filmowo, książkowo…

…dziś będzie. 
Po pierwsze przypominamy sobie serial Poirot na podstawie książek Agathy Christie. Tak mnie na te książki i ekranizacje naszło. Wczoraj wróciliśmy do „Pięciu małych świnek”. Znam intrygę i pamiętam kto jest sprawcą i co z tego, jak uwielbiam i tę książkę i film i z prawdziwą przyjemnością obejrzałam po raz kolejny.

Z książek to poprawiłam sobie nieco nastrój czytając kolejną pokrzepiankę książkową , którą okazała się książka Barbary O’Neal, „Sekrety uczuć”. Autorka ma nie ma według mnie szczęścia do polskich tytułów książek, które są fajne, ciepłe i pokrzepiające. To te książki, które można śmiało czytać kiedy potrzebuje się jak ja to nazywam „bajki dla dorosłych” z happy endem. Ja co jakiś czas potrzebuję takiego na pewno dobrego zakończenia i otrzymuję je w książkach Barbary O’Neal. W „Sekretach uczuć” Tessa Harlow, główna bohaterka, przybywa do miasteczka w Nowym Meksyku, co do którego pod wpływem powracających wspomnień, zaczyna mieć pewność, że kiedyś już w nim była. Teraz zjawiła się tu służbowo. Jest po wypadku i dodatkowo dźwiga brzemię poczucia winy i traumę, z którą zmierzy się właśnie podczas tego pobytu. 
Jak zwykle spotyka rozmaite postaci, których los okaże się być połączony w ten czy inny sposób za sprawą wydarzeń z przeszłości. Jak zwykle też książka traktuje po części o jedzeniu i jest w niej masa smakowitych przepisów, które sprawiają, że podczas lektury jest się wciąż głodnym. Ja tę książkę oceniam na 5 / 6.