„Kontener”. Wojciech Tochman. Katarzyna Boni.

Wydana w wydawnictwie Agora. Warszawa (2014). Ebook.

Są takie książki, wobec których nie możesz przejść obojętnie. Nie wiem, być może tylko ja tak mam. Tak stało się właśnie z tą książką i skorzystałam z uprzejmości Wydawnictwa Agora, które ebook mi podarowało aby ten reportaż dokumentalny przeczytać. 
Po lekturze w głowie kłębi mi się wiele, wiele myśli. Jest taka gonitwa refleksji i pytań. Również czegoś w rodzaju poczucia winy, dlaczego ten temat jakoś mi umknął? Dlaczego na swój sposób pozostaję obojętna? Niby wiem o konflikcie w Syrii, bo tego temat dotyczy a żeby być dokładną, uchodźców z objętego konfliktem i wojną domową kraju, ale czy nie jestem jak reszta Europy? Świata? Nic nie robię. Owszem, na wojnę się nie wybiorę, ale myślę, że chociażby poruszenie tego na łamach blogu w jakiś sposób może pomóc ludziom, których ten temat dotyka bezpośrednio. Taką przynajmniej mam nadzieję, może jestem naiwna, ale cóż, już taka pozostanę. A czuję, że jestem Im winna przynajmniej to, poruszenie tematu a „zapalnikiem” niech stanie się ta właśnie lektura. Bo mam wrażenie, że Syria, która nie dysponuje najwyraźniej wystarczająco mocną kartą przetargową pod postacią dóbr wszelakich, o które warto by było się bić, pomijana jest na światowej arenie a już na pewno w mediach coraz mniej informacji o tym, co się dzieje w tym kraju.

Znakomity polski reportażysta zapoczątkowuje „Kontenerem” nowy cykl „Migracje”, który to cykl chce współtworzyć z absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu.

„Kontener” to książka niełatwa. Uprzedzam, to nie lektura do poczytania w leniwe popołudnie pomiędzy spacerem z rodziną a grillem z przyjaciółmi. To oczywiście jasne, że taka tematyka do łatwej nie należy ale faktycznie, książkę czyta się z coraz mocniej ściśniętym gardłem.  

Wyobraźcie sobie, albo może raczej nie, bo tego się pewnie tak naprawdę wyobrazić nie da, że porzucić musicie z dnia na dzień wszystko, co wasze i waszemu sercu bliskie. Musicie to porzucić i ruszyć w tułaczkę w nieznane. To „nieznane” jest oczywiście umowne, bo uchodźcy z Syrii najczęściej lądują w Jordanii, ale „nieznane” to przecież nie tylko przymiotnik, to wszechogarniający w takiej sytuacji lęk, obawa, to rozpacz, to w końcu często niełatwe wybory bądź zaważające na całym dalszym życiu rodziny, decyzje.

„Kontener” skupia się przede wszystkim na opisie życia w Zaatari,  największym obozie dla uchodźców w Jordanii, który mieści ogrom ludzi, dawno już liczba mieszkańców przekroczyła oczekiwania i początkowe szacunki tych, którzy obóz pomagali zbudować.

Przyznam się, że jestem w tej kwestii laikiem , nie wiedziałam jak właściwie takie miejsce wygląda od strony technicznej i organizacyjnej. Każdy obóz oczywiście wygląda inaczej to racja. 

I tak oto na podstawie wspomnień, relacji różnych osób możemy poznać ich życie w obozie. To, jak sfrustrowani czują się mężczyźni, którzy nagle z piedestału głowy rodzin strąceni zostali do roli często nie wiedzieć właściwie jakiej? To, jak kobiety stają się silne dla dzieci, dla siebie. To, że niektóre dzieci mogą kontynuować naukę a niektóre niestety, wręcz przeciwnie. I muszą pracować. Końcowy rozdział dotyczący dzieci co przyznaję z żalem, był dla mnie najcięższy i największy kamień w sercu czułam podczas tej lektury. Traumy po wojnie nie opuszczą tych ludzi już nigdy bo wzrośli w czasie najgorszym dla dziecka. Czasie wojny, mordu i zła największego, jakie się dziać może.

Autorzy reportażu przedstawiają obraz życia w obozie i same postaci bardzo konkretnie, bez zbędnego epatowania okrucieństwem. Aby zostać rażonym ogromem ludzkiego nieszczęścia nie trzeba wielu przymiotników, wystarczy surowy opis zastanej przez nich rzeczywistości. Czasami wystarczy też podanie liczb, po prostu, jak tej, która mówi, że już dwa i pół miliona ludzi stało się uchodźcami.

Przejmująca lektura, która skłania na pewno do wielu przemyśleń i postanowień. Do refleksji. Mnie po raz nie wiedzieć już który do tej, że największą zbrodnią jaką można popełnić we własnym kraju to zapoczątkowanie w nim wojny domowej. 

Moja ocena to 5 / 6.

Warto wiedzieć, że ta publikacja wspiera działania Polskiej Akcji Humanitarnej, która od dwóch lat włączona jest w pomoc dla ofiar syryjskiego konfliktu. 

Jak również, być może ktoś skorzysta, Wydawnictwo Agora zaprasza na spotkanie z autorami reportażu , które odbędzie się 22 maja w siedzibie Faktycznego Domu Kultury przy ulicy Gałczyńskiego 12 w Warszawie, które to spotkanie poprowadzi Paweł Goźliński.

 

w piątek…

…pierwszy raz usłyszałam na spacerze odgłos, który zawsze kojarzyć mi się będzie z beztroską wiosny i lata a mianowicie…jerzyki! A więc wróciły, są;) 
Nieopodal nas na blokach są dla nich domki, więc jest dokąd wracać.
Szkoda tylko, że z roku na rok jaskółek coraz mniej:( Przynajmniej tu u nas.
 

„Dziecko w lustrze. Świat dziecka od narodzin do lat trzech”. Charles Fernyhough.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2011). Ebook.

Przełożyła Małgorzata Glasenapp.

Tytuł oryginału Baby in the Mirror. 

Muszę, muszę o tej książce napisać osobno parę zdań bo oto druga z cyklu popularnonaukowych książek o dzieciach, która mnie zachwyciła bezgranicznie i uważam, że jest to zdecydowanie lektura obowiązkowa dla oczekujących dziecka bądź nowo narodzonych rodziców (tak, po narodzinach dziecka na świat przychodzi nie tylko dziecko a rodzi się rodzic:).

Bardzo lubię kiedy książki właśnie popularnonaukowe o dzieciach pisane są w przystępny sposób. Ta taka jest. Ale kiedy dochodzi do tego, że książka pisana jest z perspektywy taty, o, wtedy jest to już ideał. Tak było w przypadku wspomnianej w poprzednim wpisie książki „Jak wychować szczęśliwe dziecko” Johna Mediny i tak jest tutaj. To pojawienie się w życiu młodego naukowca jednej z najważniejszych osób w jego życiu staje się „zapalnikiem” do napisania książki na ten a nie inny temat.

Nie trzeba być wielkim geniuszem aby wiedzieć, że pierwsze trzy lata dziecka odgrywają w życiu tegoż rolę wielką i niebagatelną. Ale wciąż zaskakująco niewiele wiemy o tym, co dzieje się w głowie takiego młodego człowieka. I Charles Fernyhough w jakiś sposób usiłuje z tym pytaniem i zagadnieniem się zmierzyć. Przedstawia nam więc świat dziecka od narodzin właśnie do mniej więcej trzeciego roku życia. Świat , który może (bo nie do końca musi, prawda?) wyglądać tak właśnie ze strony dziecka. Dziecka, które przyszło na świat i dosłownie niemal bombardowane bodźcami musi się szybko na tym świecie odnaleźć i dopasować się do tej nowej , poza łonem , rzeczywistości. 
Autor opisuje więc rozwój dziecka ale są to notatki bardzo osobiste bowiem wszelkie jego wywody i teorie oparte są o jego notatki i wspomnienia dotyczące jego pierworodnej córki, Atheny. Notatki i opisy nacechowane ciepłem i miłością.
Rozwój takiego małego człowieka wydaje się byc galopujący, ilość bodźców zapewne nas, dorosłych obecnie wpędziłaby w stan co najmniej nerwowy a tu proszę, w przeciągu trzech lat z obślinionego malucha zmieniamy się w istotę poruszającą się na własnych nogach a często gadającą „jak stary”.

Dla mnie ciekawe było wszystko chociaż z pewnych względów uwagę zwróciłam na informacje dotyczące snu i ciekawie przedstawiony proces uczenia się mowy i logiki wyrażenia informacji u takich maluchów.

Ogólnie napiszę tak, nie będzie przesadą, jeśli czytając jakieś inne opinie o tej książce wyczytacie w niej „pozycja obowiązkowa dla rodziców”.

Sama to potwierdzam i naprawdę z serca polecam!
Przygoda i poznawanie niezwykłego świata rozwoju waszego dziecka zapewniona za darmo a przeżyjecie podczas lektury coś niezwykłego.

Moja ocena 6 / 6.

 

 

majówka…

…okazała się korzystna pod kątem promocyjnych cen na ebooki w jednej z ulubionych księgarni i oto po porzuceniu wcześniej męczonej lektury jak pisałam, zdecydowałam się na czytadło. Którym to była książka „Klub porcelanowej filiżanki” Vanessy Greene. Czytadło, bez ambicji do bycia czymkolwiek innym, ale z pozytywnym zakończeniem. Niespecjalnie zaskakujące niemniej jednak jak mówię, właśnie wszystkie wątki pokończyły się dobrze i zgodnie z oczekiwaniami:) Czasem potrzeba mi i czegoś takiego. Trochę zbyt napisana z kanonem ostatnio modnym czyli kilka kobiet, które coś nagłego połączyło i stają się dzięki temu przyjaciółkami wspierającymi się wzajemnie. I trochę zbyt wiele sytuacji mało możliwych jak chociażby ta, która rozpoczyna akcję książki. Trudno mi uwierzyć, że kobiety , które wcześniej się nie znały, są w stanie nagle się zaprzyjaźnić tylko dlatego, że poznały się przy kupowaniu tego samego porcelanowego cacka na targu staroci. Ale jak mówię, czytało się mi to dobrze bo lekkie i zajęło myśli w sposób pozytywny. Moja ocena to 4.5 /6. 

Teraz czytam kolejną upolowaną cenową okazję czyli „Dziecko w lustrze. Świat dziecka od narodzin do lat 3”. Autor to Charles Fernyhough. I jestem nią jak na razie zachwycona. Kupiłam właściwie głównie dlatego, że była bardzo korzystna cena a tu przyjemne zaskoczenie. Coś mi mówi, że dalej będzie również fajnie, bo podoba mi się pisanie o dziecku przez naukowca, którego dotknęła największa przygoda jego życia, nie, nie ta naukowa, a ta bycia ojcem;) Podobnie jak inny autor, którego książką jesteśmy zachwyceni czyli John J. Medina („Jak wychować szczęśliwe dziecko”, tytuł marny ale rozumiem, że zwiększający sprzedaż natomiast książka rewelacyjna). Obaj autorzy naukowe aspekty przedstawiają nam w sposób bardzo przystępny i to jest wielki atut, przynajmniej dla mnie.

poddałam się…

…i zarzuciłam lekturę „Dzieci północy”. Niestety, nie szła mi po pierwszym rozpędzie, że się tak wyrażę. Dodatkowo sposób prowadzenia narracji nie podszedł mi i wręcz zmęczył. Może nie byłam gotowa na tę książkę bo generalnie nie czytało mi się źle ale niestety , na cegły to ja się teraz chyba nie bardzo nadaję. Może powinnam zacząć przygodę z książkami tego autora od czegoś mniej objętościowo spektakularnego?
Teraz nie wiem za co się wezmę. W kolejce czeka mnogość książek, w tym o przestępczości w Japonii i czytadło i szczerze, to moje ostatnie nastroje raczej ku owemu czytadłu się skłaniają.

P. stwierdził, że udało Mu się odpocząć podczas tego długiego weekendu. To dobrze. Ja chyba mniej odpoczęłam ale u mnie to z innych powodów, wiadomych. Pogoda spisała się średnio ale były wspólne wyjścia i miłe rodzinne spędzanie czasu a o to przecież nam chodziło.

Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia. 

Trzecie Urodziny Emilki…

…obchodzilibyśmy jutro gdyby to wszystko nie potoczyło się tak jak się potoczyło.
Znów (od jakiegoś czasu) jestem w tamtym dniu, na tamtej IP, z tamtym najpierw przeświadczeniem, że po prostu zaczęło się wcześniej aby parę godzin potem zostać strąconą na dno rozpaczy. Bo od początku było bardzo źle i od początku moje matczyne serce mówiło mi, że dobrze nie będzie. Nie pomagały modlitwy serdecznych ludzi ani afirmacje. Nie pomogło nic. Mam w sobie niezgodę na to, co potem się stało, lęk i wspomnienie koszmarnego traumatycznego przejścia jakim był pierwszy poród i masę pytań, które, co podkreślam zawsze, na razie pozostać muszą bez odpowiedzi. 
Na cmentarz pojechaliśmy z rozmaitych powodów dzisiaj, powodów także dość prozaicznych aby uniknąć osób, które w soboty zawsze są w okolicy. Miło się na ogół rozmawia i jest naprawdę serdecznie, jednak tego dnia potrzebuję szczególnego spokoju i wyciszenia a nie pogwarek towarzyskich. 
Przy okazji odwiedziłam Ojca i Dziadków i jeszcze Kogoś. 
Dziwne to wszystko.
Miałabym takie duże starsze dziecko. 
Miałabym Córkę.

 

korzystając…

…z promocji którejś z kolei nabyłam drogą kupna ebook „Honor” Elif Shafak wydaną w Wydawnictwie Literackim. To moje pierwsze spotkanie z tą autorką i mam nadzieję, że nie ostatnie bo bardzo mi się podobała ta książka. Opowieść to nielinearna, która przenosi nas w świat przedwojennej i powojennej Turcji jak i Londynu, do którego trafia część bohaterów książki. Akcja książki skupia się na losach dwóch bliźniaczek i ich rodzin, a także pewnego ważnego wydarzenia, które zdeterminuje losy wszystkich bohaterów opowieści. Opowieść podana w bardzo dobrym stylu, dobrze przetłumaczona, zdecydowanie mnie wciągnęła w swój świat i sprawiła, że nabrałam chęci na coś jeszcze co wyszło spod ręki tej pani. Moja ocena to 5 / 6.
Teraz zaś korzystając z kolejnej promocji zaczęłam „Dzieci północy” Salmana Rushdiego. Coś mi się wydaje, że to „cegła” ale trudno się mówi , zdążyłam się wciągnąć i ta pierwsza czytana przeze mnie książka tego autora (wiem, nie jest to powód do chwalenia się, że dopiero teraz poznaję jego książkę) jak na razie bardzo mi się podoba, wciągnął mnie niezwykły styl autora, opisowość i malowniczość rodem zupełnie z literatury latynoskiej a może to moje prywatne skojarzenie.

Życzę Wam dobrego, spokojnego długiego weekendu. 

zaproszona…

…do książkowo czytelniczej zabawy przez Tommyknockera, spróbuję coś niecoś ulepić z tego, co o sobie jako o czytelniku sądzę.

Mam napisać „Jakim jestem czytelnikiem”.

Na pewno jestem wybredna i marudna. W doborze lektury, oczywiście;) Byle co mnie nie zainteresuje ale nie chcę od razu wyjść na krytykującą czytadła czy literaturę lżejszą. Bo ja raz na kiedy bardzo takowe czytadło przeczytać lubię. Tylko uważam, że wszystko ma być najlepsze w swoje lidze. Czyli czytadło też. 

Mój ulubiony gatunek literacki to kryminał. Nie czytuję natomiast sensacji, wyjątkiem jest oczywiście cykl o Jacku Reacherze, stworzony przez Lee Childa.

Czytam od czwartego roku życia ale nie pamiętam, jaką książkę przeczytałam samodzielnie jako pierwszą. Mogły to być Muminki ale mogła to być „Malutka Czarownica” jedna z najukochańszych książek dzieciństwa.

Kiedyś myślałam, że książki pomogą mi na wszystko. Niestety, w roku 2011 okazało się, że nie;( miałam wtedy najdłuższy jak dotąd post książkowy. Nie miałam ochoty na żadną książkę, ani lżejszą ani poważniejszą, na nic. Po prostu, książki mogły wtedy dla mnie nie istnieć. Do czytania wróciłam po chyba trzech miesiącach? (Pamiętam jak czytelnicy tego blogu wtedy się ucieszyli , wiem, że nie dlatego, że znów pisałam o książkach ale wiem, że co wrażliwsze dusze odetchnęły, że Chiara jakoś powoli zaczyna do siebie dopełzać z mroków najczarniejszych, w jakie wrzuciło ją życie).

Oprócz kryminałów bardzo lubię reportaż. I biografie, które to po rewelacyjnej biografii Władysława Broniewskiego autorstwa Urbanka, stały się kolejnym bardzo lubianym przeze mnie gatunkiem, za którym kiedyś nie przepadałam. Mówiąc jednak biografie mam na myśli życiorysy osób naprawdę interesujących i ważnych, a nie wykwitające od jakiegoś czasu jak grzyby po deszczu książczyny w których pisze się o celebrytach i vipach.

Lubię też książki podróżnicze bądź opowiadające o życiu w innych krajach.

Mam dwa „koniki” książkowe, to znaczy lubię czytać (śmieję się, że może już obsesyjnie) o dwóch krajach. Oba mnie często przerażają i nie pałam do nich sympatią a mimo to…muszę;). Są to oczywiście Rosja i Chiny. Z tym, że nie historycznie opisane a to, co dotyka obu krajów współcześnie.

Nie lubię oceniać książek bez przeczytania ich i nie lubię jak ktoś tak robi. To znaczy, jeśli mówię, że to, co czytałam to arcydzieło albo według mnie gniot, to oznacza jedno. Skończyłam książkę a nie wydaję sąd na podstawie tytułu, dwóch czy dziesięciu pierwszych rozdziałach.

Nie pożyczam książek z biblioteki (mam swoje powody, bez wyjaśniania bo nie zamierzam, już się napowypożyczałam w życiu).

Obecnie czytam praktycznie wyłącznie ebooki. Odkąd na świat przyszedł Janeczek jest to właściwie jedyna możliwość abym coś przeczytała.

Uwielbiam świat amerykańskiej prowincji, który najbardziej „pasuje mi” w książkach Kinga.

Moimi ulubionymi autorami są mężczyźni, Haruki Murakami, Stephen King, Johan Theorin, Lee Child.

Czytam zdecydowanie ZA MAŁO poezji! Obiecywałam sobie, że powinnam to zmienić ale jak widzę, nie dotrzymuję własnych postanowień.

Czytam za mało polskiej prozy współczesnej ale to przynajmniej trochę zmieniłam, widzę to po własnym blogu i notesie, w którym zapisuję lektury.

Notes…Jako czytelnik mam swój notes, taki zwykły, papierowy, w którym od dobrych kilku lat z jednej strony notuję przeczytane w danym roku książki i daję im oceny (z drugiej strony to samo dzieje się z obejrzanymi przeze mnie filmami).

Być może zawiodę kogoś ale nie uważam, że KAŻDY musi czytać. Nie, nie uważam tak i nie mam parcia aby każdego, kogo poznaję, na czytanie nawracać. Niemniej jednak, tak się jakoś składa, że faktycznie rodzinne grono i bliskich przyjaciół od książek nie stroni a z niektórymi nawet łączymy wspólne książkowe pasje (Lee Child).

Czytam kiedy się da. Ongiś bardzo późnymi nocami (co trochę odbiło się na moim zdrowiu). Obecnie podczas drzemek Syna. Co cieszy, dziecię wciąż jeszcze lubi sobie pospać, więc trochę poczytać się podczas tego da.

Mój ulubiony książkowy bohater to Jack Reacher. 

Chciałoby się napisać „więcej grzechów nie pamiętam…” ale ani to grzechy ani nie żałuję więc…tym, którzy dobrnęli do końca dziękuję i mam nadzieję, że nie zanudziliście się (to zdaje się jeden z dłuższych  moich wpisów od dawna). Do zabawy nikogo specjalnie nie będę wybierać bo o ile się orientuję zabawa w to trwa już od dłuższego czasu i pewnie większość książkowych blogerów dawno już o sobie napisała, jeśli by ktoś zechciał wziąć w niej udział, będzie mi miło jeśli w komentarzu zamieści link do swoich zwierzeń.

 

jak Wam…

…minęły Święta? Mam nadzieję, że przyjemnie. 
Nam tak. Było miło, spokojnie, rodzinnie. Drugi dzień tradycyjnie spędziliśmy w naszym gronie (od 2012 już nie dwu a trzyosobowym:).
Był zgodnie z oczekiwaniami spacer do Ogrodu Botanicznego, w którym już końcówka kwitnienia magnolii.
Udało mi się nareszcie skończyć „Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego. Piszę „nareszcie” bo książkę zaczynałam i przerywałam czytać. To była trzecia próba i skończyłam ją tym razem. Ogólnie czytało się dość nieźle, jak już się wpadło w rytm ale muszę powiedzieć szczerze, że na kolana mnie nie rzuciła. Autor faktycznie „wałkuje” ten kraj, rozpatrując dane na rozmaity temat, jednak w pewnym momencie odniosłam wrażenie, że czytam jakiś nieco bardziej literacko rozbudowany rocznik statystyczny.
Chociaż wiem, że tego typu literatura może mieć i pewnie ma, skoro powstaje, zwolenników.

Dobrego krótszego tygodnia Wam życzę:) 

deszcz nad Macondo…

…chyba się rozpadał…wczoraj zmarł Gabriel Marquez.
Niby słyszałam o jego chorobie ale jednak zrobiło mi się bardzo smutno, bo lubię jego prozę aczkolwiek z tego, co widzę na biblionetce, czytałam za mało, trzeba to będzie nadrobić.