Wydana w Wydawnictwie Novae Res. Gdynia (2017). Ebook.
Ta książka jest niezwykła. Świetna. Niesamowicie dobra. Z przeczytanych przeze mnie książek Magdaleny Knedler – ta jest jak dotąd najlepsza. Zrobiła na mnie niesamowite wrażenie. Jest to z pewnością tego rodzaju książka, którą mogę nazwać „wycyzelowaną” pod każdym względem. Wliczając w to wycyzelowanie świetną okładkę, minimalistyczną, idealną, dokładnie taką jaką ta książka powinna mieć. A okładka zaprojektowana została przez Seweryna Swachę.
Wszystko tu jest na miejscu i wszystko do siebie pasuje. A przy tym jest to książka obyczajowa. Dlaczego zabrzmiało to jak zarzut? Z mojej strony na pewno nie jest to zarzut ale wiem, że wiele osób słysząc „książka obyczajowa” od razu wartościuje książkę jako lekką opowieść. A w tym przypadku zdecydowanie tak nie jest.
Adelę Henert poznajemy w lutym. Bohaterka właśnie powróciła do rodzinnego miasta , Wrocławia, z Włoch. Tam mieszkała ostatnio ze swoim mężem, Pawłem w Sperlondze , miasteczku położonym nad Morzem Tyrreńskim. Adelę poznajemy jako wdowę i szybko orientujemy się, że ze śmiercią jej męża, ósmego grudnia poprzedniego roku, wiąże się jakieś bardzo mroczne wspomnienie bohaterki. Tak mroczne, że wywołujące u niej postanowienie czynienia „jednej dobrej rzeczy” , które to postanowienie nie ograniczy się do jednej dobrej rzeczy przez nią czynionej. W lutym,niemal zaraz po powrocie do Wrocławia, Adela idzie do zakładu fryzjerskiego i oddaje swoje włosy w szczytnym celu do znanej fundacji z przeznaczeniem na peruki dla kobiet po chemioterapii. Potem podejmuje się kolejnych zadań, dobrych uczynków, jakby chcąc coś odkupić. „Coś” o czym wie jak na razie tylko ona sama.
Adela nie bardzo ma do kogo wracać we Wrocławiu. W rodzinnym domu nie żyło się jej najlepiej. Nie było tam żadnej patologii ale po prostu zabrakło miłości. Jednak los pomaga jej i znajduje wolne mieszkanie podnajmując piętro w poniemieckiej willi Daniela. Ten wykładowca akademicki mieszkał tam z ciotką, która niedawno zmarła ale nie chcąc pozbywać się domu postanawia część wynająć. I tak się poznają dwie oryginalne postaci. Rodzi się z tego znajomość, potem stopniowo bardzo piękna przyjaźń. Daniel szybko orientuje się, że to co czyni jego współlokatorka to rodzaj prywatnej pokuty, którą Adela wypełnia ale nie komentuje tego w żaden sposób a wręcz podsuwa jej nowe pomysły pomocy dla innych.
Bohaterka podejmuje pracę w kawiarni „Becky Sharp”prowadzonej przez miłą i nieco oryginalną z wyglądu i dość ekscentryczną Barbarę. Można więc powiedzieć, że powoli życie Adeli wkracza na drogę stabilizacji i staje się nieco spokojniejsze.
Wraz z Danielem podejmuje się pewnego rodzaju prywatnego śledztwa dotyczącego tajemniczej korespondencji otrzymywanej przez ciotkę Daniela, Stefanię Tarczyńską. Ta barwna postać w pewnej chwili stała się jedyną opiekunką dla dorastającego chłopaka i wywiązała się z tego zadania wspaniale. Jednak okazuje się , że i ta pani miała jakieś własne tajemnice, sekrety, które z czasem powoli odkryją Adela i Daniel. Ta dwójka zbliża się do siebie coraz bardziej i okazuje się, że chyba los chciał tych dwoje ze sobą spotkać i poznać.
I tak „spędzamy” z Adelą niemal cały rok, od lutego do grudnia, dowiadując się powoli o tym, co tak naprawdę działo się wcześniej w jej życiu, jak wiodły się jej losy ale przede wszystkim co i dlaczego tak ją „uwiera” a co ma związek ze śmiercią jej męża. Dowiadujemy się też o tym jakie tajemnice skrywała ciotka Daniela i dlaczego być może do końca życia nie związała się z nikim na stałe.
Magdalena Knedler lubi w swoich książkach podkreślać ważność czy to książek czy utworów muzycznych. Jak mówiłam, w jej „Nie całkiem białym Bożym Narodzeniu” aż prosiło się o dołączony do książki soundtrack z utworami muzycznymi z tego kryminału. Tu podobnie chociaż mamy do czynienia z muzyką bardziej stonowaną, klasyczną, jazzem , nie do końca popularną. Podobnie zresztą jak dzieła literackie, które są wspomniane w „Historii Adeli” nie są popularne i na topie. Na końcu książki zresztą autorka sama proponuje listę filmów do obejrzenia (dwa filmy są szczególnie związane z bohaterką, z dwóch różnych powodów) , listę utworów muzycznych do wysłuchania i miejsca do odwiedzenia.
Dla mnie „Historia Adeli” to bardzo pięknie rozpisana opowieść o żałobie i dochodzeniu do siebie po stracie kogoś bliskiego. Do przebaczenia sobie samej (nawet jeśli dla osoby postronnej „wina” może wydawać się nieistniejąca). I o tym, że w złych chwilach dobrze jest mieć kogoś przy sobie. Nie wiem czy to powieść dla każdego. Nie ma tu szybko dziejących się wydarzeń, to po prostu kawałek, wycinek, niemal roczny fragment życia Adeli. Po prostu tytułowa „Historia Adeli”. Dla mnie napisana w taki jak już mówiłam, piękny, delikatny sposób.
Dodatkowo oszołomiło mnie to muzyczno , książkowo , filmowe nawiązywanie. Widać w nim było erudycję autorki i jej miłość do sztuk wszelakich a ja miejscami czułam się nieco ignorantką (ale nie szkodzi, dzięki tej książce poznałam nazwiska, których do tej pory nie znałam więc ha, można dodać, że ma ona również walor edukacyjny 🙂 ).
Na końcu czytając listę podziękowań autorki do różnych osób, w tym blogerów książkowych, mocno im pozazdrościłam możliwości „obcowania” z czymś tak dobrym przed jego wyjściem w druku. Jak niesamowicie przyjemnym uczuciem musi być móc współpracować z autorką na każdym niemal etapie powstawania takiej książki.
Wiem, że nie udało mi się oddać całości mojego zachwytu nad tą książką i zapewne do końca nie potrafię wyjaśnić dlaczego ta akurat mnie aż tak zachwyciła. Dla mnie jest to książka, która pozwala mi przypomnieć sobie za co konkretnie kocham literaturę. Za możliwość przeniesienia się w jakiś zupełnie nowy, inny świat, zagłębienia się w niego. Doznania takich a nie innych wzruszeń, przemyślenia tych czy innych spraw. Jakkolwiek w tym momencie nie zabrzmiałoby to banalnie, wyniesienia dla siebie z lektury czegoś więcej od po prostu udanie spędzonego nad lekturą czasu.
Świetna literatura. Ogromnie polecam. Moja ocena 6 / 6 ( i tylko nie 6.5 bo przecież solennie sobie przyobiecałam, że w tym roku trzymam się uczciwie darowanych gwiazdek, najwyżej trzeba będzie rozważyć podniesienie o jedną gwiazdkę oceny). Na pewno „Historia Adeli” będzie jedną z najlepszych czytanych przeze mnie w 2018 roku książek.
