Półtora roku…

…ponieważ mój Syn urodził się ostatniego dnia miesiąca już liczenie miesięcy nie wypada nigdy dosłownie równo a co dopiero kiedy tak Mu się ułożyło, że przed kończeniem kolejnej połówki przypada mu luty, który to jak wiemy, dziwnym miesiącem jest:)
I tak licząc dni w jakiś skomplikowany sposób, wyszło nam, że dziś Janeczek kończy półtora roku.

Najlepszego Synku!!! Zdrowia i Szczęścia, mnóstwo radości i niech uśmiech nie znika Ci z buzi! 

powiedzmy sobie tak…

…zima odchodzi. 
Nie no, serio, nie wierzę w to, że się wróci. Dzisiejsza pogoda, która okazała się totalną porażką prognozy pogody, którą zawsze przed snem sprawdzamy na necie, tego świadkiem. Pomimo silnego wiatru, który kojarzył mi się wyjątkowo z wiatrem od morza (niestety, nie przywodził ze sobą tego wspaniałego zapachu jodu Bałtyku a hmmm…naturalny nawóz, których hojnie obdarzył swoje pole pan rolnik) słońce zapewniło atrakcji moc i spacer okazał się więcej niż przyjemny.
Szkoda tylko, że przypomniałam sobie, co jest mniej miłego w spacerowaniu wiosennym a mianowicie alergia. Oczy swędzą, kicham, z tego co wiem, pylą już brzozy i bodajże leszczyny.
Ale, powróćmy do nastroju wiosny. Sroki sparowane, niektóre już zajmują się naprawą gniazd! Wrony erotycznie gawędziły jeszcze w lutym. Tak samo w lutym słyszeliśmy i gęsi i żurawie i chyba, chyba widzieliśmy dwa bociany w locie. Na wczorajszym rześkim (wieczory jednak są zimne) specerze słyszeliśmy już wyśpiewującego kosa.  
Jakby nie było, wiosna przecież kalendarzowa już za osiemnaście dni.