„Gra w kłamstwa”. Ruth Ware.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2019). Ebook.
W sprzedaży od 12.02.2019.

Przełożyła Ewa Kleszcz. 

Tytuł oyginalny The Lying Game.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

To moja druga po „W ciemnym, mrocznym lesie” , o której pisałam w tym wpisie, książka Ruth Ware. I podobała mi się , chyba nawet bardziej od pierwszej.

Cztery przyjaciółki, które poznały się w szkole średniej z internatem Salten House. Siedemnaście lat temu narratorka Isa, Fatima , Kate i Thea spędziły tam jakiś czas roku szkolnego. Czas, w którym zdążyły silnie się zaprzyjaźnić i w czasie którego podjęły wspólną grę. Grę w kłamstwa. Ta zdawałoby się , dość niewinna gra , na pomysł której mogą wpaść znudzone szkolną rutyną nastolatki, w pewnej chwili wymknie się nieco spod kontroli i nieść będzie ze sobą poważne konsekwencje. Albowiem siedemnaście lat wstecz coś dramatycznego wydarzyło się w życiu czterech przyjaciółek. 

W chwili , gdy je poznajemy, są w stanie pewnej stabilizacji życiowej, przynajmniej dwie z nich. Isa ma półroczną córeczkę i mieszka ze swoim partnerem w Londynie , Fatima ma dwójkę dzieci i wraz z mężem odkryła na nowo silniej własne wyznanie. Thea żyje niespokojnie ale to Kate, która została w miejscowości, w której miało miejsce wydarzenie sprzed siedemnastu lat, wysyła kobietom sms, który sprowadzi je wszystkie w stare kąty. I który sms okaże się przywołującym demony przeszłości. Stopniowo wraz z narracją Isy dowiadujemy się o życiu w szkole, o ich przyjaźni, o więzi jaka je łączyła. Od początku jednak na pozytywny nastrój dawnej przyjaźni złowrogi cień rzuca owo wydarzenie sprzed wielu lat. Cień ten może zagrozić wszystkim im, dlatego też kobiety rzucają wszystko i jadą raz jeszcze aby zmierzyć się z przeszłością. To, co zdarzyło się w starym Starym Młynie wróci się ze zdwojoną siłą. Do tego dojdzie poczucie zachwiania stabilizacji, niepokój o nie same i o rodziny, które mają. 

Muszę powiedzieć, że bardzo wciągnęła mnie ta książka, ogromnie mi się podobała. Mogłam zrozumieć chęć akceptacji, przemawiającą za dziewczynami z lat nastoletnich, kiedy podejmowały nawet najbardziej bezsensowne działania aby tylko mieć poczucie wspólnoty i wzajemnego wsparcia. W chwili gdy znalazły się w szkole, każda z nich na swój sposób była samotna bądź nosiła w sercu jakieś żale i niewypowiedziane dramaty. Wspólnota, poczucie wsparcia sprawiło, że gdy doszło do tragedii, podjęły taką a nie inną decyzję. Która wpłynęła na całe ich życie. I która sprawiła, że gdy przyszedł do nich sms od Kate natychmiast ruszyły jej na pomoc. Tak, jak robiły to w przeszłości.

Podobał mi się nastrój książki, ukazanie stopniowego narastania poczucia beznadziei i wymknięcia się sytuacji spod kontroli. Widzę zdecydowanie dobry rozwój stylu tej autorki i na pewno chętnie będę sięgała po następne jej książki. 

Moja ocena to 5.5 / 6. 

„Stróż krokodyla”. Katrine Engberg.

Wydana w Wydawnictwie Zysk i S-ka. Poznań (2019).Ebook.

Przełożyła Elżbieta Frątczak-Nowotny.
Tytuł oryginalny Krokodillevogteren.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Akcja tego kryminału dzieje się w Kopenhadze. W starej kamienicy, której właścicielką jest Esther de Laurenti, mieszka niewiele osób. Właścicielka, starszy , rozwiedziony od ponad dwudziestu lat Gregers Hermansen i dwie młode dziewczyny, studentki. Caroline i Julie. Pewnego ranka starszy pan, Gregers,  idąc wyrzucić śmieci znajduje ciało jednej z nich. Niestety, dziewczyna padła ofiarą morderstwa. Nikt nie ma pojęcia jak to się stało, że dziewczyna, która w sumie dość niedawno przyjechała do Kopenhagi, mogła paść ofiarą takiej zbrodni. Przecież dopiero co zaczynała swoje życie w nowym miejscu, poznawała ludzi, dopiero miała rozpocząć naukę. Julie Stender okaże się dla tych, którzy ją znali o wiele bardzie tajemniczą osobą niż mogli sądzić. 
Nagle okazuje się, że ta młoda dziewczyna miała za sobą wiele ciężkich chwil i niełatwe doświadczenia. O tym jednak dowiemy się podczas lektury. 

W chwili odkrycia zmasakrowanego ciała dziewczyny śledztwo podejmuje dwoje śledczych, Anette Werner i Jeppe Korner. Ten duet lubi własne towarzystwo. Oboje też dobrze ze sobą współpracują i prowadzą owocne śledztwa. Teraz przyjdzie im prowadzić kolejne, a nie będzie ono łatwe. Szybko okaże się bowiem, że sporo działo się zarówno w życiu samej Julie jak i innych osób, które zostały wplątane w całą intrygę. Do tego wszystkiego okazuje się, że morderstwo już wcześniej zostało popełnione. Na kartkach powieści pisanej przez Esther de Laurenti. Kiedy kobieta dowiaduje się o tym, jest ogromnie zmartwiona, nawet nie tym, że została wplątana w morderstwo młodej lokatorki co raczej samym faktem, iż ktoś zainspirował się jej mającą dopiero powstać i ukazującą się we fragmentach powieścią kryminalną. A efektem jest to, że ktoś pozbawił życia młodą, dopiero co wkraczającą w świat i życie dziewczynę. Tym samym odbierając jej te wszystkie szanse i możliwości, które należą się młodym od zawsze i z których to szans i możliwości młodość tak chętnie korzysta. Tymczasem zostają zrozpaczeni bliscy a zwłaszcza darzący córkę wręcz obsesyjnym uczuciem – ojciec. 

Co tak naprawdę stało się w starej kamienicy w jednej z kopenhaskich dzielnic? Kto zainspirowany mającą ukazać się książką postanowił literaturę wcielić w życie? Jakie tajemnice ukrywała przed bliskimi Julie? 

Tradycyjnie już jak to u Skandynawskich autorów, mamy do czynienia z niezbyt szczęśliwym śledczym. Życie Jeppego ostatnio nie jest pasmem radości i szczęścia, a nawet można powiedzieć, że rozpadła mu się rodzina. Podczas śledztwa i on sam będzie musiał zmagać się z demonami własnej przeszłości. Czy mu się to uda? 

Katrine Engberg jednak nie skupia się zanadto na psychologicznym tle tego kryminału. Książka nie udaje niczego ponad to czym jest, czyli właśnie kryminałem. Czyta się ją z zainteresowaniem i sądzę, że dla osób, które lubią właśnie ten gatunek literacki, stanowić będzie ona dobrą rozrywkę. 

Moja ocena to 4.5 / 6.