…z Kambodźy czas jakiś temu dotarła do mnie. Pocztówka wysłana ze wspaniałej podróży Duo.ny do tego kraju. Muszę przyznać, ze smutkiem chyba, że kojarzę go jedynie z nieszczęściem , z przerażającymi wydarzeniami historycznymi a przecież w ten sposób nie pozwalam sobie samej na poznanie innych stron tego kraju nawet jeśli odbywać się to ma za pomocą słów czyli poczytania o Kambodży a niekoniecznie za sprawą podróży tamże. Tak, postanowienie na dziś, poczytać coś więcej na temat tego kraju. Już w którejś z książek podróżniczych czytanych przeze mnie parę lat temu (dość niedawno) ktoś o tym kraju pisał ale niestety, właśnie dużo zaszłości wspominał historycznych, które wiadomo, bardzo przygnębiające. A pocztówka z oczywiście najsłynniejszego kompleksu  a konkretnie jest na niej świątynia Banteay Srei, odsyłam zainteresowanych do Wikipedii, gdzie można o niej przeczytać tu
Za pocztówkę, bodajże pierwszą z tego kraju w mojej pocztówkowej kolekcji bardzo dziękuję Duonie.

Dotarła też inna przesyłka, z sową do ustawienia na półce czy gdzie tam można sobie figurkę sowy ustawić. 
Nie ma co ukrywać, jestem uzależniona od Sów. Mam podejrzenie, graniczące niemal z pewnością (którym to podejrzeniem podzieliłam się wczoraj z P..) , że większość moich znajomych widząc sowę w jakiejkolwiek postaci od razu myśli o mnie. Moja kolekcja, początkowo zupełnie niepozorna, ot jedna, dwie sowy, rozrasta się z dnia na dzień a znajomi , przyjaciele i bliscy wiedząc o moim sowim hoplu, wspomagają jak mogą. I tak na przykład mam sowy na bluzkach, mam sowie kolczyki (kilka par), broszkę, figurek nie wspomnę. A są jeszcze sowy magnesiki na lodówkę od znajomych (z Irlandii i Grecji), sowie motywy na notesach. Na telefonie a raczej osłonce do telefonu mam malutką japońską nalepeczkę z sową. Specjalnie zdrabniam bo to jak to zazwyczaj w wykonaniu japońskim jest, śliczne, drobne i takie wycyzelowane , że hej. Wracając do sowy, którą otrzymałam wczoraj to od razu kiedy ją zobaczyłam przyszła do głowy mi taka myśl „To jest sowa mająca przynosić szczęście”. Nie wiem skąd taka myśl, przecież większość sów, które są mi prezentowane przynoszą szczęście w postaci radości nie dość, że z kolejnego przedmiotu do kolekcji, co jeszcze wiadomo, z powodu tego, że ktoś o mnie pomyślał, że chciało się mu wydać pieniądze na zakup i wysyłkę często. Od ofiarodawczyni dowiedziałam się, że przed wysyłką napełniła sowę wielką ilością pozytywnej energii ale dowiedziałam się o tym już po tym, jak zdradziłam się z moim planem, że traktuję prezent od Niej jako przynoszący szczęście 🙂 Tak więc najwyraźniej tak miało być , sowa została napełniona pozytywną, dobrą energią, która ma teraz rozprzestrzenić się w moim domu i wspomagać. Bardzo dziękuję. 

Dodaj komentarz