wróbelki…

…a może raczej mazurki romasnują intensywnie na naszym balkonie.
Para jednak zaprzestała amorów i zniknęła. A chwilę potem pojawił się nowy kawaler (trudno powiedzieć, czy ten sam co wcześniej czy inny).
Ćwierka, ćwierka, nawołuje panią ale stojący z przylepioną do szyby buzią Jaś chyba zniechęca kandydatkę na damę serca do przylecenia.
Ja , wchodząc do pokoju, ” O, już pan wróbelek odleciał” …

Głos z offu (Jaś filozoficznym tonem) „Może żony szuka”.

 

Kurtyna 🙂 

z cyklu dialogi…

…małżeńskie 😉

Ja do P. ucieszona „No, wreszcie ktoś dodał komentarz do mojego wpisu o książce !”
Z tyłu słyszę od przechodzącego za mną P. mamroczącego wrednowato „Przypadek ” …

 

* * *

Ja do P. „Są dwa języki, w których wspaniale słucha się piosenek a są to…*”
P. wpadając mi w słowo „Niemiecki i chiński” 🙂

Kurtyna.  🙂

* oczywiście chyba wiadomo, jakie języki miałam na myśli? Rosyjski i francuski, rzecz jasna.

o zmianie czasu…

…nie pisałam nic (co zawsze do tej pory starałam się czynić) bo inne sprawy na głowie (w postaci nieproszonego gościa jakim okazał się być wirus, który dopadł moich Panów). Poza tym troszkę mam dość dyskusji również tradycyjnej, która w takowych wątkach zawsze miała miejsce, w którym przekonywano mnie, że to „nasz czas”, nie nasz czas” i że dobrze, że zmiana i coś tam jeszcze. Zmian czasu nie cierpię, są one już obecnie kompletnie bezzasadne, szkoda, że nikt nie pójdzie po rozum do głowy i całego tego dziadostwa działającego źle na organizmy, nie zlikwiduje na zawsze.
No ale do czego zmierzam.
Kładziemy się wczoraj spać i ja mówię do P. zadumana „Nie napisałam nic o zmianie czasu, a zawsze coś tam na blogu nadmieniałam, no ale jakoś głowy nie miałam do tego”.

Na to P. „I teraz pięćdziesiąt osób zaśpi, bo przyzwyczaiło się ,że Chiara daje zawczasu znać o sprawie. A o zmianie czasu dowiedzą się w poniedziałek, w pracy”.

Kurtyna.

Miłej niedzieli Wam życzę 🙂

 

kalendarz…

…wiszący w kuchni przestrzega comiesięcznym porzekadłem pogodowym przed wiosną w styczniu. Podobno taka aura zapowiada zazdrosny marzec czyli ciekawe czy faktycznie nie będzie tak, że obecnie mamy przedwiośnie aby zima pojawiła się jednak w porze wiosny. Oby nie. Trzymam się tego, że po prostu może zimy w tym roku nie będzie w ogóle 😉 Na urodziny P. zawsze ale to zawsze pogoda już jest i wiosennie i tak mam być, o.

To będzie zdecydowanie dobry rok, skoro zacznę go od poznawania kolejnych przygód Jacka Reachera. Od dziś w sprzedaży jest najnowsza część jego przygód pod tytułem „Sprawa osobista”. Skorzystaliśmy z przedsprzedaży w jednej z ulubionych księgarni ebookowej i oto dziś wieczorem mam zamiar spotkać się z Jackiem Reacherem. Krzepiąco będzie poczytać jak silny facet rozdaje bęcki złym ludziom. Jakiś taki mam bojowy nastrój jak widzę.

To w ogóle będzie najwyraźniej dobry lekturowo rok bo od jego początku udało mi się przeczytać dwa dobre kryminały i zbiór opowiadań jednego z ulubionych autorów. Ten drugi kryminał to po „Sprawie Ewy Moreno”, o której pisałam nie tak dawno, „Wielbiciel” Charlotte Link. Już nie popełniłam osobnego wpisu na temat tej książki ale tu zaznaczam. Nie jest to jej szczytowe osiągnięcie, ale też wcale i nie najgorsza książka i cieszę się, że nie zraziwszy się narzekaniem w pewnych miejscach na tę książkę, jednak się na nią zdecydowałam kiedy promocja na jej książki była czas jakiś temu. Tak mi się widziało do teraz, że czytałam wszystkie wydane u nas książki Charlotte Link ale nie, sprawdziłam na biblionetce i nie czytałam jej książki „Czas burz”, zekranizowanej nawet, co widzę częściowo w Polsce i nawet Franciszek Pieczka wystąpił w tej ekranizacji.

Z innej beczki, to rozrasta się zdecydowanie moja kolekcja sów. W początku roku otrzymałam od P. bardzo ładny wisiorek, zawieszkę z łebkiem sowy właśnie. Muszę kiedyś policzyć moje sowy ale tak mi się widzi, że mam ich całkiem sporo (w tym sowę z bursztynu czy wosku).

Wczoraj zaszliśmy na spotkanie z panią dyrektor przedszkola, do którego rozważamy posłać Janeczka od września. Taką mam przynajmniej nadzieję, że plany nasze i zamierzenia się powiodą. Wszystkie spotkane tam osoby zrobiły na nas bardzo dobre wrażenie. Janeczek był uszczęśliwiony bo nie dość, że został poczęstowany dwoma ciasteczkami mordoklejkami, to jeszcze było tyle dzieci i jedna dziewczynka na wstepie pokazała nam język, więc same wspaniałości 🙂 Wiem, że z przedszkolem (podejściem dziecka do bycia tam, sama jestem przykładem niechęci do tej instytucji) bywa różnie ale przynajmniej można postarać się aby wybrać takie, które wszystkim nam się pod różnym kątem podoba, prawda? Wyszło na to, że wizytą w przedszkolu najbardziej przejęłam się ja, bo wróciłam z bólem głowy i zdecydowanym przebodźcowaniem 🙂 (Nie no, dobra, jeszcze pewne wcześniejsze sprawy na pewno na ów ból głowy wpływ miały).

 

 

włączyli…

…nam tu niedaleko sygnalizację świetlną. Pewnie nie musiało by jej być ale kierowcy nie bardzo przejmowali się pieszymi, a wiem co mówię, przejście tam z wózkiem swego czasu traktowałam jako sport ekstremalny co skutkowało przechodzeniem po innych pasach po prostu. Też bez sygnalizacji ale za to mniej niebezpiecznym. W pobliżu jednak jest szkoła, dochodziło do niebezpiecznych sytuacji i najwyraźniej udało się uzyskać sygnalizację. Światła działają od kilku czy kilkunastu już dni ale „zielone” trwa zdecydowanie za krótko. Osoba starsza czy małe dziecko niestety według mnie wciąż na pasach będzie kiedy zapali się już „czerwone”.
Wczoraj przechodzimy po pasach i ja komentuję tę sytuację. Mówię do P. „Oni chyba mierzą czas zielonego dla pieszych? Może puszczają kogoś, kto to testuje. Nie wiem kogo puścili tym razem , chyba zdrowego szesnastolatka, który dodatkowo czuje, że spóźni się do szkoły”. 
A P. na to jak zwykle konkretnie „Puścili Korzeniowskiego”.

Kurtyna.

Miłej, spokojnej niedzieli dla Was 🙂 

chciałabym…

…popełnić jakowyś wpis ale doprawdy mózg się mi zlasował od temperatury za oknem. Siedzę ze śpiącym Janeczkiem na balkonie ucieszona, że mamy balkon bo dziś nie wyszłabym teraz za nic na zewnątrz. Na balkonie zaś miło, bo chłodek. Termometr wskazywał jakąś godzinę temu 43 C od słonecznej strony ale wierzyć mi się nie chce, żeby tak było, pewnie też się chłopak zlasował.

Zbiorowo będzie. Co dobrego widzieliśmy i co czytałam. Zacznę od książki, a więc czytałam „Umierającego detektywa”, Leif GW Perssona. Sama książka treścią w porządku (aczkolwiek niestety, nabyłam ją dawno z czyjegoś polecenia i niestety, ten ktoś nie poinformował mnie co będzie śledzone, a okazało się, że sprawa dotyczyła potwornej zbrodni na dziecku, więc niestety, to nie książka, którą miałabym ochotę czytać w przyszłości). Za to nie grało mi tłumaczenie, zdecydowanie nie. Powiedzmy, że wszystko to sprawia, że oceniam ją na jakąś 4.5 na 6. 

Widzieliśmy dwa filmy, każdy z zupełnie innej bajki. Pierwszy to film, na który czekałam długo, kupiłam dawno (chwilę po narodzinach Janeczka) i na który czas znalazł się dopiero teraz ale…niestety, to jednak jeden z tych filmów, które zdecydowanie tracą oglądane w domu, powinny być bowiem smakowane na wielkim ekranie. Mowa tu o filmie „Młyn i Krzyż”, w reżyserii Lecha Majewskiego opowiadającym o malarstwie Pietera Bruegel’ starszego ze szczególnym skupieniu się na jego „Drodze krzyżowej”. Nie wiem Czaro, czy jeszcze czytujesz mój blog, ale jeśli nie widziałaś tego filmu, to jest to jeden z tych, które obejrzeć powinnaś.  Jestem dziwnie pewna, że spodobałby Ci się. Jest specyficzny, to właściwie filmowy eksperyment, w którym widzimy ożywione postaci , które potem widzimy na płótnach Bruegel’a. Widzimy więc współczesnych malarzowi mieszkańców wsi,która tak intrygowała malarza, a którzy staną się potem modelami zaklętymi w obrazach.

Jako, że jest to jeden z moich ulubionych malarzy, przed płótnami którego zawsze spędzam wiele, wiele czasu odwiedzając europejskie muzea, film mnie zaciekawił ogromnie. Jednak sam w sobie oprócz wrażenia stricte wizualnego na mnie bardzo nie zrobił. Owszem, pomysł był ciekawy, jednak mam wrażenie, że na tym się skończyło. I też jest to jeden z powodów, dla których powinno się go oglądać raczej w kinie aby raczyć się możliwościami obrazu i tego pomysłu właśnie. Za pomysł jednak i niesamowite obrazy daję mu w prywatnej ocenie 4.5 na 6.

Obejrzeliśmy też film, który zapewne moi czytelnicy dawno już widzieli a mianowicie „Jak zostać królem” (dlaczego u nas zawsze musi być jakieś dziwne tłumaczenie tytułu, który oryginalnie był w porządku?). Tu świetna rola jednego z moich ulubionych aktorów, jakim jest Colin Firth. Nie będę streszczać, podejrzewam, że jednak większość z Was wie, czego dotyczył film. Jest to przyjemna opowieść o tym, że potrafimy dać sobie radę z największymi naszymi słabościami pod warunkiem, że wokół siebie znajdziemy osoby, które nas wspierać będą i pomogą nam w tych również gorszych momentach. Świetna rola Firtha. Moja ocena filmu to 5 na 6. 

Mam nadzieję, że dobrze znosicie upały. Pozdrawiam i wybywam napić się wody mineralnej…bo czuję, że wysycham jak kaktus…

:)

niedzielne śniadanie szykowane przez P. Ja kotłuję się jeszcze w łazience i słyszę rozmowę moich Panów. Dla dalszej opowieści wyjaśniam, że istotnym faktem jest ten, że od wczoraj rozpoczęliśmy rozszerzanie diety Janeczka.

No więc słyszę jak P. mówi do Janeczka „Tata kroi kaszkę do jajecznicy”. Ja wystawiwszy głowę zza drzwi sądząc, że się przesłyszałam i pytam „kaszkę?”.

P. już do mnie „Nie chcę Mu mówić, że boczek jest smaczniejszy”.

Kurtyna:)

dlaczego?

…niektórzy uzurpują sobie prawo do określenia jak długo, w jaki sposób i ogólnie „jak” ma wyglądać twoja żałoba po stracie Dziecka?
I dlaczego niektórzy zdają się nie pojmować najprostszej sprawy. Takiej mianowicie, że to, że urodziło się drugie Dziecko kompletnie nie zmienia faktu straty tego Pierwszego?  

dementuję;)

…tak, połowa kumulacji w Lotto przypadnie komuś, kto zagrał w TESCO na Kabatach. Tak, jest to niezła sumka (można spoko pożyć). 
Jednakowoż dementuję, iż to my staliśmy się milionerami. Zresztą, przepraszam, że rozczaruję tych, którzy sądzą inaczej, pieniądze naprawdę szczęścia nie dają. Olejcie więc to, że nie wygraliście, Wy, niedoszli milionerzy, którzy być może już oczami wyobraźni swojej widzieliście się w: nowym domu, rzucających pracę i cholernego szefa, podróżującym po świecie. Przytulcie dziecko, psa, żonę, męża, partnera, do wyboru, pójdźcie na relaksujący spacer i pomyślcie, że moglibyście

WYLĄDOWAĆ TAK.