…ma to do siebie, że obdarza nas mnogością. Owoców, warzyw, kwiatów.
P. dostał od koleżanki z pracy cukinię. Koleżance cukinie tak obrodziły, że nie przeje z rodziną więc rozdała współpracownikom. Robimy ją na patelni grillowej, pycha 🙂 Aż mi ślinka pociekła kiedy tak o niej piszę. Dostaliśmy jeszcze jedną i na dziś wystarczy nam jeszcze a pewnie, żeby nie wyjść na sępa, następne sobie kupimy chociaż wiadomo, że z takiej domowej hodowli to najlepsza i już. No ale nie będziemy dziewczyny z cukinii objadać 😛
Mam rozterki ogrodniczki ostatnimi dniami.
Na balkonie w tym roku różę mamy, bugenwillę i lawendę. Oprócz tego rozwar (fioletowy), aksamitka i goździka.
No i najpierw wszystko rosło pięknie i cieszyło oko i powonienie (róża i lawenda i goździk) a tu z różą zaczęły się problemy. Wiem, wiem, że z różami tak jest, już się zgadałam z tymi, którzy je hodują w przydomowych ogródkach ale zawsze żal, że głównie trzeba walczyć z czymś, co ją chce zniszczyć. Najpierw walczyliśmy z mączniakiem…Potem, gdy już wydawało się, że pokonaliśmy zarazę i róża wychodzi na prostą, dopadło ją przędziorek. Dosłownie z dnia na dzień! W zeszłym tygodniu jeszcze w czwartek ją obfociłam, a w piątek chcą się pochwalić różą przed Mamą odkryłam potwora. Na szczęście, mamy tu nieopodal szkołę roślin, mają tam porządne rośliny no i rozmaite specyfiki do ochrony roślin. Tak więc odseparowaliśmy ją od innych roślin (myślę, że już bym ewentualnie widziała coś na bugenwilli skoro tydzień temu to się działo) i P. spryskał ją tym specyfikiem na przędziorka.
Ech, niby wiem, że róże takie delikatne i że uprawiający winorośl w winnicach sadzą róże przed winoroślą właśnie (tak przynajmniej kiedyś gdzieś wyczytałam), żeby właśnie zauważyć zarazę wcześniej niż przedostanie się na winorośle ale nie wiedziałam, że tak ta uprawa wiązać się będzie z ciągłą walką o zdrowie róży. A jest piękna i bardzo wdzięczna i widzę, że walczy. Nawet poprzycinana i wyglądająca gorzej dumnie prezentuje swe różowe i pachnące pięknie kwiaty. Może to lekcja taka poglądowa, nie poddawać się, walczyć pomimo i trwać silnie. Trzymajcie proszę kciuki za różę, tak nam na niej zależy!
Zaczęłam czytać „Opowiem ci pewną historię” Annie Barrows, autorki „Stowarzyszenia Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek”. To taka grubsza książka a więc nie wiem kiedy ją skończę, natomiast jak na razie czyta mi się dobrze. Lubię styl autorki, podoba mi się to, że taki klimat trochę, trochę (to oczywiście moje własne odczucia) w stylu opowieści „Smażone zielone pomidory”.
W poniedziałek wyjęłam ze skrzynki przesyłkę niespodziankę, od Margi. Marga nic a nic się nie „zdradziła”, że coś do mnie wysłała a nawet widziałam Jej wpis o poczcie i patrzcie państwo, nie domyśliłam się, że coś tam będę z tym miała wspólnego. Jak sama napisała, zamiast pocztówki, torba materiałowa ze zdjęciami z miejscowości, w której Marga mieszka. Ponieważ kolekcjonuję torby tego typu, bo są niezwykle praktyczne, więc oczywiście ucieszyłam się a poza tym , ręka w górę, kto nie lubi otrzymywać prezentów? No a prezentów niespodzianek, to już w ogóle 😉
