…i ani się człowiek obejrzał. W tym czasie przeczytałam nieco przypadkowo nabytą w czasie którychś z dobrych promocji, interesującą mnie książkę czyli „Piąta Aleja, piąta rano” Sama Wassona. Książka w całości poświęcona filmowi „Śniadanie u Tiffany’ego”, począwszy od przypomnienia interesującej postaci Trumana Capote czyli autora książki, na podstawie której powstał film, przez opis doboru zarówno scenarzystów jak i obsady , jak również poprzez oczywiście opisy powstawania filmu i tego, co działo się potem. Ponieważ czytałam i książkę i oglądałam film a odgrywającą główną rolę Audrey bardzo lubię, więc była to dla mnie ciekawa książka. Ponadto, czytając ją zastanawiałam się , o czym tak naprawdę traktuje ta lektura, czy tylko o procesie powstawania filmu, który z książką, na podstawie której bazuje, niewiele ma wspólnego, czy też o Ameryce po wojnie i zmieniającej się w niej mentalności jej mieszkańców w latach sześćdziesiątych. Czy mówi tylko o wahaniach Audrey co do przyjęcia tej nietypowej dla niej przecież roli czy o walce amerykańskich kobiet do większej swobody , emancypacji i możliwości wprowadzenia w swoje życie zmian, których tak było im potrzeba?
Ciekawa bo taka z drugim dnem książka, przynajmniej według mnie, tym, którzy lubią film, polecam, bo to dodatkowa ciekawostka dotycząca tego filmu.
Mnie po jej lekturze jeszcze bardziej zaintrygowała postać samego Trumana Capote, wiem, że swego czasu wyszła jego biografia, chyba kiedyś po nią sięgnę jeśli będzie dla mnie dostępna.
Teraz pozostaję lekturą w Ameryce i kończę zaczętą jeszcze w starym roku książkę Marka Wałkuskiego „Wałkowanie Ameryki”.
Miłego, spokojnego czasu do weekendu życzę Wam z Warszawy, w której sypie śnieg.
