„Nic dwa razy się nie zdarzy”. Joanna Szarańska

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2017). Ebook.

Tak się wciągnęłam w serię o Kalinie w malinach, że oczywiście nabyłam i tę część i jestem po lekturze. 
Znowu jest śmieszno ale i kryminalnie bo przecież Kalina nie byłaby sobą gdyby się nie wplątała w jakąś zawiłą historię. Po prawdzie to tym razem wplątała się niejako za sprawą Marka.
Ale po kolei. Jak pamiętamy, Kalina jeden niedoszły ślub ma już za sobą. To działo się w części pierwszej. W drugiej Kalina układa sobie życie a trzecia część zaczyna się od dnia ślubu Kaliny i Marka. To znaczy powinna się tak zacząć bo…no właśnie. W życiu Kaliny najwyraźniej nic nie może iść zgodnie z planem. Bo i z tym ślubem nie pójdzie do końca tak jak powinno. No ale, na szczęście, książki Joanny Szarańskiej kończą się happy endem, ufff 🙂
W tej części przygód Kalina będzie w najpoważniejszych chyba jak dotąd tarapatach.
Szukając ukochanego trafi bowiem w miejsce, w którym gdyby nie splot wydarzeń, z pewnością nigdy w życiu by się nie znalazła. Ale Kalina w końcu nie wypadła sroce spod ogona, z niejednego pieca chleb jadła i w ogóle jest zaradna więc nawet w najbardziej skomplikowanej sytuacji da sobie radę.
Poznany i zaadoptowany przez Kalinę i Marka Młynek, porzucony psiak, towarzyszy Kalinie i kto wie, może obecność psiaka dodaje kobiecie sił do tego aby pokonywać kolejne przeciwności.

Polubiłam Kalinę, polubiłam wszystkich bohaterów (żałowałam, że ostatnia część nie działa się w Kamionkach gdzie jest galeria przyjaznych Kalinie i Markowi postaci) i trochę żałuję, że chyba ? cykl o Kalinie w malinach się kończy. No, chyba, że Joanna Szarańska ma dla nas, czytelników, jakąś miłą , autorską, niespodziankę.

Moja ocena 5 / 6

z góry przepraszam…

…że ja tu o niczym mega ambitnym nie napiszę a o komedii ale nic na to nie poradzę, że filmowo to już całkiem stawiam na rozweselacze a nie ambitne ale takie, że się tydzień potem zebrać nie mogę …

A mowa o kontynuacji „Mojego wielkiego greckiego wesela” czyli (niespodzianka 🙂 ) o „Moim wielkim greckim weselu 2”. 
Naczytałam się , że kiepskie, że nie to co część pierwsza ale miałam na to ochotę a więc sięgnęliśmy i co? I podobało się nam.
Oto jesteśmy kilkanaście lat po ślubie Touli i Iana. Ich córka wybiera się do collegu a rodzice Touli odkrywają, że…ich ślub w świetle prawa jest nieważny 🙂
Co mi się podobało? Ano to, że owszem , jest to komedia ale taka gorzka bardziej. O ile część pierwsza to była zdecydowanie czekolada mleczna z orzechami albo i malinami to tu zdecydowanie mamy czekoladę gorzką z papryczką na przykład. Kilkanaście czy kilkadziesiąt lat po ślubie już nie jest tak bajkowo jak w miesiącach następujących po ożenku i nie ma co się oszukiwać. Proza życia dopada każdego. Jedna para radzi sobie z tym lepiej, inna gorzej. Toula i Ian trochę się pogubili. Toula całkowicie oddała się macierzyństwu ale nie wychodzi to jej na dobre bo córka zdecydowanie potrzebuje odetchnięcia od kochanej ale zdecydowanie nadopiekuńczej rodzinki.
Będzie więc o syndromie pustego gniazda, o tym, co jest ważne w naszym życiu, o tym, że mając dzieci musimy pamiętać o sobie samych i o naszych partnerach.
Osobny rozdział to historia perypetii ponownego ślubu rodziców Touli. Scena z kościoła, gdzie przypadkiem został włączony mikrofon była naprawdę niezła.
Wszystko to podlane humorem ale jak mówię spoza tych słodkich kawałków wydobywa się czasem smaczek, który nieco gorzkawy, nieco psujący słód i lukier.
Mnie się bardzo podobało i o dziwo, wcale nie mniej niż część pierwsza.
Moja ocena więc w tym przypadku to 5 / 6.