Wydana w Fundacji Culture Shock. Warszawa (2014).
Przełożył Jakub Jedliński.
Tytuł oryginału „Matka and other writings”.
Przeczytałam mój książkowy prezent otrzymany na Targach Książki w maju.
I powiem tak. Jak miło, że wtedy zwiedziona ciekawością podeszłam do stoiska Stwarzyszenia Tłumaczy Literatury i zaczęłam rozmawiać z Martą Szarzyńską, inicjatorką i koordynatorką projektu „Zofia Brzeska-Gaudier – pisarka odnaleziona”. Jak również, udało mi się zamienić słówko z tłumaczem tych zapisków.
Bo oto poznałam dzięki tej książce nową i arcyciekawą dla mnie postać jaką jest Polka, żyjąca w latach 1872-1925, Zofia Brzeska-Gaudier. Muza, towarzyszka przez parę za to intensywnych lat , artysty Henriego Gaudiera-Brzeskiej. Tak tak, tak właśnie się odmienia jego nazwisko po przybraniu przez tę dwójkę wzajemnie swoich nazwisk.
Nie dość, że para to niezwykła to jeszcze smaku tej całej sytuacji odkrycia postaci Zofii dodaje fakt, że nie dość, że jest to postać całkowicie do odkrycia, to jeszcze jej osobowość, jej życie, to idealny materiał na czy to porządnie opracowaną biografię czy to scenariusz filmowy. Mówiąc o filmach, postaci obojga, zarówno pisarki Zofii jak i jej towarzysza przez parę lat, artysty, pojawiły się w filmie w reżyserii Kena Russella z roku 1972 pod tytułem „Dziki Mesjasz” (ten z kolei tytuł jest związany z książką „Dziki Mesjasz” Jima Ede’a z roku 1931).
Co mnie zaciekawiło w postaci Zofii Brzeskiej-Gaudier? To w jaki sposób żyła, to, że tak naprawdę nareszcie ktoś tę postać zaczął odkrywać i pokazywać światu (do tej pory bowiem jest ona traktowana marginalnie i wspomina się o niej raczej jako o towarzyszce, tle Henriego). To upodomiotowienie Zofii Brzeskiej-Gaudier ma miejsce również przez wydanie pism samej pisarki. Początkowo wydano je w Londynie w roku 2008. Teraz część z nich doczekała się przekładu polskiego i ukazała się w roku 2014 w Polsce. A dlaczego piszę, że doczekała się przekładu? Albowiem pisarka pisała w językach francuskim i angielskim. Dlatego też tłumacz miał przed sobą nie lada zadanie. Jak również okiełznanie specyficznego języka pisarki, która z roku na rok czuła się gorzej i zapadała w coraz silniejszą chorobę psychiczną. Jej życie jest zresztą naznaczone tragizmem, a zakończenie życia w szpitalu psychiatrycznym, tylko ten tragizm podkreśla.
„Matka i inne zapiski” rozpoczyna się od kilku tekstów wstępu, autorstwa Marty Szarzyńskiej, tłumacza Jakuba Jedlińskiego i historyka sztuki i muzealnika Piotra Kopszaka.
„Matka i inne zapiski” to na razie jedynie część pism Zofii Brzeskiej-Gaudier, które się ukazały i ciekawe ile jeszcze jej tekstów czeka na odkrycie. W tej książce możemy przeczytać jej wspomnienia z młodości spędzonej w wiosce galicyjskiej a następnie o jej wyjazdach do Ameryki jak również późniejszych do Francji i Anglii.
Większość tekstów w tym zbiorze powstało już po nagłej śmierci na froncie IWŚ towarzysza Zofii i przedstawia jej dramatyczną wręcz walkę o udowodnienie iż przekazał jej testamentem wszystkie swoje prace wraz z możliwością decydowania o nich jak również walkę o otwarcie wystawy prac artysty. Wystawa faktycznie odbyła się w roku 1918 w Leicester Galleries a po wystawie stan psychiczny Zofii ulegał szybkiemu pogorszeniu.
Gros zapisków jednak jak mówię, ukazuje jej walkę o wystawę prac Henriego Gaudiera-Brzeskiej.
Sama postać, którą „czyta się” poprzez jej zapiski brzmi oryginalnie i bardzo smutno. Być może moja wiedza na temat jej choroby wystarczyła abym czytała te zapiski przez pryzmat choroby właśnie ale z owych zapisków wyłania mi się obraz kobiety rozedrganej, nerwowej, niezrozumianej przez otoczenie. Bądź też, co całkowicie możliwe, konfabulującej sporą część wydarzeń czy wrażeń.
Tak czy inaczej, zapiski swoją drogą a postać samej Zofii Brzeskiej-Gaudier swoją drogą. Muszę powiedzieć, że zainteresowała mnie ona bardzo jako, że wydaje się być niezwykłą osobą i zdecydowanie wartą dalszego odkrycia i propagowania.
Oglądając nie tak dawno przecież „Dziewczynę z portretu” mówiącą o artystach pomyślałam sobie o tej dwójce, Zofii i Henrim i jak wspaniale byłoby czy to o nich poczytać czy potem obejrzeć coś na nowo z większą już rolą Zofii i z położeniem nacisku na ten niezwykły przecież związek, który zaowocował nie tylko ciekawą „wymianą” nazwisk ale również wieloma pracami, rysunkami artysty, który portretował Zofię właśnie.
Moja ocena to 5 / 6 i pozostaję z wielką nadzieją na to,że postać Zofii Brzeskiej-Gaudier zostanie dalej odkrywana i przedstawiana światu bo według mnie , warto.
