Swietłana Aleksijewicz …

…czyli od wczoraj wiemy kto zdobył w tym roku Literacką Nagrodę Nobla. 
W tym roku zaskoczenia chyba nie było, to nazwisko pojawiało się najczęściej a pod koniec oczekiwania na werdykt już jako niemal pewnik.
No i nie jest to na pewno nazwisko nieznane. Co prawda ja nie mogę napisać, że znam tę autorkę, bo jak na razie nic jej autorstwa nie czytałam ale nazwisko oczywiście znam i kojarzę.
Zamierzam poznać jej pisarstwo a zacznę od „Czasów secondhand”, mam nadzieję, że okaże się to dobry wybór.

 

„Jezioro szczęścia”. Agnieszka Krawczyk.

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2015). Ebook.

To ostatnia książka z cyklu o mieszkańcach i gościach (którzy na ogół zostawali po wizycie mieszkańcami) małej miejscowości Ida, gdzieś na południu Polski. I muszę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, po jej skończeniu odczuwam żal, że to już koniec tych ha, nazwę to może górnolotnie, ale co tam?! terapeutycznych opowieści słowem dobrym i życzliwym mnie otulających. Po drugie jednak, w każdej chwili mogę do nich wrócić i mam tę świadomość , że gdybym nagle potrzebowała książki, w której na końcu wszystko dobrze się ułoży, to znajdę je na własnym czytniku. 

„Jezioro szczęścia” kontynuuje opowieść o losach postaci znanych nam z trzech poprzednich części cyklu, a więc „Magicznego miejsca”, „Doliny mgieł i róż”, „Ogrodu księżycowego” ale i wprowadza (co w każdej części stało się tradycją) nowe postaci, o których to losach dowiadujemy się w miarę lektury. Znowu będzie komu kibicować w jego poczynaniach, zmianach i sprawianiu, że na końcu dowiemy się, że wszystko się układa jak trzeba.

Po raz kolejny sporo tu odniesień do książek i literatury szeroko pojętej, co mnie po raz kolejny sprawiło wiele przyjemności.

Mam nadzieję, że pani Agnieszka Krawczyk ma już pomysł na nowy „terapeutyczny” cykl, bowiem nie ukrywam, wciągnęłam się niesamowicie.

Przy okazji, podobno czytelniczki cyklu o Idzie zastanawiają się gdzie może być taka Ida? I ja również dołączam do ich grona. Miło by było mieć świadomość, że takie dobre bezpieczne miejsca, w których spotyka się serdecznych sobie ludzi i w których chce się osiąść na stałe, istnieją naprawdę a nie jedynie na kartach książek.

Moja ocena to 5.5 / 6.

 

Henning Mankell nie żyje :(

Jeden z moich ulubionych autorów przegrał walkę z raczyskiem i zmarł 😦 
O chorobie jego wiedziałam ale liczyłam, że uda się Mu wygrać z nią. Niestety, nie 😦
Baaaardzo się dziś zmartwiłam 😦
To od jego książki (bodajże od „Mordercy bez twarzy”) zaczęła się moja przygoda z książkami jego a co za tym, kryminałami skandynawskimi. Aczkolwiek pomimo, że mam jeszcze kilku autorów skandynawskich, których lubię (chociażby Theorina), to Mankell pozostawał zawsze w czołówce, chyba jako ten, którego książki najbardziej lubiłam.
Potem doszedł świetny szwedzki serial powstały na podstawie jego książek (ale tylko ten szwedzki mi się podobał).

Bardzo smutną wiadomością zaczął się ten tydzień.

 

 

„Reporterka. Rozmowy z Hanną Krall”. Jacek Antczak.

Wydana w Wydawnictwie Agora. Warszawa (2015).

Książkę, tak tak, najprawdziwszą papierową (nie ebook ;)) książkę udało mi się czas jakiś temu wygrać na fejsie, gdy odpowiedziałam na stronie Blox o tym, co czytam. Książka, którą mi przysłano, stanowiła niespodziankę (w ogóle bym nie wiedziała o wygranej, gdyby ktoś się do mnie wtedy na priv nie odezwał, tak więc tej wygranej sprzyjał wyraźnie los). Chociaż była to niespodzianka z gatunku podwójnie dobrych, raz, że w ogóle wygrana, a dwa, książka, o której myślałam, że chciałabym przeczytać i oto mogłam. 

Jacek Antczak w „Reporterce” pozbierał i skomponował bardzo płynną, niezwykle interesującą rozmowę-wywiad z Hanną Krall. Skomponował tę rozmowę z rozmaitych wywiadów i rozmów z autorką ale wyszło z tego coś niesamowicie ciekawego, wciągającego. Naprawdę, oderwać się od tego nie było mi łatwo, aczkolwiek oczywiście trzeba mieć świadomość jednego. Nikt tu o pogodzie gawędzić nie będzie a tematy poruszane w wywiadach nie będą lekkie, łatwe i przyjemne. 
Niemniej jednak to fantastyczna opowieść o Reporterce (tak, tak, właśnie pisane „R”), o Jej sposobie na pisanie, o Jej podejściu do tematów, do osób, o których pisze. O zawodzie reportera a raczej w tym przypadku, reporterki i o człowieku.
Podejrzewam, że to taka trochę lektura podstawowa dla tych, którzy reportażem zajmować się chcą bądź swoją przygodę z reportażem właśnie rozpoczynają.

Hanny Krall nikomu przedstawiać nie trzeba.

 

A po tę książkę zdecydowanie warto jest sięgnąć.  Bardzo polecam. 

Moja ocena to 6 / 6.