„Grecja. Gorzkie pomarańcze”. Dionisios Sturis.

Wydana w Wydawnictwie W.A.B. Warszawa (2013). Seria wydawnicza: Terra Incognita. Ebook.

Podsumowując, nie podejrzewałam, że „Grecja. Gorzkie pomarańcze” Sturisa wciągną mnie aż tak bardzo. 
Nie lubię bowiem czytać o tym, jak komuś jest źle. Najwyraźniej nie mam potrzeby Schadenfreude. 
Jednak ta książka wciągnęła mnie od początku. Tak, jak pisałam w poprzednim wpisie,  autor nie podaje na tacy swoich własnych tez czy nie narzuca się z przekonaniami. Jego reportaże z Grecji współczesnej szczególnie dotykające najnowszych wydarzeń (chociaż opisana jest i sytuacja jego rodziny na tle wojny domowej w Grecji) pokazują nam zwykłych ludzi żyjących w tym kraju i radzących sobie bądź nie z sytuacją, w której ten kraj się znalazł. 

Odnalazłam sporo podobieństw do Polski. Niepokojących podobieństw, które nie muszą ale mogą oznaczać to, jak może się zadziać i w naszym kraju. Może nie w tak skrajnym przypadku jak w Grecji ale kto wie kiedy i w jakim stopniu ten uśmiech malowany na twarzach i to życie, do którego się przywykło, mogą zostać zniszczone. 
Jakie to podobieństwa? A chociażby pewne przyzwyczajenia polityczne (chociażby fakt zasiadania w polityce praktycznie wciąż tych samych osób bądź osób „z klanów”), jak również zwyczaj wręczania łapówek, chociażby w szpitalach, do którego Grecy się przyznają i nawet nie widzą w tym nic dziwnego.

Ciekawe te opowieści o współczesnej Grecji, w której gorący dotyk rozpieszczającego słońca i smak dojrzewających w nim owoców zostaje od lat zmieniony w kwaśny a może raczej gorzki smak tytułowych pomarańczy. 

Być może komuś, kto poszukuje dogłębniejszej analizy ekonomicznej ta książka się nie spodoba na tyle na ile mnie się spodobała. Ja jednak jestem bardzo zadowolona, że ją nabyłam, a przyznaję się, że stało się tak jedynie ze względu na świetną cenową promocję niedawno w jednej z ulubionych księgarni ebookowych. Okazało się to dobrym wyborem.

Dla mnie ciekawostką jest to, że autor (mający mamę Polkę i ojca Greka) nie mieszka jednak w Grecji, stąd myślę, że jednak i on podczas swojej pracy nad reportażami z tego kraju, sam poznał go w większym niż być może na początku przypuszczał stopniu. 

Moja ocena to 5 / 5.