tydzień…

…nagle rozbuchanej wiosny skończył się nie dość, że szybko (znów nie wiem, kiedy minęło pięć dni) to jeszcze z przytupem dotyczącym załamania pogody (aczkolwiek nie jest wcale zimno, a przynajmniej nie tak, jakbym się martwiła, że może być). Dzisiejszy spacer był nie tak długi jak zwykle i to nawet nie dlatego, że padało bo udało nam się wpasować w przerwę pomiędzy ulewami i nawet dopisało słońce a z racji na uciążliwy silny wiatr. Nie miałam chyba jeszcze do tej pory sytuacji, że zaczęło wyrywać mi wózek z rąk, a zdarzyło się to przy jednym „dzieciowym” sklepie nieopodal nas. Fakt, że wieją tam wyjątkowo silne wiatry (zawsze tak jest) ale naprawdę…żeby wózek?

Czytam teraz „Gorzkie pomarańcze” Dionisiosa Sturisa. Nie jest to zbyt optymistyczna lektura, ale wciągnęła mnie mocno. Co prawda, wbrew temu, na co liczyłam, praktycznie nie ma odpowiedzi, dlaczego dokładnie w Grecji stało się tak jak się stało ale może o to chodziło autorowi aby przedstawić po prostu trochę wycinków o współczesnej Grecji, trochę odnieść się do jej historii , jak również historii własnej rodziny (autor ma ojca Greka) a ewentualne odpowiedzi, osądy pozostawić jedynie czytelnikowi. 

Życzę Wam miłego, spokojnego weekendu.