„Zapiski nosorożca”. Łukasz Orbitowski.

Wydana w Wydawnictwie SQN. Kraków (2014).
Podtytuł „Moja podróż po drogach, bezdrożach i legendach Afryki”.

Książka nabyta w ramach prenumeraty do pisma „Poznaj Świat”, która okazała się bardzo interesującym prezentem od P.
Przeczytałam ją dopiero teraz, wcześniej musiała odczekać swoje na półce.
To opowieść o turystycznej podróży autora, który przez trzy tygodnie zwiedzał RPA. Nie sili się on  ( na szczęście) na przekonywanie nas jakich to mistycznych doznań doznał podczas owej podróży. Nie wypiera się swojej turystyczności (uff). Nie stara się też być mędrcem głoszącym prawdy dotyczące kraju, który odwiedził na krótko i dodatkowo poruszał się po nim głównie wynajętym samochodem. I chyba ta szczerość (plus poczucie humoru) bijąca z książki czyni tę opowieść o podróży ciekawą bo osobistą, bardzo „własną” a taką lubię. Jedyne, do czego się przyczepię a ci, którzy mnie znają wiedzą, że nie jest to na wyrost, to nieco nadużywane wulgaryzmy. Być może autor tak właśnie rozmawia z innymi, cóż, mnie ten styl miejscami nawet drażnił ale to mnie, być może ktoś inny nie zwróci na to aż takiej uwagi.
Opowieści z podróży przeplatane są legendami, baśniami i opowieściami afrykańskimi co dodaje smaczku lekturze. 
Ogólnie to moje pierwsze spotkanie z prozą Łukasza Orbitowskiego uważam za bardzo udane. Do tego stopnia, że chętnie przeczytam inne jego książki.
Niesilącą się na nic innego czym jest opowieść osobistą o wyprawie do RPA oceniam na 5 / 6.

 

pocztówka…

…z Kambodźy czas jakiś temu dotarła do mnie. Pocztówka wysłana ze wspaniałej podróży Duo.ny do tego kraju. Muszę przyznać, ze smutkiem chyba, że kojarzę go jedynie z nieszczęściem , z przerażającymi wydarzeniami historycznymi a przecież w ten sposób nie pozwalam sobie samej na poznanie innych stron tego kraju nawet jeśli odbywać się to ma za pomocą słów czyli poczytania o Kambodży a niekoniecznie za sprawą podróży tamże. Tak, postanowienie na dziś, poczytać coś więcej na temat tego kraju. Już w którejś z książek podróżniczych czytanych przeze mnie parę lat temu (dość niedawno) ktoś o tym kraju pisał ale niestety, właśnie dużo zaszłości wspominał historycznych, które wiadomo, bardzo przygnębiające. A pocztówka z oczywiście najsłynniejszego kompleksu  a konkretnie jest na niej świątynia Banteay Srei, odsyłam zainteresowanych do Wikipedii, gdzie można o niej przeczytać tu
Za pocztówkę, bodajże pierwszą z tego kraju w mojej pocztówkowej kolekcji bardzo dziękuję Duonie.

Dotarła też inna przesyłka, z sową do ustawienia na półce czy gdzie tam można sobie figurkę sowy ustawić. 
Nie ma co ukrywać, jestem uzależniona od Sów. Mam podejrzenie, graniczące niemal z pewnością (którym to podejrzeniem podzieliłam się wczoraj z P..) , że większość moich znajomych widząc sowę w jakiejkolwiek postaci od razu myśli o mnie. Moja kolekcja, początkowo zupełnie niepozorna, ot jedna, dwie sowy, rozrasta się z dnia na dzień a znajomi , przyjaciele i bliscy wiedząc o moim sowim hoplu, wspomagają jak mogą. I tak na przykład mam sowy na bluzkach, mam sowie kolczyki (kilka par), broszkę, figurek nie wspomnę. A są jeszcze sowy magnesiki na lodówkę od znajomych (z Irlandii i Grecji), sowie motywy na notesach. Na telefonie a raczej osłonce do telefonu mam malutką japońską nalepeczkę z sową. Specjalnie zdrabniam bo to jak to zazwyczaj w wykonaniu japońskim jest, śliczne, drobne i takie wycyzelowane , że hej. Wracając do sowy, którą otrzymałam wczoraj to od razu kiedy ją zobaczyłam przyszła do głowy mi taka myśl „To jest sowa mająca przynosić szczęście”. Nie wiem skąd taka myśl, przecież większość sów, które są mi prezentowane przynoszą szczęście w postaci radości nie dość, że z kolejnego przedmiotu do kolekcji, co jeszcze wiadomo, z powodu tego, że ktoś o mnie pomyślał, że chciało się mu wydać pieniądze na zakup i wysyłkę często. Od ofiarodawczyni dowiedziałam się, że przed wysyłką napełniła sowę wielką ilością pozytywnej energii ale dowiedziałam się o tym już po tym, jak zdradziłam się z moim planem, że traktuję prezent od Niej jako przynoszący szczęście 🙂 Tak więc najwyraźniej tak miało być , sowa została napełniona pozytywną, dobrą energią, która ma teraz rozprzestrzenić się w moim domu i wspomagać. Bardzo dziękuję.