„Kłopoty mnie kochają”. Joanna Szarańska.

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2018). Ebook.

Na wstępie, napiszę tak, pilnujcie swoich torebek, dziewczyny bo nigdy nie wiadomo kto co Wam do nich podrzuci…

Główną bohaterką tego kryminału na wesoło (bo tak, w tym przypadku jest to kryminał na wesoło) jest Zojka. Zojka tak naprawdę ma na imię Zofia po babci Łyczakowej. Babunia żyje w rodzinnej wsi Zojki, Lipówce i ma się dobrze. A nawet bardzo dobrze. Pełna energii, podkarmiająca dobrym jadłem ale też charakterna (ciekawe po kim Zojka ma ten charakterek i raczej konkretny sposób wysławiania się ?:) ). Jakiś czas temu wpadła w konflikt z własnymi córkami, które nieco zbyt bardzo walczyły o matczyno babcine względy. Na skutek czego z babunią kontakt mieć mogą jedynie wnuki, tak się babunia zirytowała :)Oryginalna rodzinka, prawda? Tu nikt nie jest bezbarwny a do tego Zojka rzekomo przyciąga kłopoty (jak możemy zresztą wyczytać w tytule).
Może i coś jest na rzeczy. Otóż ta mieszkająca do tej pory w czasie studiów dziennikarskich świeżo upieczona absolwentka zostaje na czas jakiś ściągnięta przez mamę do domu babuni. Zojka w sumie wcale sobie nie krzywduje, wszak babunia przynajmniej porządnie ją podkarmi. W Krakowie Zojce nie bardzo szło ze znalezieniem pracy i lodówka głównie świeciła pustkami. A i babcia Łyczakowa jest taka fajna po prostu, że raz na jakiś czas dobrze jest z nią poprzebywać. 

Licząca na spokój i podsuwanie jej przez babcię smakowitych kąsków Zojka szybko weryfikuje swoje oczekiwania i marzenia. Ograniczyć je musi raczej do owych kąsków. Bowiem na spokój nie ma co liczyć. Nie dość, że w pociągu poznaje niezbyt miłego mężczyznę, dodatkowo w niezbyt udany sposób spotyka po raz pierwszy sołtysa wsi a równocześnie kogoś ważnego dla jej rodziny. 
Do tego wszystkiego los chyba ma wobec niej szersze plany bowiem Zojka ponownie natknie się na nieprzyjemnego mężczyznę podczas powrotu pociągiem do domu babci. Podróż zaczyna się z przygodami bowiem Zojka tuż przed odjazdem pociągu orientuje się, że zapomniała z dworcowej restauracji swojej torebki. Pędzi po nią i szczęśliwa, że nikt nie skradł jej własności siada w przedziale i szybko orientuje się, że los faktycznie niezbyt za nią przepada bo znów postanowił zetknąć ją z niezbyt miłym mężczyzną. Jest nim redaktor Marcin Kordecki, naczelny „Kroniki Wadowickiej”. Któremu niebawem na kolanach wyląduje dziwny pakunek wydobyty z torebki Zojki. A w pakunku znajdą….No, nie, wszystkiego wam nie zdradzę.
Będzie jednak kryminał, będzie niestety, trup. Będzie jak zwykle u Joanny Szarańskiej fajna bohaterka, z tych osób, z którymi chętnie siadło by się przy kawce czy winie i pogadało a nie jakieś tam rozmemłane ciepłe kluchy. Będzie narastająca jednak atmosfera niepokoju zwłaszcza, że historia z pakunkiem nie będzie jedyną dziwną jaka przydarzy się głównej bohaterce. Jest też bardzo dużo fajnego, niewymuszonego poczucia humoru. I doprawdy aż miałam wyrzuty sumienia, że tak mocno się śmiałam podczas sceny pakunkowej w pociągu.
Jest też fajny dom babci Łyczakowej, która nie wyciąga z człowieka nic na siłę a poczeka aż człowiek siądzie i sam jej opowie to, co go aktualnie gryzie. Nie ukrywam, że mam „słabość” do takich literackich babci, fajnych , z ikrą, mam nawet świadomość,że  wynika to zapewne z moich osobistych babciowych braków. Tak czy inaczej, babcia Łyczakowa jest jedną z moich ulubionych babć. 

Bardzo mi się podobała ta książka i oczywiście idzie za tym ocena 6 / 6.