wiem jak Wy ale ja tym mijającym rokiem jestem zwyczajnie, po ludzku, zmęczona.Mam ochotę położyć się jak Pedro i Pablo ( którzy to są jednymi z niewielu jasnych elementów 2020 roku) i…Nic nie robić.Przetrwałam już rok , straszny rok 2011, od którego zaczęłam liczyć „moje drugie życie” bo to, co się wtedy stało, zakończyło w jakiś sposób to, co znałam. Mam wrażenie, że na swój sposób rok 2020 pokazał mi ,że można taki straszny rok przerobić na skalę masową. I wiecie co? Wcale mi się to nie podoba 🙁Życzę nam i Wam Lepszego, Wspaniałego, Zdrowego i Spokojnego Nowego Roku 2021!
Chiara76

Książkowe podsumowanie roku

 Rok 2020 jaki był, każdy widzi. 

Rozwój epidemii, narastające poczucie lęku i obawy o zdrowie najbliższych, śmierć kogoś z rodziny właśnie na owego słynnego wirusa, nie spowodowało wzrostu czytelnictwa u mnie samej. Szczerze? Nie byłam tą panią z reklam książek, które wysypały się jak grzyby po deszczu w kontekście lockdownu i tego, jak to wiele teraz można sobie poświęcić czasu. Zwłaszcza, że doszła nauka online Syna a ośmiolatek kalendarza jak wykwalifikowana asystentka, sorry ale nie ogarnie. 
Nie tłumaczę się bynajmniej ! Absolutnie nie czuję żadnego żalu, że nie naczytałam się za wszystkie czasy. O wiele lepiej czyta mi się ze spokojną głową, bez nerwów. Na co liczę, że spełni się w nadchodzącym 2021 roku.

Niemniej jednak chcę napisać o paru książkach, które zrobiły na mnie wrażenie czy nawet całych ich seriach. A właściwie, serii o detektywie Harrym Boschu. Do której to serii wróciłam w wakacje i w którą wsiąkłam, co widzieliście śledząc mój blog uważnie. 

Bardzo się cieszę z tego powrotu a mniej się cieszę, że niestety, nie wszystkie części wydano w formie ebooków. Harry  Bosch to fantastycznie rozpisana postać, prawdziwa, z wadami i zaletami. Bezkompromisowy, mający zawsze swoje zdanie, którego nie boi się wyartykułować w obawie , że to zrazi do niego ludzi. Zraża, cóż. Jeśli ktoś przymyka oczy na jawną niesprawiedliwość, Bosch nie ma zamiaru tego tolerować. 

Na początku roku, zaraz przed pierwszym lockdownem poznałam wreszcie prozę pani Zofii Posmysz. Czytałam genialne „Wakacje nad Adriatykiem” i „Pasażerkę”, która chociaż równie dobra, podobała mi się nieco mniej. 

Zachwycił mnie tomik poezji Hanny Dikty pod tytułem „Cienie”. Według mnie warto sięgnąć po Jej poezję. 

Z zupełnie innego kalibru ale zachwyciły mnie horrory i thrillery Słowaka Josefa Kariki, jak również „Osiem” Czeszki Radki Trestikovej i dwa kryminały jej rodaczki Michaeli Klevisovej, „Kroki mordercy” i „Złodziejka opowieści”. Z horrorów to jeszcze zdecydowanie warte poznania były książki z serii „Dom na Wyrębach” Stefana Dardy. 

Cieszę się, że sięgnęłam nareszcie po Murakamiego i jego dwutomową „Śmierć Komandora”. 

W końcu roku zachwyciła mnie książka około świąteczna Joanny Szarańskiej, „Kraina zeszłorocznych choinek”. Jak pisałam, ta książka była dla mnie jak serdeczny człowiek, który mnie przytulił i powiedział, że wszystko będzie dobrze. 

A w ogóle, to w tym strasznym roku ratowały mnie książki i filmy dla dzieci. 
Wraz z Jasiem poznaliśmy rewelacyjny cykl Rafała Kosika o Amelii i Kubie (polecam!), zachwycił nas cykl o Strażnikach Ga’Hoole Kathryn Lasky, nie zawiodła kolejna część przygód Skarpetek Justyny Bednarek czyli „Zielone piórko Zbigniewa”. Ja spłakałam się okrutnie słuchając czytaną nam przez Jasia lekturę szkolną „Dziewczynka z parku” Barbary Kosmowskiej.  W końcu roku poznaliśmy dzięki książkowemu prezentowi dla Jasia, cykl o Smoku Pomponie pani Joanny Olech.

Cieszę się też z wydania polskiej wersji komiksów o Mafaldzie, zmarłego w tym roku rysownika Quino. Zwłaszcza, że Mafalda jest nieustająco aktualna. 

Właściwie nie powinnam narzekać. 
Nie wiedząc jeszcze jaki rok się szykuje, pod koniec roku 2019 podjęłam decyzję, że nie będę czytała „na akord”. Że będę czytała mniej, za to treściwiej. Muszę powiedzieć, że to postanowienie przyszło mi spełnić niejako też ze względu na czas jaki nastał, niemniej jednak okazało się postanowieniem całkiem dobrym. Czas spędzony nad dokładniej wybranymi lekturami okazał się bardzo wartościowy. Wiele z nich zostało w głowie na zawsze. 

Jak do teraz skończone mam 79 książek. Obecnie kończę zbiór opowiadań Agathy Christie noszący tytuł „Zbrodnie zimową porą”. Sadzę, że skończę ją do końca tego roku ale nie wliczam jej na razie w poczet przeczytanych książek. 33 z nich w moim prywatnym rankingu otrzymało 6 gwiazdek czyli najwyższą ocenę. 

Jeśli ktoś z Was chciałby napisać o swoich udanych lekturach z mijającego roku, chętnie poczytam. 

Życzenia Świąteczne

Powoli zbliżamy się w kierunku Świąt Bożego Narodzenia.
Tegoroczne, z pewnością będą odmienne od tych, jakie znaliśmy.
Ostatnio trudno mi wykrzesić z siebie wiele optymizmu, ale chciałabym aby tradycycji stało się zadość i przybywam dzisiaj złożyć Życzenia Świąteczne wszystkim Czytelnikom mojego blogu jak również tym osobom, które zajrzą na niego przypadkiem.

Czego mogę nam wszystkim życzyć w tym dziwnym czasie?

Z pewnością Zdrowia i Spokoju. Pamiętam, jak kiedyś ktoś „oskarżył” mnie, że te życzenia spokoju to tak naprawdę życzenia nudy.
Serio? Bo ja wątpliwej jakości atrakcji miałam w tym powoli już mijającym roku aż nadto. Po kokardę 😦 A zaczynam się obawiać, jaki okaże się ten nadchodzący nowy rok. I jeśli ktoś chciałby mi życzyć nudy , tak tak, nudy na ten nadchodzący czas, to może. Chętnie przyjmę jej jak najwięcej. Jak dla mnie 2020 był tak „atrakcyjny”, że chętnie się teraz mogę nudzić.

Zatem, na nadchodzące Święta Bożego Narodzenia składam Wam i Waszym Bliskim Serdeczne Życzenia przede wszystkim Zdrowia, Spokoju i Szczęścia.
Oby zawsze był obok Was ktoś, kto zauważy jeśli się posypiecie i będzie Wam źle i w porę wyciągnie do Was życzliwą, pomocną dłoń.

Nie chce mi się wierzyć, jak wiele dzieli mnie od tej, która składała odpowiednie życzenia rok wstecz. Nie mam wrażenia, że od tamtych chwil minął rok ale jakby co najmniej kilka lat.

Zdrowych i Spokojnych Świąt !!!

„Kraina zeszłorocznych choinek”. Joanna Szarańska.

 Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań  (2020). Ebook.

Jeśli miałabym Wam powiedzieć co mnie ostatnio pokrzepiło książkowo, to książki dla dzieci, które czytamy z Jasiem i…”Kraina zeszłorocznych choinek” Joanny Szarańskiej. 

Jakaż to piękna opowieść. Wiem, co możecie sobie pomyśleć mając w głowie hasło „książka świąteczna”. Ja też często podchodzę do tego hasła z obawami, że (nawet jak dla mnie ) ilość cukru i lukru przekroczy dopuszczalne normy. Jednak w przypadku książek świątecznych tej autorki mam pewnik, że jak w świetnym cieście, ilość potrzebnych składników będzie odpowiednio wyważona. Natomiast jest piękna, pełna czułości i wrażliwości tak nam potrzebnej zwłaszcza w tym niełatwym czasie. Podczas lektury nie raz i nie dwa się wzruszyłam a końcówkę przepłakałam ale takim dobrym płaczem ze wzruszenia pozytywnego jak najbardziej. Ta książka otuliła mnie jak najczulsze ramiona dobrej, ciepłej, kochającej mnie osoby.

Nie inaczej jest w „Krainie zeszłorocznych choinek” dziejące się w małej miejscowości na południu Polski o nazwie Świerczynki.  
Od razu napiszę, bohaterów jest tu wielu i wszyscy są w tej książce podobnie ważni. To lubię. 
Losy ich splotą się w ten czy inny sposób, a większość ścieżek poprowadzi do prowadzonego przez pana Józefa Pawłowskiego sklepiku z ozdobami świątecznymi „Kraina zeszłorocznych choinek”. Skąd taka nazwa i dlaczego prolog tej opowieści, w której w grudniu 2017 roku dowiadujemy się opowieści o owej krainie, snutej przez dziadka Bońka małemu Antkowi ? Dowiemy się tego z lektury książki, której akcja dzieje się równo dwa lata później, tuż przed Świętami Bożego Narodzenia 2019 roku. Nie ma jeszcze pandemii, można się spotykać, swobodnie rozmawiać, przytulać, świat jeszcze nie zwariował.

Chociaż, dla małego , poznanego przez czytelników Antka , trochę jednak zwariował. Jego rodzice się rozwiedli a on sam mieszka z mamą, Dorotą. Tata chłopca po rozwodzie wyjechał do Krakowa. 
W Krakowie poznajemy z kolei Ninę, młodziutką dziewczynę, która pracuje jako pomoc domowa starszej pani, Heleny Piwowarczyk. Nina marzy o świętach spędzonych z mamą Beatą i ciocią Danutą ale jej plany mogą się nie powieść. Syn pani Heleny zamiast spędzić czas z mamą, woli egzotyczne wakacje z którąś z kolejnych wybranek serca. 
Helena decyduje się jechać do Świerczynek wraz z Niną. Albowiem pochodzi z tego miasteczka i ma tam do załatwienia pewną bardzo, bardzo istotną sprawę z przeszłości. 

Już sama podróż obu kobiet do Świerczynek obfituje w przygody. Starszej pani daleko do nobliwej, spokojnej , cichej niewiasty siedzącej z książeczką do nabożeństwa w ręku. Ma temperament i parafrazując tekst z pewnego znanego filmu dla dzieci, „Nie zawaha się go użyć!”.

Tak więc obie panie łapią stopa czy też, lepiej byłoby określić, Daniel kierujący samochodem dostawczym zostaje przez panią Helenę ździebko przymuszony do podwózki ich do miasteczka. 

Kolejnymi bohaterami książki są prowadzący sklepik z ozdobami świątecznymi Józef, emerytowany nauczyciel historii w miasteczku i jego siostra, Józefa. Oraz jej kot 🙂 i pewien czarny kundelek. 

Losy tych ludzi dzieją się trochę osobno jak to zawsze bywa , trochę zaś się splotą. I jak pisałam, dróżki ich prowadzić będą z rozmaitych pobudek i powodów, do sklepiku o nazwie „Kraina zeszłorocznych choinek”. 

Co wyniknie z tych wędrówek i spotkań ? Jak w życiu. Wiele rozmaitych sytuacji. 
Muszę przyznać, że książka jest bardzo wzruszająca, naprawdę. Ale bez niepotrzebnego cukrowania i łzawości , nie nie. Natomiast, co mnie ogromnie ucieszyło, jest też pełna charakterystycznego dla pióra Joanny Szarańskiej i niepodrabialnego przez nikogo, poczucia humoru. I znowu, obyło się bez bezsensownych gagów, które raczej wymuszają śmiech niż bawią naprawdę. 

Scena balkonowa i z dziczkiem przejdą do mojej własnej czytelniczej historii 🙂

Bardzo, bardzo wiele dobrego czasu spędziłam nad lekturą tej książki. 
Uważam, że jest idealnym prezentem dla czytelnika, który lubi opowieści ze Świętami w tle ale niekoniecznie chce coś aż kapiącego od lukru ale jednocześnie ogromnie poprawiającego nastrój , który jak piszę, może być różny w tych naszych niełatwych czasach. 

Jeśli wciąż szukacie prezentu dla najbliższych, a może, kto wie, chcecie obdarować samych siebie? z całego serca polecam Wam tę książkę. 

Moja ocena to 6 / 6.

„Świąteczne tajemnice. Najlepsze świąteczne opowieści kryminalne”.

 Wybór i opracowanie Otto Penzler.

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2020). Ebook. 

Przełożyli Tomasz Bieroń, Janusz Ochab. 
Tytuł oryginalny The Big Book of Christmas Mysterie.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Za tydzień Wigilia a co za tym idzie, Święta już bardzo blisko. Być może szukacie jakiegoś ciekawego książkowego pomysłu na prezent dla miłośnika kryminałów? Jeśli wciąż jesteście na etapie poszukiwań, polecam Waszej uwadze ten zbiór opowiadań jako, że sama uważam czas spędzony na lekturze jego za udany.

Książka podzielona jest na kilka części : Tradycyjne opowiadania świąteczne, Zabawne opowiadania świąteczne, Świąteczne opowiadania o Sherlocku Holmesie, Sensacyjne opowiadania świąteczne i Niesamowite opowiadania świąteczne. 

Już samo to decyduje o tym, że każdy znajdzie w tym zbiorze coś dla siebie. Mnie osobiście najbardziej podobały się opowiadania ze zbioru Tradycyjne opowiadania świąteczne , Zabawne opowiadania świąteczne i Niesamowite opowiadania świąteczne. Ten pierwszy zbiór za takie klasyczne opowieści kryminalne , często z akcją dziejącą się w jakiejś wiejskiej posiadłości za tło mające organizację typowych Świąt Bożego Narodzenia , ten ostatni za niesamowity klimat i nastrój z duchami nawiedzającymi posiadłości i niepokojącymi ludzi. 

Cały ten zbiór mogę określić jako bardzo udany zbiór opowieści, może z wyjątkiem jednego, tego, w którym opowieść dotyczy postaci Lewisa Carolla. Nosi ono tytuł „Bożonarodzeniowy klient” i zazgrzytało mi to opowiadanie w tym zbiorze, nie pasuje mi ono (przypominam, że to moje osobiste odczucia). 
Niemniej jednak pozostałe opowiadania stanowiły dla mnie atrakcję i dobrze spędziłam czas podczas ich lektury. 
Podobało mi się, że nie są nadmiernie brutalne, nie epatują niepotrzebnym okrucieństwem. Intrygi są tu dość klasyczne i być może czasem nawet dość przewidywalne ale są to naprawdę dobrze dobrane opowiadania, tworzące idealny zestaw dla miłośników zarówno opowieści kryminalnych jak i Świąt Bożego Narodzenia. Wielokrotnie daje się odczuć tak zwanego Ducha Świąt, kiedy zwycięża dobro, źli ludzie nawracają, biedni otrzymują pomoc i wiele patowych wydawałoby się sytuacji kończy się dobrze. To mi się podobało. Lubię kiedy akcja książki pasuje do założeń „projektu” a takim jest zbiór opowieści kryminalnych z Bożym Narodzeniem w tle.

Opowiadania, które zapamiętam na dłużej to „Włamywacz i dziwadło” Donalda E. Westlake, „Święty Mikołaj na opak” Mereditha Nicholsona, „Kryminalna opowieść wigilijna” Norvella Page’a i „Boże Narodzenie w obozie” Edmunda Coxa, tu dodatkowo za egzotyczne tło opowieści, której akcja rozgrywa się w Indiach.

Polecam Waszej uwadze zbiór tych opowiadań. Jest naprawdę obszerny, będzie co czytać i jak już wspomniałam, każdy znajdzie w nim coś dla siebie. To bardzo dobry pomysł na lekturę w nieco może wolniejszy od codziennej gonitwy świąteczny czas, gdy można usiąść przy choince rozświetlonej lampkami , obok siebie postawić kubek z czymś dobrym do picia i oddać się lekturze.

Moja ocena to 6 / 6. 

„Chorwacka przystań”. Anna Karpińska.

 Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2020).

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Kiedy zaproponowano mi przeczytanie wznowienia „Chorwackiej przystani” jednej z moich ulubionych autorek, nie wahałam się ani chwili. Przyznam, że mam ją na czytniku ale obecna wersja została podobno wzbogacona. Trudno mi oceniać bo szczerze mówiąc, jakoś do tej pory po nią nie sięgnęłam ale teraz stwierdziłam, że już nadszedł czas tej książki.

Książka to dwugłos matki Anny i córki Weroniki. 
Annę poznajemy jako dziennikarkę gazety, tuż po trzydziestce, która we wrześniu 1991 roku ma zostaje wysłana przez swojego szefa do Chorwacji aby tam zdawać relację z tego, co dzieje się w kraju podczas działań wojennych. Na samym początku swojej drogi jako reporterki wojennej poznaje dziennikarza tamtejszej gazety, Blaża Batelica. Przystojny, zawadiacki, pewny siebie mężczyzna, kobieta, która już od dłuższego czasu jest mężatką i której nie wszystko układa się po jej myśli. Do tego wojenna zawierucha i oto gotowy przepis na romans. Który, nie inaczej, zdarza się i tutaj. 
Między Anną, zwaną przez Blaża , Aną a mężczyzną rodzi się jednak uczucie. 
I to ono nie pozwala na nazwanie tej relacji tylko i wyłącznie romansem. 
Jest między nimi uczucie właśnie, czułość, pragnienie bycia razem fizycznie ale i zrozumienia siebie nawzajem, potrzeba niekończących się rozmów. 

Niemniej jednak , chociaż początkowo Anna chce postawić wszystko na jedną kartę i porzucić męża , po powrocie do Polski nie potrafi tego zrobić. Najwyraźniej z jej strony zabrakło odwagi aby uciąć relację z mężem, trwającą od bardzo dawna. 

Anna zachodzi też w ciążę, co sporo zmienia w jej życiu rodzinnym i zawodowym. 
Kiedy zajmuje się wychowywaniem urodzonej w grudniu 92 roku córki Weroniki a następnie bliźniakami, synami urodzonymi w roku 95 , porzuca na ten czas pracę w gazecie i całkowicie oddaje się domowi. 
O dziwo, mimo odrzucenia go przez kobietę, Blaż nawiązuje z nią początkowo korespondencję, któa zostaje przerwana na parę lat a następnie wznowiona. Muszę przyznać, że prezentowana w książce korespondencja między dawnymi kochankami stanowi bardzo ciekawy dodatek do książki. Anna jak się domyślam, znajdowała w tych listach coś na kształt odskoczni od rutyny codziennego, nie zawsze łatwego, dnia. 

Jak to w życiu, czas biegnie szybciej niż często byśmy sobie tego życzyli i oto dzieci stają się duże. W pewnej chwili, nieco przypadkiem, rodzina trafia na wakacje do Chorwacji. Weronika, pierworodna córka zaczyna interesować się krajem, o którym wie jedynie tyle, że ongiś przebywała tam jej mama. Ale, zaczyna czegoś się domyślać, coś rozszyfrowywać, prowadzi jakieś prywatne dochodzenie , które to skutkuje tym, że całkiem serio zaczyna interesować się tym krajem. 
Nawet studia rozpoczyna na wydziale lingwistycznym związanym z Chorwacją i w pewnym momencie to ona trafia do Chorwacji i to na dłuższy czas. 

I, to ciekawe, mimo, że matka tak starała się chronić ją przed poznaniem kraju, w którym przeżyła miłość i romans, Weronika również ulega czarowi, zarówno pięknego miejsca jak i pewnego Chorwata.

Historia lubi się powtarzać i oto młodsza kobieta niemal w ten sam sposób co jej mama, zaczyna coraz bardziej angażować się w ten związek. Czy będzie on miał szansę na przetrwanie? Czy warto jest rzucić to, co się zna? Czy mamy gwarancję, że poryw namiętności da nam więcej niż znajoma stabilizacja? 
Na te wszystkie pytania  możemy spróbować sobie odpowiedzieć podczas lektury „Chorwackiej przystani”.

Do tego, nie ukrywam, przyjemnie było przenieść się za drugim, bezpieczniejszym już razem, wraz z Weroniką do tego ciekawego i pięknego kraju. Aż czuło się przyjemne ciepło na skórze, smak tamtejszych potraw, gwar zatłoczonych atrakcji miasta. 

Moja ocena to 5.5 / 6 a daję też znać, że zapowiadania jest w Nowym Roku druga część tej chorwackiej serii, na którą, nie ukrywam, czekam z wielką niecierpliwością.