Wydana w Wydawnictwie Znak Literanova. Kraków (2025). Ebook.
„Gołoborze” otrzymałam w prezencie po tym, jak wyraziłam chęć przeczytania tego tytułu. I za prezent ten, ogromnie trafiony, jeszcze raz dziękuję. Książki autora, Macieja Siembiedy to pewnik dobrej literatury, wiadomo, ale za tę konkretnie książkę autor otrzymał podwójną Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszy kryminał 2025. Nagrodę o tyle ciakawie zdublowaną, bo przyznaną i przez jurorów i przez publiczność.
Powiem tak. Dziwnie jest napisać o „Gołoborzu”, że czytało się świetnie, no ale co poradzę, skoro dokładnie tak było.
Okolice Klasztoru Świętego Krzyża , Góry Świętokrzyskie i wieś Grabin. Mieszkają tam dwa rody Kończaków i Cebrzynów. Rodziny, które nienawidzą się od zawsze. Od Powstania Styczniowego, kiedy zaczęły się między nimi pierwsze waśnie. Waśnie, które Maciej Siembieda udokumentuje prozą i stworzy historię wielkiego międzyrodowego zła.
W klimacie świętokrzyskich gór, gołoborze, stok Łysej Góry i miejsce, w którym według legend od wieków dzieją się rzeczy tajemne i magiczne a czarownice hulają w najlepsze, nie potrzeba tak naprawdę żadnej magii, aby okazało się, że faktycznie największym wrogiem może okazać się najbliższy sąsiad. I co prawda, można przecież w małej wiosce funkcjonować obok siebie w zgodzie i poprawnie, ale można też toczyć ze sobą nieustanne boje i przybierające wraz z upływem czasu walki. I bliskość Klasztoru na Świętym Krzyżu niewiele tu pomaga, niestety.
Kończaki i Cebrzyny wydają się szczerze mówiąc nie brać w ogóle pod uwagę w swoim odwiecznym sporze tego, że mogliby kiedyś po prostu zawiesić tę nienawiść i podać sobie ręce, przebaczyć sobie wzajemnie a następnie żyć w pokoju. Wręcz wzajemnie w rodzinie nakręcają się na przeciwników w imię oczywiście „pomszczenia przodków”.
Maciej Siembieda przedstawia historię tego rodowego sporu przez szeroki czas polskiej historii, od wspomnianego przeze mnie powyżej Powstawnia Styczniowego aż do chwili po przełomie i upadku w Polsce komunizmu. Nie wiem, jak to zręcznie napisać ale tak, tę historię pełną brutalności, zła, przemocy czyta się wręcz rewelacyjnie. Aż ciarki człowieka przechodzą, gdy uświadomi sobie, jak niektórzy są w stanie pielęgnować w sobie uczucia nienawiści i zła w odniesieniu do drugiego człowieka i jak bardzo może to mieć wpływa na osoby, które z prawdziwymi lub co gorsza, wyimaginowanymi przez kogoś grzechami nie mają nic wspólnego.
No więc tak, to książka o ciężkim klimacie zła, które rozpala bohaterów do czerwoności i nawet próba ułagodzenia sytuacji (miłość dwojga młodziutkich osób z przeciwnych rodzin, taka mocno Szekspirowska) nie spowoduje cudownego ozdrowienia tych chorych relacji i nagłej, wielkiej miłości wzajemnej. Ale czyta się ją zaskakująco wartko i och, złe słowo, dobrze.
Maciej Siembieda wplótł w treść książki prawdziwe szokujące zbrodnie PRL-u. Okazało się, że zmowa milczenia, to nie domena współczesności. A największa zbrodnia może być tak niewytłumaczalnie bezsensownie tłumaczona, że zdrowy umysł nie jest w stanie tego tłumaczenia pojąć.
Jeśli jeszcze nie znacie „Gołoborza”, to ogromnie Wam tę książkę polecam.
Moja ocena to 6 / 6.
