książki, które polecam na wakacje…

…co roku odkąd pamiętam czyli od jakichś dwóch lat (pamiętacie, jak to było w Mikołajku? 😛 , coś podobnego tam „szło” ), moja Przyjaciółka odzywa się do mnie z pytaniem „A co byś mi poleciła na wakacje?”. I co roku coś tam staram się Jej odpowiedzieć a wczoraj stwierdziłam, że popełnię sobie takowy wpis z książkami, które bym chętnie innym na wakacje właśnie poleciła. I nie ukrywam, że liczę na Wasze polecanki właśnie z myślą o czytaniu w bardziej niż zwykle wolnym czasie.

Podczas wakacji osobiście wolę lektury lżejsze a przynajmniej nie bardzo mnie przygnębiające. Nie mówię, że to jest jedyna recepta na czytanie na urlopie, wyjaśniam, że raczej nie będzie tu polecanych „non fiction” chociaż jeden tytuł polecę. 

I tak oto, nie jest to nowość ale ku mojemu zdumieniu wciąż dowiaduję się o osobach, które nie znają serii o arystokratce Marii Kostce, autorstwa Evzena Bocka. I tak oto polecam „Ostatnią arystokratkę”, „Arystokratkę w ukropie” i „Arystokratkę na koniu”. Niepohamowane salwy śmiechu gwarantowane więc nastawić się raczej trzeba na to, że ludzie mogą na nas zerkać 🙂 To książki, które zawsze polecam gdy ktoś szuka czegoś do pośmiania się i poprawienia nastroju.

Z obiecywanego reportażu, polecam „Ludzie z Placu Słońca” Aleksandry Lipczak. To o Hiszpanii współczesnej ale niekoniecznie pod kątem turystycznym.

Z zupełnie innych klimatów, obiecałam bonusik podczas pisania recenzji „Reguły nr 1” Marty Guzowskiej? No więc bardzo polecam tej autorki „Chciwość” i „Reguła nr 1” właśnie. Obie opowiadają o awanturniczce , archeolożce Simonie Brenner. 

Jeśli ktoś chce przeczytać thriller to ostatnio czytana przeze mnie książka Magdy Rem pod tytułem „Będziesz na to patrzył” wydaje się ciekawą propozycją. 

A z kolei jeśli ktoś szuka czegoś lżejszego, spokojnego i takiego z przyjemnym otulającym dobrem i ciepłem klimatem, to polecam najnowszą książkę Frances Mayes czyli „Kobiety w blasku słońca”.

A co Wy polecilibyście jako lekturę na wakacje? 

jaki jest…

…Jaś ? Pewnie nie pamiętacie ale kiedyś, zainspirowana pytaniem Margi o tej samej treści , co pewien czas coś pisałam właśnie w odpowiedzi.

A obecnie Jaś jest zerówkowiczem. Nie wysyłamy Go do pierwszej klasy, będzie chodził do zerówki, ze znanymi sobie koleżankami i kolegami więc to dobre bo i tak na pewno jakoś odczuje nowy etap edukacji chociażby w tym, że zmieniają się nauczycielki prowadzące.

A obecnie mocno usportowiony. W przedszkolu chodził na zajęcia Aikido, które lubi, również na zajęcia piłki nożnej. Jest jak i moja Mama , kibicem i ogląda mecze. Zapewne wie już co to jest spalony, czego ja chyba do końca dobrze nie ogarniam ale też i nie mam takowej potrzeby więc… 

Ale , co wyszło niedawno, jest pasjonatem wspinaczki. Poszliśmy na urodziny jego najlepszego przyjaciela i koleżanki , które organizowane były w sali wspinaczkowej i moje dziecko , pierwszy raz będąc na tego typu sali , po prostu wspięło się pod sam szczyt… Patrzyliśmy na to ze zdumieniem bo co prawda fakt, że na takich mini ściankach wspinaczkowych jakie bywają na placach zabaw, zawsze chętnie się wspinał ale żeby aż tak „zaskoczyć”? Złapał bakcyla i mimo, że urodziny odbywały się zaledwie niespełna trzy tygodnie temu, zdążyliśmy już być na wspinaczce pięć razy. P. również się zaczął wspinać i wygląda na to, że również Mu się to podoba. Ja się nie zdecydowałam jak na razie, ale kto wie, kto wie… 😉 Może w przyszłości. 

„Reguła nr 1”. Marta Guzowska.

Wydana w Wydawnictwie Marginesy. Warszawa (2017). Ebook.

Pierwsza część przygód Simony Brenner, awanturniczej archeolożki, została opowiedziana w książce pod tytułem „Chciwość”, o której pisałam w tym wpisie. 

I wtedy byłam zachwycona tą książką. Myślałam, że nic mnie już bardziej jeśli chodzi o Simonę nie zachwyci, aż do chwili, gdy skończyłam czytać „Regułę nr 1”. Pani Marto, mam nadzieję, że ma Pani już w głowie pomysły na części następne albowiem ja po prostu muszę, muszę wiedzieć co będzie się dalej działo z tą niezwykłą bohaterką a przede wszystkim, cóż to za wspaniały i kompletnie bez żadnego drugiego moralizatorskiego dna , relaks podczas lektury Pani książek o Simonie Brenner.

Dla wyjaśnienia. Simona Brenner to światowej sławy archeolożka, specjalistka od złotej biżuterii. I, ups, cóż za niefart. Złodziejka tejże. A konkretnie złodziejka zabytków. Ja wiem, zdaje się, że kajałam się z tego już podczas omawiania „Chciwości”, że tak, zdaję sobie sprawę , że to bardzo nieetyczne i powinno budzić moje oburzenie. I budzi, oczywiście. Co nie oznacza, że automatycznie powoduje moją niechęć do Simony i co za tym idzie, nie sprawia, że chcę poznawać jej przygody.

Już to pisałam podczas pisania o „Chciwości”, książki o Simonie są idealnym materiałem na świetny film sensacyjny, taki współczesny Indiana Jones ale po pierwsze,  w powiedzonkowej spódnicy (wątpię aby Simona miała wiele tego typu garderoby w swojej szafie) a po drugie, o wiele bardziej ładny. Bo to, że bardzo inteligentna jest owa postać, o, to się wie od początku. Simona ma więc głowę na karku i wie kiedy trzeba przystopować bądź kiedy należy zacząć działać. Na pewno pomagają jej prywatnie przez nią stworzone reguły, z których tytułowa reguła nr 1 mówi, żeby „nie ufać nikomu”. No więc, tak, przygody Simony to świetny pomysł na scenariusz filmowy ale podczas lektury tej części przyszła mi do głowy jeszcze inna myśl, a mianowicie, że jest to idealny materiał do rozrysowania komiksu. Może kiedyś ktoś się na to pokusi? Według mnie, byłoby to coś naprawdę interesującego.

Wracając do samej „Reguły nr 1”. W tej części spotykamy główną bohaterkę odczekującą swoje w kolejce do odprawy na lotnisku w Stambule. Ma zamiar przewieźć w bagażu podręcznym coś, co z pewnością nie może się tam znaleźć i czego na pewno nie powinna wywozić z Turcji. Cóż, to przecież Simona, więc co może stanąć jej na przeszkodzie? Okazuje się jednak, że coś a raczej ktoś, jak najbardziej może przeszkodzić w jej planach. Simona zostaje ponownie wkręcona w sytuację, w której niekoniecznie chciałaby się znaleźć ale cóż, kiedy się prowadzi takie życie jak ona i zarabia na życie również tak, jak ona, można się liczyć z tym, że ktoś na nas ma „haka”. Do Simony odzywa się dawny znajomy Konstantinos , który zleca jej odnalezienie ni mniej ni więcej a Złotego Runa. Tak tak, tego mitycznego skarbu. To, że to skarb mityczny wiemy nawet my, którzy nie jesteśmy z wykształcenia archeologami, wie to oczywiście sama Simona ale najwyraźniej ktoś uwierzył w plotki o tym, że ów skarb istnieje. I teraz to Simona ma go odnaleźć i dostarczyć go do Konstantinosa, który to z kolei przekaże go zleceniodawcy.

Co lubię w książkach o przygodach Simony ? To, że jest to właśnie idealna książka sensacyjna, z taką nutką awanturniczości. Że akcja książki dzieje się tak szybko, że czasem wręcz mamy wrażenie, że nie nadążamy za bohaterką i tym co się dzieje.

Za to, że jest tu ciekawie bo zabytki archeologiczne i trochę człowiek się nowego przy tym douczy i za to, że bohaterka ma zalety i wady, jest prawdziwa do cna. I za to, że podczas lektury tej książki człowiek odwiedzi i Rosję i Turcję i Grecję. I za to, że intryga kryminalna trzyma się kupy, że tak może niezbyt elegancko się wyrażę ale nie sądzę aby Simona miała mi to specjalnie za złe. I nawet narrację pierwszoosobową, za którą nie przepadam, „wybaczam” Simonie bo prawdę mówiąc, innej narracji w tym przypadku sobie nie wyobrażam. 

Wartka akcja, ciekawa przygoda i niebanalna bohaterka, cóż więcej trzeba aby po prostu się zwyczajnie zrelaksować podczas lektury? Ogromnie polecam tę książkę. 

Moja jej ocena to 6 / 6.

 

Będę dzisiaj miała dla Was jeszcze mały bonus związany z tą książką (nie, nie będzie żadnych konkursów) więc – oczekujcie 🙂