…minęły właściwie nie wiadomo jak.
Sprawy zdrowotne nie ukrywam zajęły większość czas i również miejsca w głowie (może najbardziej mi) bo ja z tych, którzy sprawami zdrowotnymi najbliższych zamartwiają się wręcz obsesyjnie.
Tak czy inaczej weekend już prawie za nami. Jutro zaczynamy nowy tydzień. Życzę sobie i Wam aby był spokojniejszy od minionego i dobry. Po prostu.
Z książek, to w tej przerwie udało mi się skończyć zaczętą „Trzynastą opowieść” Diane Setterfield. Niestety, czytałam ją mając w głowie natłok myśli i zmartwienia więc nie ukrywam, że rzutowało to na lekturę. Ogólnie to ciekawa ale naprawdę jakoś nie byłam w stanie rozkoszować się nią tak bardzo jakbym chciała. Głowna bohaterka to zamknięta w sobie młoda kobieta, która ukrywa się przed światem w swojej pracy związanej z książkami, do której pewnego dnia zwraca się poczytna i sławna ale również tajemnicza pisarka, która prosi naszą bohaterkę o napisanie jej, autorki, biografii. Pierwszy raz obiecuje, że ujawni prawdę swojego życia.
Przeczytałam też coś, na co ostrzyłam sobie dawno zęby i okazało się niestety, wielkim rozczarowaniem a mianowicie „Meryl Streep o sobie”. Autorem jest Lawrence Grobel. Niestety, książka mimo, że samą Meryl wielbię iście, okazała się słaba (według mnie, oczywiście) i zawiodła. Nie dowiedziałam się z niej praktycznie zbyt wiele o samej aktorce, nic czego nie mogłabym się dowiedzieć wcześniej z innych źródeł. Chyba nie polecam, nawet miłośnikom ale to jak zawsze powtarzam, moje odczucia, być może komuś innemu się spodoba.
