kto się bardziej denerwował? …

…Pierwszego maja , kiedy poszliśmy po bardzo długiej przerwie na objeżdżanki na kucyku, Jasia ugryzł koń. Tak wyszło, nie dopilnowano poprawnego podania koniowi chleba, niestety, takie wydarzenia się zdarzają. Na szczęście od razu pojechaliśmy do chirurga, prześwietlenie dłoni nie wykazało złamania, ufff, kciuk  zregenerował się błyskawicznie ale dziecko miało uraz. Bardzo to Jaś przeżywał , dłuuugi czas opowiadał to i przerabiał po swojemu a my usiłowaliśmy tak z Nim porozmawiać, żeby wytłumaczyć, że najmniej w tym było winy samego konia. 
Tak czy inaczej kiedy pani w przedszkolu zapowiedziała dużo wcześniej wyprawę do stadniny kucyków, wtedy się ucieszyłam , a po zdarzeniu w maju ucieszyłam, że Jasia ta wycieczka z przedszkola ominie. Bo mieliśmy być przecież na wakacjach. A że wyszło jak wyszło, Jaś dziś wraz ze swoją grupą pojechał na wyprawę do kucyków (zresztą to miejsce ma bardzo sympatyczną nazwę 😉 ). Już zawczasu przypomnieliśmy naszym paniom o zdarzeniu (wiedziały na bieżąco, co się stało ale wiadomo, nie ma obowiązku pamiętania), poprosiliśmy aby nie nakłaniały aby Jasia do kontaktu z kucykami jeśli tylko nie będzie chciał. Niby panie są bardzo ok i na siłę nic nie robią ale wiadomo. No a ja się denerwowałam jak Jaś zareaguje, jak mu tam będzie. 
No i okazało się , że jak zwykle, najbardziej denerwowałam się ja. I P. I chyba jednak panie, bo jak tylko P. dziś przyszedł po Jasia to usłyszał , że Jaś „karmił koniki, jeździł na nich i głaskał je z chęcią”.
Wygląda na to, że przeprosił się z końmi , co za ulga i radość. I oczywiście jak zwykle matka-wariatka denerwowała się na zapas 🙂  
 

„Po nitce do kłębka”. Donna Leon.

Wydana w Oficynie Wydawniczej Noir sur Blanc. Warszawa (2014).

Przełożył Robert Sudół.
Tytuł oryginalny Drawing Conclusions.

Donna Leon pisze według mnie oczywiście, dość nierówno. To znaczy ogólnie trzyma poziom, i jak pisałam w niedawno recenzowanej jej książce „Dzika zachłanność”, miło się czyta tę wenecką bajkę dla dorosłych o życiu komisarza Brunettiego, który prowadząc śledztwo ma zawsze czas na wizytę w barze, dociera do domu na czas i wraz z rodziną je niespiesznie kolacje delektując się zarówno potrawami jak i rozmową z żoną i dziećmi. 
Czasem mam wrażenie (właściwie zawsze), że intryga kryminalna jest jedynie pretekstem dla Donny Leon do jej publicystycznych refleksji. Wszyscy, którzy ją czytają, szybko orientują się w jej preferencjach i przekonaniach politycznych.

Tym razem nie było takiego zachwytu jak nad „Dziką zachłannością” ale też nie zmordowała mnie jak „Kwestia wiary”, której nie zmogłam. 
Starsza pani zostaje znaleziona w swoim mieszkaniu. Wydaje się i badanie patologa to potwierdza, że śmierć wynikła z powodu zawału serca. Jednak pewne ślady wskazują na to, że temu zawałowi ktoś „pomógł”. Trzeba więc będzie zorientować się czy przypuszczenia są zgodne z prawdą.

Jak mówię, tym razem aż takich zachwytów jak nad poprzednią czytaną przeze mnie książką Leon nie będzie (mimo, że chronologicznie to „po nitce do kłębka” jest tuż przed „Dziką zachłannością”) ale też nie krytykuję zbytnio, bo lektura była udana i nie narzekam. 

Moja ocena to 4.5 / 6.