leje, leje…

…od rana. I nie zamierza przestać. Spacer z Janeczkiem siłą rzeczy dość skrócony i to nie ze względu na Niego a na mnie, która pomimo bardzo dobrej kurtki przeciwdeszczowej jednak czuła dyskomfort. 
Pozdrawiam niniejszym wszystkich miłośników jesieni i tych, którzy od lat na mój tekst, że tej pory roku nie lubię, pojęcia nie mam czemu, usiłują mi ją rozreklamować i przedstawić jako niezwykle urodziwą.
No, ale na razie jesień nawet przecież nie nadeszła, nie rozkręciła się (chociaż już za progiem stoi i przestępuje wręcz z nogi na nogę) a za nią niestety, zima. 
Dobrego, spokojnego tygodnia dla Was. 
Ja zabrałam się za „Wyznaję”, Cabre, ale z powodu aury również, nie zostaje mi wiele czasu na czytanie, więc pewnie szybko swojej opinii nie napiszę, chociaż zaczyna się jak lubię czyli smakowicie bo i styl mi pasuje i jakiś taki ogólny klimat opowieści.