„Za stare grzechy”. Izabella Frączyk.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2018). Ebook.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

„Za stare grzechy” to pierwsza część nowego cyklu autorstwa Izabelli Frączyk noszącego tytuł „Śnieżna Grań”. 

Nosi on ten wspólny tytuł od stacji narciarskiej „Śnieżna Grań” położonej niedaleko Zakopanego. Stacja ta wraz z całą szeroką infrastrukturą należy od kilkunastu lat do rodziny Stachowiaków. Jest więc i wyciąg i szkółka narciarska, restauracja czy raczej karczma, w której w zimie stołują się głównie narciarze a w lecie turyści spędzający czas na wędrówkach po górach. Jest pensjonat „Szarotka” , bary na stokach. To wielkie i wymagające przedsięwzięcie i interes, który co prawda potrafi przynieść profity ale i sprawić, że jest podczas prowadzenia go sporo nerwów.

Aniela i Antoni to rodzice Loli, Edka i Nastki. Antoni w skutek nieszczęśliwego wypadku zmarł i rodzinny interes, cała spółka jest na głowie żony i dzieci. Na szczęście zarówno Lola jak i Edek są już pełnoletni i wspierają mamę czy to pomysłami czy fizycznym działaniem. 

Lola mieszka z córką w dwóch pokojach pensjonatu, ma więc blisko siebie mamę co nie jest obojętne bo nie dość, że zwyczajnie dobrze jest mieć koło siebie kogoś bliskiego to jeszcze ma wymierną pomoc w opiece nad córką Marianną, którą Lola wychowuje sama.

„Za stare grzechy” wprowadza nas w życie bohaterów. W życiu Loli pojawi się ponownie ojciec Marianny, zresztą w pozytywnym wymiarze bo dziecku zdecydowanie taty przez te lata brakowało. Brat Loli, Edek też postanowi zrobić coś konkretniejszego ze swoim wieloletnim i dość oryginalnym związkiem 

Również Aniela będzie miała możliwość nieco zmienić swoje życie i przekonać się, że nawet w późniejszym wieku człowiek zasługuje na szczęście. 

To proza obyczajowa, nie aspirująca do nie wiedzieć jakich gatunków. Dla mnie ciekawostką, jako dla kompletnego laika w tej kwestii , było poznanie realiów prowadzenia tak wielkiego interesu jakim jest stacja narciarska wraz z przyległościami. Już samo operowanie sumami kredytów podejmowanych w celu modernizacji takiego miejsca może powodować zawrót głowy. Stachowiakowie to tacy trochę „młodzi, prężni i bogaci” (bo jakkolwiek by nie było, bohaterowie są świetnie sytuowani i nie jest dla nich problem po zniszczeniu auta nabycie kolejnego , co prawda w komisie ale niemal natychmiast po stracie pierwszego).

Jak pisałam, mnie zaciekawiły opisy prowadzenia tego typu interesu bo w pamięci miałam jeden ośrodek narciarski, który odwiedziłam w lecie zresztą ale opis mocno mi przypominał ten właśnie, jak również całokształt, więc miałam nieco treść bardziej „osadzoną w miejscu” niż tam, gdzie autorka umiejscowiła akcję swojej książki (bo tamtych terenów nie znam).

Jestem ciekawa, co wydarzy się w życiu bohaterów, którzy już widzę, trochę poplątali w swoim życiu do tej pory, czasem być może nie do końca świadomie, czasem jak to się kolokwialnie mówi, „na własne życzenie”.  Myślę, że autorka przygotowała dla nich niejedną niespodziankę a przynajmniej , jako czytelniczka, mam taką nadzieję. 

Moja ocena to 4.5 / 6.