Wydana w Wydawnictwie Książnica. Grupa Wydawnicza Publicat SA. Poznań (2018).
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa i Autorki.
Po pierwsze, sama sobie pozazdrościłam kiedy otrzymałam przesyłkę z tą książką. Otrzymałam ją bowiem w najlepszym dla czytelniczki pakiecie, czyli wraz z przepięknie pachnącą pomarańczą szklaną świecą i aromatyczną pomarańczową (a jakże, wszak wszystko ma pasować do okładki) herbatą. Szkoda, że w pakiecie nie dosyłają od razu wolnych minut, które można by wykorzystać na lekturę.
I znowu , świetna okładka projektu Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz. Gra w kółko i krzyżyk rozrysowana na pomarańcze w roli kółek i liście ułożone w kształcie krzyżyków. Świetny pomysł. Motyw z pomarańczami pojawił się nawet w tej książce ale według mnie okładka świetnie oddaje treść książki. Czyli coś na kształt rozgrywki między sercem a rozumem Baśki, głównej bohaterki. Jak również to, jak różnią się ona i Marcin.
Baśka ma trzydzieści sześć lat i poznajemy ją w styczniu, w chwili tuż po rozprawie sądowej orzekającej o końcu jej niemal osiemnastoletniego małżeństwa.
Już obecnie były mąż zostawił żonie jeden ze swoich klubów fitness i willę na Salwatorze.
Baśka już w momencie rozwodu wie, że będzie czuła się w tym domu nieco samotna i niekoniecznie ma to związek z rozstaniem z partnerem a raczej z dziećmi. Starszy syn studiuje za granicą, młodsza, prawie pełnoletnia córka, Karolina, decyduje o tym, że chce zamieszkać z ojcem i jego nową partnerką.
Baśka mimo, że związek z byłym mężem zwłaszcza pod koniec nie był dobry, odczuwa jednak coś na kształt smutku. A raczej swoistego rodzaju żałoby po sobie samej jako żonie Jurka. Szybko jednak musi wziąć się za siebie. Ma przy sobie na szczęście przyjaciółkę, Lilkę. To Lilka namawia Barbarę do pisania pamiętnika. („Baśnik” od Basi czy od baśni, która może zdarzyć się w życiu kogoś, kto już w dobre zakończenia przestał wierzyć?). Pomysł, początkowo nieco wydrwiwany przez Basię , okaże się jednak na dłuższą metę dobrym pomysłem na rozprawienie się z rozwodem, z nową sytuacją, z przeszłością. Narrację poznajemy więc zarówno trzecioosobową jak i z pamiętnika bohaterki.
Basi już już wydaje się, że poukładała sobie nową sytuację, kiedy poznaje Marcina. Różni ich niemal wszystko. Począwszy od sytuacji życiowej, materialnej, wykształcenia. Najbardziej jednak różni ich wiek bowiem Marcin ma dwadzieścia sześć lat. Dziesięć lat, które w niektórych sytuacjach historycznych wydają się mgnieniem oka ale w ich sytuacji są niemal przepaścią. I, co ciekawe, ci coraz bardziej zbliżający się do siebie ludzie różnią się również w spojrzeniu na potencjalny związek. Bowiem to Basia obawia się związku, nie chce nawet myśleć o tym aby być z młodszym o tyle lat mężczyzną. On zaś podchodzi do tego bardzo poważnie. Chce przynajmniej spróbować dać im szansę.
Basia ze swojego małżeństwa wyszła mocno okaleczona emocjonalnie. O tym, co tak naprawdę działo się za drzwiami pięknej willi dowiadujemy się stopniowo. W tej sytuacji faktycznie nie dziwi nas jako czytelników ogromna rezerwa i nazwijmy rzeczy po imieniu, lęk jaki w sobie nosi Basia, właśnie w obawie o nowy związek. Tym bardziej, że ogromnie razi ją samą ta dzieląca ich różnica wieku. Z pewnością nie należy się jej dziwić. Każdy związek rodzi się oczywiście w euforii i w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze. Na ogół jednak łączą się ze sobą osoby, które więcej łączy niż dzieli. A tu sytuacja jest dość odmienna od tej, do której zapewne społecznie już poniekąd przywykliśmy. O ile bowiem związek bardzo starszego mężczyzny z młodziutką dziewczyną budzi coraz mniej kontrowersji (a komentarze zapewne najbardziej nacechowane są nutką zazdrości niż zdroworozsądkowymi argumentami), o tyle wciąż społecznie nieakceptowalne jest najczęściej związanie się kobiety z młodszym partnerem. Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Nikt się nie zgłasza? No, właśnie, wiedziałam.
Basia i Marcin jednak zwyczajnie zakochują się w sobie (serce wszak nie zagląda w metrykę) i powoli zbliżają się do siebie. Ta książka ma w sobie trochę erotyki ale takiej delikatnej, ze smakiem, w sam raz, więc daję znać bo a nuż ktoś nie czytuje, nie chce, denerwuje się na samą myśl czy cokolwiek, to ostrzegam 🙂
Niemniej jednak poza tym naprawdę istotne są poruszane przez Beatę Majewską problemy. Jak właśnie te dotyczące różnicy wieku partnerów. I nie tylko ale nie chcę zbyt dużo pisać bo nie chcę zdradzić zbyt wiele z tego , czego czytelnik dowie się powoli podczas lektury. Warto też jest zwrócić uwagę na takie niby drobniejsze wątki a mnie akurat mocno zainteresowały czyli dzieciństwo Marcina i to jak do pewnego czasu wiodło się jego życie.
Książka kończy się w momencie, w którym się kończy i pozwala wierzyć, że w danym momencie wszystko potoczy się dobrze. Jednak tego tak naprawdę nie wiedzą ani sami bohaterowie ani zapewne autorka (bowiem często czytam wypowiedzi autorów, którzy twierdzą, że w pewnej chwili ich bohaterowie zaczęli żyć własnym życiem). Tak czy inaczej, pozwolę sobie wierzyć, że Basi i Marcinowi uda się. Nie oni w końcu pierwsi i nie ostatni zdecydowali się na taki związek więc może niesie to po prostu optymistyczne przesłanie, że im się uda? Że dalsze lata nie zmienią radykalnie wzajemnego ich do siebie uczucia i relacji? Tego im bardzo życzę.
Moja ocena to 5 / 6.
