„Pierwsza kawa o poranku”. Diego Galdino.

Wydana w serii „Życie jest piękne” przez Edipresse. Warszawa (2016).
Przełożył Tomasz Kwiecień.

Tytuł oryginału Il primo caffe del mattino.

 Będę mieć oko na tę serię wydawaną pod krzepiącym i niosącym ze sobą obietnicę, że książki te będą się kończyć dobrze i szczęśliwie 🙂 tytułem „Życie jest piękne”. Co prawda ta akurat książka nie rzuciła mnie jakoś szczególnie na kolana ale po pierwsze, nie zawsze czytam same rzucające mnie na kolana książki, czasem a może nawet i częściej niż mi się wydaje, czytam jedynie takie, które sprawiły mi przyjemność czy zrelaksowały, to raz, dwa, chciałam zobaczyć czy dobrze się kończy. Uwaga spoiler , tak dobrze się kończy. 🙂

Tak czy inaczej, wśród zapowiadanych czy już wydanych w tej serii tytułów niektóre znam bo czytałam parę lat temu bądź niedawno (na przykład na 30-stego stycznia 2017 roku zapowiadana jest książka „Moja wielka grecka przygoda”, którą czytałam nie tak dawno temu) jest kilka, na które mam chęć.

„Pierwsza kawa o poranku” nie jest niczym odkrywczym, nie otwiera przed nami nowych drzwi czy rozwiązań a mimo to przeczytałam ją z pewną nawet przyjemnością a to dlatego, że jakoś polubiłam głównego bohatera, bo budził we mnie sympatię, bo akcja książki działa się na rzymskim Zatybrzu , bo  Massimo przejął po tacie Bar Tiberi (nazwa od rodowego nazwiska). Bo wielką rolę odgrywa tam kawa, którą sama tak lubię i trochę żałuję, że sama nie mam już „swojej” kafejki (a miałam taką na osiedlu), do której mogę wejść i będą wiedzieli, jaką kawę chcę zamówić zanim otworzę usta.
Ot, takie czytadełko, o którym szybko się zapomina ale które wiele szkód mi na pewno nie wyrządziło. No, chyba, że ktoś oczekuje nie wiedzieć jakiej ambitnej literatury, to nie, niech nie sięga, bo się rozczaruje i będzie z pewnością narzekał.

Massimo jest sporo po trzydziestce i prowadzi rodzinny interes. Jego siostra Carlotta wraz z mężem mieszka za granicą a Massimo mieszka sam ale nie może powiedzieć, że jest samotny bo jest otoczony ludźmi. 
Jednak oczywiście brakuje mu kogoś, z kim mógłby spędzić życie. I tak, to Ona, wkraczająca pewnego dnia do jego baru spowoduje łomot jego serca i wywróci jego życie do góry nogami.
Tak, to romans, jakby nie było i tak, trochę przelatywałam kartki bo chyba jednak nie do końca jest to mój ulubiony gatunek literacki ale Diego Galdino popełnił tę książkę z jakimś takim wdziękiem, że jak mówię, czytało mi się dość dobrze.
Na końcu książki zabawnie omówione typy ludzi, którzy lubią pić określony rodzaj kawy 🙂 I Wiecie, co ? W moim przypadku sporo się sprawdziło. Ale nie zdradzę, o jaką kawę chodzi.

Moja ocena 4 / 6. 

„Egzekucja w dobrej wierze”. Aleksandra Marinina.

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2016). Ebook.
Przełożyła Aleksandra Stronka. 

Tytuł oryginalny Казнь без злого умысла

Anastazja Kamieńska na emeryturze! A właściwie inaczej, nie pracująca już w moskiewskiej Milicji. Pracuje natomiast w agencji swojego przyjaciela, Stasowa. 
I właśnie wraz z również dawnym kolegą z pracy, Korotkowem, który dla odmiany pracuje dla brata Anastazji Kamieńskiej, wyrusza do Wierbicka na Syberii. Mają rozejrzeć się tam za działką, którą chce nabyć brat Kamieńskiej aby zbudować tam kolejny pensjonat. Rozejrzeć się zarówno za odpowiednią ziemią ale i poznać lokalne nastroje i wyczuć z kim trzeba rozmawiać aby inwestycja się powiodła. Ma tam zostać zbudowana autostrada i również trzeba się dowiedzieć, w którym konkretnie miejscu trzeba nabywać działkę pod budowę.
Kamieńska początkowo myśli, że będzie to kolejna nudna robótka, ale myli się. Albowiem trafiają do Wierbicka niemal przeddzień wyborów na mera, jak również w sam środek jakiejś przedziwnej afery kryminalnej. Ktoś morduje ekologów, którzy badali zanieczyszczenie środowiska a trucicielem miał się okazać jeden z zakładów na terenie, który wchodzi w grę jeśli chodzi o przebieg autostrady. 
Do tego jakieś dziwne nastroje panujące wokół dziwnej sprawy, rozgrywki polityczne, oczywiście, żadna kampania wyborcza nie może obyć się bez tego , niemniej jednak coś zaczyna jak to się mówi kolokwialnie, mocno śmierdzieć.

Anastazja Kamieńska nie byłaby sobą gdyby się nie wtrąciła w całą sytuację i nie przeprowadziła prywatnego śledztwa. Na szczęście, ma pomoc w osobie lokalnego milicjanta, którego inni spisali już na straty za sprawą jego alkoholizmu będącego efektem tragedii, którą przeżył i z którą najwyraźniej nie może sobie poradzić.

Świat opisywany w kryminałach Marininy nigdy nie był wesoły a jej bohaterka nigdy nie była wielką optymistką ale ta część jakoś mocno mnie przygnębiła, zasmuciła. Może fakt, że Kamieńska z tej trzydziestoparolatki nagle za sprawą współcześnie dziejącej się akcji książki, stała się ponad pięćdziesięciolatką. Może jej refleksje, które toczy nie wiem czy tylko bohaterka czy też autorka myślami bohaterki wykreowanej przez siebie. Niby te refleksje Kamieńskiej okażą się pozytywne, chce ona brzmieć tak samo dzielnie i silnie jak ongiś ale miałam wrażenie, ze troszkę tu smuteczku, więcej niż się spodziewałam.
Również sama intryga kryminalna, którą oczywiście Kamieńska rozwiąże, nie nastraja optymistycznie.

Tak czy inaczej, chyba cieszę się, że nie wszystkie jeszcze opowieści o Kamieńskiej pracującej jeszcze w Milicji, zostały u nas wydane a więc będzie wciąż na co czekać. 

Moja ocena to 5 / 6.