Wydana w Wydawnictwie Editio. Gliwice (2021). Ebook.

Książkę „Wroną po Stanach” dostałam jako prezent i bardzo za niego dziękuję bo ta książka okazała się dokładnie tym, czego potrzebowałam. Miłą rozrywką, subiektywnymi opisami, wspomnieniami, relacjami Marcina Wrony i jego dwójki nastoletnich obecnie dzieci, na temat ich poznawania Stanów. 

Nie jest to żadna analiza społeczno socjologiczna tego ogromnego kraju a jak mówię, spostrzeżenia, myśli, uwagi autora i jego dzieci. Oprócz podróży, na którą składa się osiem rozdziałów książki a więc jedynie wycinek USA poznajemy, dodane są tu również przepisy kulinarne, które autor z dziećmi wprowadził w swoją kuchnię. Przepisy, co warto wiedzieć, możliwe do odwzorowania w naszych polskich realiach. 
Poznajemy więc opowieści Marcina Wrony na temat Florydy, Hawajów, Nowego Jorku, Kalifornii, Virginii, w której autor wraz z Mają i Jankiem mieszkają, Chicago , Nowej Anglii i Południa Stanów.

Jak mówiłam, to dość lekkie rozważania, refleksje na temat tego, co w danym miejscu zachwyciło bądź nie, autora i jego dzieci. Jeśli ktoś liczy na kompendium na temat USA, nie sądzę aby czuł się po lekturze usatysfakcjonowany. Jeśli jednak , jak ja, oczekiwał rozrywki i po prostu uzupełnienia pewnej wiedzy czy właśnie osobistych spostrzeżeń, refleksji, uwag, powinien czuć się zadowolony. 

Nie ma tu też zbyt wielu zdjęć, co akurat mnie, czytającą książkę w formie ebooku nie martwiło zbytnio bo zdjęcia na czytniku to jednak nie to samo, co fotografie w książce papierowej ale może faktycznie to jedna z niewielu rzeczy, do których mogę się „przyczepić” pisząc o tej książce.

Ogólnie, dobry kawałek rozrywki, mnie zainteresowało i już ją nawet komuś zdążyłam polecić podczas rozmowy o tym, co czytamy w Nowym Roku. 

Moja ocena to 5 / 6.